czwartek, 31 października 2013

Jezioro - Arnaldur Indridason - Recenzja

Jezioro, Arnaldur Indridason, wydawnictwo: W.A.B., 352 strony

Czwarta wydana w naszym kraju przez W.A.B. powieść kryminalna z komisarzem Erlendurem Sveinssonem. Z każdą przeczytaną częścią cyklu coraz mocniej utwierdzałem się w przekonaniu, że Indridason pisze niemalże pode mnie, dokładnie tak jak lubię. Stąd też, sięgając po Jezioro, byłem raczej spokojny o odczucia, które będą mi towarzyszyć lekturze.

Czytając Indridasona nie sposób nie zauważyć schematu, który stosuje podczas konstrukcji swoich historii. Znów mamy do czynienia ze śledztwem, które prowadzi daleko w przeszłość i raz po raz pojawiającymi się retrospekcjami, które krok po kroku, wraz z postępem śledztwa, przybliżają nas do rozwiązania tajemnicy.

Tym razem komisarz wraz ze swoją stałą ekipą bada sprawę szkieletu, którego ujawniło wysychające jezioro Kleifarvatn. Do szczątek przywiązana była stara, radziecka aparatura nasłuchowa, co może wskazywać na pewne powiązania polityczne i szpiegowskie. Śledztwo toczy się mozolnie. Mając do dyspozycji zaledwie garść poszlak, ciężko oczekiwać szybkiego zakończenia sprawy.

Arnaldur Indridason
I może właśnie z tego powodu Jezioro ciężko nazwać pełnoprawnym kryminałem. Tempo jest powolne i aż do samego końca nie przyspiesza, nikt nikogo nie ściga, nikt nie walczy z czasem. To oczywiście nie wada, nie dla mnie, jednak tym razem bardzo trudno było mi wkręcić się fabułę. Kwestie związane z polityką nigdy specjalnie mnie nie kręciły, a tu podejmowane są bardzo często. Na szczęście dostajemy też tradycyjnie wątki związane z życiem komisarza - jego córką, synem, a także kobietą, z którą się spotyka. Ostatnie sto ileś stron zdołało mnie w końcu wciągnąć, ale to trochę zbyt późno, bym uznał lekturę za fascynującą. Trochę mnie wymęczyła, przyznaje to otwarcie, zwłaszcza że momentami, głównie na początku, czuć, jakby Indridasonowi zabrakło pary i rozdziały sprawiają wrażenie napisanych mechanicznie.

Mimo tego wcale nie czuje się zniechęcony i autor ma u mnie tak duży kredyt zaufania, że na pewno sięgnę po kolejny tom serii, zatytułowany Zimny Wiatr.


Ocena: 6-/10



Piotr Wysocki

5 komentarzy:

  1. I znów wychodzi moja nieznajomość w temacie, nie słyszałam jeszcze nigdy o tym autorze. Historia nie zainteresowała mnie na tyle, by po nią sięgnąć, ale może kiedyś zmienię zdanie.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam Głos Indridasona i bardzo mnie wciągnął. Nie nudziłam się ani chwili i nie było takiego momentu, w którym bym pomyślała, że tutaj się nic nie dzieje - zamknięty obieg świadków, chłodny klimat i tajemnice - jak najbardziej na tak. Trochę mało islandzkiego klimatu z racji tego, gdzie toczyła się akcja, ale nie było to wielkim mankamentem. Póki co zajmuję się pochłanianiem książek islandzkiej pisarki - Yrsy Sigurdardtottir i do tej pory trzema książkami mnie nie zawiodła. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie przeczytałam tylko "Bagno" tego autora ale bardzo mi przypadł do gustu jego styl. Mam w planach wszystkie jego książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze żadnego kryminału, ale mam nadzieję, że niedługo to się zmieni :) Chętnie sięgnę i po tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń