Przypadek Victora Frankensteina, Peter Ackroyd, wydawnictwo: Zysk i S-ka, 372 strony
Niewiele byłoby przesady w stwierdzeniu, że każdy obywatel Ziemi zna stworzonego przez doktora Victora Frankensteina z fragmentów ludzkich zwłok potwora, którego następnie ożywił. Biedne monstrum weszło już na stałe do kultury masowej, która - swoją drogą - sprowadziła go do poziomu maskotki, zabawnego potworka. Sam bez większego wstydu przyznaje, że nigdy jakoś specjalnie historia ta mnie nie interesowała i raczej nie sięgnąłbym po powieść Przypadek Victora Frankensteina, gdyby nie to, że dostałem ją w prezencie - dzięki siostra! ;-)
Książka napisana jest w pierwszej osobie i wszystkie wydarzenia poznajemy od strony głównego bohatera – Victora Frankensteina, który podczas studiów na uczelni w Oxfordzie zaczyna fascynować się istotą ludzkiego życia. Dość szybko fascynacja ta przekształca się w cel jego życia. Podczas wnikliwego, graniczącego z manią zgłębiania tematu, zaczyna utwierdzać się w przekonaniu, że poszukiwanym przez niego czynnikiem życia jest prąd (fluid galwaniczny). Chwila, w której uda mu się ożywić człowieka, wydaje przybliżać się z każdą chwilą. Rezultaty tych eksperymentów, jak zapewne dobrze wiecie, okażą się mieć dosyć nieprzyjemne następstwa.
Według informacji zawartych na okładce, powieść łączy w sobie gatunek horroru ze science-fiction, z czym można się zgodzić, pod warunkiem jednak, że nie oczekujemy jakiegoś ogromnego ładunku grozy.
Tego bowiem tu nie ma, co jednak wcale nie umniejsza wartości książki. Czyta się ją znakomicie i w gruncie rzeczy lekko, nawet pomimo tego, że użyty język stylizowany jest na ten z początku XIX wieku.
Świetne i bardzo sugestywne są też opisy – Ackroyd perfekcyjnie oddaje ducha i realia epoki, w której toczy się akcja powieści.
![]() |
Peter Ackroyd |
Sam byłem zaskoczony tym, jak bardzo Przypadek Victora Frankensteina przypadł mi do gustu. Książkę przeczytałem dosłownie w kilka podejść, co - jak może wiecie, gdyż wspominam o tym na każdym kroku - zdarza się w moim przypadku bardzo rzadko. Polecam ją właściwie każdemu, niezależnie od wieku i upodobań. Powieść niezwykle klimatyczna i zaskakująco wciągająca, a przy okazji pozwalająca liznąć nieco historii, gdyż na jej kartach znajdziemy kilka autentycznych postaci oraz garść rozmaitych ciekawostek. Pozytywna niespodzianka.
Ocena: 7+/10
Piotr Wysocki
Brzmi bardzo zachęcająco!
OdpowiedzUsuńI nie tylko brzmi, w czytaniu też takie jest :)
UsuńLubię takie połączenie gatunków.
OdpowiedzUsuńWygląda na to, że ja też :-D
UsuńPo twojej recenzji naszła mnie straszna ochota na tę książkę. Sam pomysł podoba mi się tak bardzo, że nawet jakby Tobie się nie spodobała, to i tak bym po nią sięgnęła :)
OdpowiedzUsuńOd dziś zaczynam polować na "Przypadek...". Trzymaj kciuki ;)
Pozdrawiam ciepło,
J.
Trzymam! Man nadzieję, że gdzieś trafisz i poznam Twoje zdanie o powieści :)
UsuńJa też nie interesowałam się nigdy postacią potwora doktora Frankensteina. Choć to znana historia, to jakoś nie było po drodze. Ale wiesz, sięgnęłabym najpierw po powieść Mary Shelley - nie dość, że to klasyka, to jeszcze klasyka powieści gotyckich, które w sumie warto byłoby poznać (choć Drakuli Stokera też jeszcze, o zgrozo, nie czytałam). Więc nie wiem, czy ten lekko archaiczny styl by mi podszedł... Wbrew pozorom niektóre książki sprzed kilku wieków należą do moich ulubionych, jak np. Niebezpieczne związki Laclosa - uwielbiam! Ale hm, zeszłam z tematu.
OdpowiedzUsuńZatem znając Twój gust i wiedząc, że skoro tak wysoko oceniłeś, to ja pewnie oceniłabym jeszcze wyżej (zwykle bardziej entuzjastycznie oceniam, niż Ty), to jednak na razie poprzestanę na planowaniu czytania Shelley. Wiesz, to jak z "najpierw książka, potem film" - najpierw pierwowzór, potem ewentualne sequele, remake'i i takie tam ;)
PS. Zjadłeś spację po tytule w ostatnim akapicie.
Tak się zastanawiam...po co czytać książkę Ackroyd'a, skoro znam już powieść Shelley? Wydaje mi się, że ta pozycja nie wnosi wiele nowego do całej historii. Chociaż - skoro jej nie znam - mogę się mylić;)
OdpowiedzUsuń