środa, 13 listopada 2013

Przypadek Victora Frankensteina - Peter Ackroyd - Recenzja

Przypadek Victora Frankensteina, Peter Ackroyd, wydawnictwo: Zysk i S-ka, 372 strony

Niewiele byłoby przesady w stwierdzeniu, że każdy obywatel Ziemi zna stworzonego przez doktora Victora Frankensteina z fragmentów ludzkich zwłok potwora, którego następnie ożywił. Biedne monstrum weszło już na stałe do kultury masowej, która - swoją drogą - sprowadziła go do poziomu maskotki, zabawnego potworka. Sam bez większego wstydu przyznaje, że nigdy jakoś specjalnie historia ta mnie nie interesowała i raczej nie sięgnąłbym po powieść Przypadek Victora Frankensteina, gdyby nie to, że dostałem ją w prezencie - dzięki siostra! ;-)

Książka napisana jest w pierwszej osobie i wszystkie wydarzenia poznajemy od strony głównego bohatera – Victora Frankensteina, który podczas studiów na uczelni w Oxfordzie zaczyna fascynować się istotą ludzkiego życia. Dość szybko fascynacja ta przekształca się w cel jego życia. Podczas wnikliwego, graniczącego z manią zgłębiania tematu, zaczyna utwierdzać się w przekonaniu, że poszukiwanym przez niego czynnikiem życia jest prąd (fluid galwaniczny). Chwila, w której uda mu się ożywić człowieka, wydaje przybliżać się z każdą chwilą. Rezultaty tych eksperymentów, jak zapewne dobrze wiecie, okażą się mieć dosyć nieprzyjemne następstwa.

Według informacji zawartych na okładce, powieść łączy w sobie gatunek horroru ze science-fiction, z czym można się zgodzić, pod warunkiem jednak, że nie oczekujemy jakiegoś ogromnego ładunku grozy.
Tego bowiem tu nie ma, co jednak wcale nie umniejsza wartości książki. Czyta się ją znakomicie i w gruncie rzeczy lekko, nawet pomimo tego, że użyty język stylizowany jest na ten z początku XIX wieku.
Świetne i bardzo sugestywne są też opisy – Ackroyd perfekcyjnie oddaje ducha i realia epoki, w której toczy się akcja powieści.

Peter Ackroyd
Sam byłem zaskoczony tym, jak bardzo Przypadek Victora Frankensteina przypadł mi do gustu. Książkę przeczytałem dosłownie w kilka podejść, co - jak może wiecie, gdyż wspominam o tym na każdym kroku - zdarza się w moim przypadku bardzo rzadko. Polecam ją właściwie każdemu, niezależnie od wieku i upodobań. Powieść niezwykle klimatyczna i zaskakująco wciągająca, a przy okazji pozwalająca liznąć nieco historii, gdyż na jej kartach znajdziemy kilka autentycznych postaci oraz garść rozmaitych ciekawostek. Pozytywna niespodzianka.

Ocena: 7+/10

Piotr Wysocki

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. I nie tylko brzmi, w czytaniu też takie jest :)

      Usuń
  2. Lubię takie połączenie gatunków.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po twojej recenzji naszła mnie straszna ochota na tę książkę. Sam pomysł podoba mi się tak bardzo, że nawet jakby Tobie się nie spodobała, to i tak bym po nią sięgnęła :)
    Od dziś zaczynam polować na "Przypadek...". Trzymaj kciuki ;)
    Pozdrawiam ciepło,
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam! Man nadzieję, że gdzieś trafisz i poznam Twoje zdanie o powieści :)

      Usuń
  4. Ja też nie interesowałam się nigdy postacią potwora doktora Frankensteina. Choć to znana historia, to jakoś nie było po drodze. Ale wiesz, sięgnęłabym najpierw po powieść Mary Shelley - nie dość, że to klasyka, to jeszcze klasyka powieści gotyckich, które w sumie warto byłoby poznać (choć Drakuli Stokera też jeszcze, o zgrozo, nie czytałam). Więc nie wiem, czy ten lekko archaiczny styl by mi podszedł... Wbrew pozorom niektóre książki sprzed kilku wieków należą do moich ulubionych, jak np. Niebezpieczne związki Laclosa - uwielbiam! Ale hm, zeszłam z tematu.
    Zatem znając Twój gust i wiedząc, że skoro tak wysoko oceniłeś, to ja pewnie oceniłabym jeszcze wyżej (zwykle bardziej entuzjastycznie oceniam, niż Ty), to jednak na razie poprzestanę na planowaniu czytania Shelley. Wiesz, to jak z "najpierw książka, potem film" - najpierw pierwowzór, potem ewentualne sequele, remake'i i takie tam ;)
    PS. Zjadłeś spację po tytule w ostatnim akapicie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak się zastanawiam...po co czytać książkę Ackroyd'a, skoro znam już powieść Shelley? Wydaje mi się, że ta pozycja nie wnosi wiele nowego do całej historii. Chociaż - skoro jej nie znam - mogę się mylić;)

    OdpowiedzUsuń