Syberia: The World Before - Recenzja [PC, PS4, XONE]


 Benoit Sokal nie doczekał premiery czwartej odsłony Syberii, serii, która w czerwcu tego roku skończy 20 lat i która przyniosła mu rozpoznawalność w świecie gier komputerowych. Szkoda, bo na pewno rad byłby widząc jak ciepło została przyjęta przez krytyków i graczy. 

Po doskonałych dwóch pierwszych osłonach serii po latach dostaliśmy średnią i borykającą się z różnymi problemami (m. in. natury technicznej) część trzecią. Czy The World Before udało się ich uniknąć? Tak. Sterowanie jest wygodne, optymalizacja kodu bez zarzutu, a liczba błędów nie doprowadza do szewskiej pasji. 

Szkoda tylko, że to, co było w poprzedniku dobre, tu potrafi cofnąć się o krok albo dwa. Mówię przede wszystkim o zagadkach, które owszem, są, ale w niewielkim natężeniu i bardzo uproszczone (choćby używanie przedmiotów). Grze bliżej z tej przyczyny do interaktywnych animacji, co pozbawia przygodę tego szczególnego poczucia satysfakcji jaka płynie z rozwiązania szczególnie skomplikowanych problemów. Fani gatunku na pewno wiedzą, o czym piszę. 

Na szczęście rozpisana na dwa wątki - jeden rozgrywa się na początku w roku 1937, drugi w 2004 - fabuła potrafi wciągnąć, choć przyznaje bez oklepu po buźce, że przez większość rozgrywki miałem poczucie niewykorzystanego potencjału wprowadzanych do niej postaci. Pojawia się ich sporo, ale lwia część sprawia wrażenie statystów - stoją, czekają aż się pojawimy żeby nas poinformować o tym i owym, ewentualnie sprowokować jakiś wybór moralny, a następnie znikają. Inna sprawa, że przeciętnie napisane i tym samym zagrane (w polskiej i angielskiej wersji) są też dialogi. 

Pięknie prezentuje się za to grafika i towarzysząca przygodzie oprawa muzyczna. Gra hula na silniku Unity i artyści ze studia Koalabs zrobili wszystko, byśmy mieli co podziwiać. Mój palec często wędrował ku klawiszowi F12 (grałem na Steamie) odpowiedzialnemu za zrzut ekranu, czego rezultaty możecie obejrzeć w tym tekście (obraz jest w końcu wart więcej niż milion słów ;). Ponarzekam tylko na modele postaci, bo te, zwłaszcza drugoplanowe, są słabo animowane i nie grzeszą naturalną mimiką. 

Biorąc pod uwagę prostotę rozgrywki dużą zaletą jest długość przygody. Jeśli zechcemy ukończyć ją wraz ze wszystkimi zadaniami opcjonalnymi, przed monitorem przyjdzie nam spędzić nawet do 14 godzin. 

Podsumowując, polecam, acz może nie w cenie premierowej (prawie 150 zł za podstawową edycję cyfrową), każdemu miłośnikowi ładnych, wciągających i niekoniecznie gotujących szare komórki przygód. 





Komentarze