środa, 6 listopada 2013

Krew Zombie - Nate Kenyon - Recenzja

Krew Zombie, Nate Kenyon, wydawnictwo: Amber, 304 strony

Horrory z wydawnictwa Amber trafiają na półki mojej domowej biblioteczki przede wszystkim z jednego prostego powodu - można je znaleźć na wyprzedażach ;-) To zazwyczaj nieco tandetne historyjki grozy (choć zdarzają się i perełki, patrz twórczość Lindqvista), które przy odpowiednim podejściu mogą dostarczyć trochę czystej, nieskrępowanej rozrywki oraz - być może - okazjonalnego dreszczyku grozy. Krew Zombie zalicza się właśnie do tego grona - to horror, który niekoniecznie przeraża, ale przebija się przez niego szybko i bezboleśnie.

Billi Smith po pijaku powoduje wypadek, w którym ginie kobieta i dwójka jej dzieci. Bohater trafia za kratki, a my poznajemy go tuż po tym, gdy w końcu wychodzi na wolność. Dręczony wyrzutami sumienia zaczyna nieco świrować - ma dziwne sny i słyszy głosy namawiające go do czynienia zła. Początkowo skutecznie im się opiera, lecz ostatecznie doprowadzają go do dosyć osobliwego działania - uprowadza z plaży młodą, uzależnioną od narkotyków prostytutkę, z którą wyjeżdża do pewnego niewielkiego miasteczka. Dlaczego akurat ta osoba? Dlaczego akurat to miejsce? Jak się niebawem okaże, wszystko ma swoje logiczne wytłumaczenie.

Nate Kenyon
Pokręcone? Trochę tak. Fabuła nie jest jednak mocną stroną tej powieści. Na każdym kroku przeraźliwie trąci sztampą, a bohaterowie sprawiają wrażenie raczej papierowych, nie budzą sympatii. Ot, są, choć w sumie mogłoby ich nie być. Grozy na trzystu stronach odnajdziemy niewiele, czasem tylko jakiś mocniejszy fabularny akcent odrobinę podniesie tętno, nie można jednak powiedzieć, by pisarstwo Kenyona stało na niskim poziomie. Facet ma swój styl, sprawnie operuje słowem i gdyby tylko ktoś podsunął mu gotowy, interesujący pomysł, pewnie przekułby go na coś zjadliwego. Tak się niestety nie stało.

Krew Zombie to nieźle napisany horror klasy B i rozpatrywany w tej kategorii sprawdza się przyzwoicie. Mnie trochę wynudził, ale nawet przez chwilę nie miałem zamiaru rzucić tej książki w cholerę. Do przeczytania i szybkiego zapomnienia. Miłośnicy gatunku łykną bez problemu, za cenę dwóch paczek do chipsów bez obaw można nabyć.

Ocena: 5/10

Piotr Wysocki

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam horrory, dlatego z przyjemnością sięgnę, jezeli nadarzy się ku temu stosowna okoliczność.

    pisanyinaczej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, choć ostatnio wolę te ambitniejsze ;-)

      Usuń
  2. Dużo wymagam od zombie, ale mam sentyment do horrorów klasy B, coś w sobie mają... Nie wiem gdzie trafiasz na te wyprzedaże, ale u mnie wydawnictwa Amber nie uświadczy, a szkoda, bo chętnie wynurzałabym się w tej specyficznej atmosferze, albo... umarła z nudów ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W internecie, na Dedalusie była swego czasu masa Amberowskich horrorów, sam właśnie tam się nimi obłowiłem :-D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że one nie lubią też Ciebie, bo może być groźnie :-D

      Usuń
  4. Cena dwóch paczek chipsów. Nieźle.

    OdpowiedzUsuń