czwartek, 7 listopada 2013

Rok Wilkołaka - Stephen King - Recenzja

Rok Wilkołaka, Stephen King, wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 140 stron

Bez wątpienia zauważyliście już, że najczęściej pojawiającym się nazwiskiem przy okazji recenzji książek - poza moim, znajdującym się pod każdym tekstem - jest Stephen King. Każdy, kto choć trochę mnie zna, wie, że jestem zagorzałym fanem (fanatykiem?) pisarza i zdołałem już uzbierać wszystkie jego książki i zbiory opowiadań. Kilka z nich mam co prawda zamiar wymienić na wznowienia, fakt pozostaje jednak faktem - mam je wszystkie. A zatem, drżyjcie, przeciwnicy Króla, gdyż na Stacji pojawiać się będą opinie o jego historiach jeszcze przez długi, długi czas ;-) Dziś postanowiłem uraczyć Was kilkoma zdaniami o "Roku Wilkołaka", chyba najdziwniejszej książce, jaka wyszła spod pióra Stephena.

Rok Wilkołaka nie jest ani powieścią, ani opowiadaniem. Czym więc jest? Tekstem, który miał się znaleźć na... kalendarzu. Tak, King miał przygotować 12 krótkich tekstów, które będą towarzyszyć ilustracjom na każdy miesiąc roku. Całość tworzyć miała mikro opowieść do powieszenia na ścianie. Ale wiadomo, wyrażenia King oraz zwięzłość nigdy nie szły w parze i biedakowi wyszło tyle materiału, że w żaden sposób nie dało się go zaaplikować na ów legendarnym kalendarzu. Historie postanowiono wydać więc w formie niedużej, ilustrowanej książeczki. 

Fabuła? Kapci z nóg nikomu nie zrzuci. Nie jest szczególnie oryginalna i nie jest szczególnie zajmująca. Przenosimy się do małego miasteczka Tarker Mills, gdzie pewnej nocy spokojne i leniwo toczące się dotychczas życie mieszkańców zamienia się w koszmar, który trwać będzie przez cały rok. Pojawia się bowiem potwór, tytułowy wilkołak, bezlitośnie pozbawiając życia kolejnych mieszkańców miasteczka. Tylko jedna osoba może stawić czoła zagrożeniu...

Śmierć z łap wilkołaka do
przyjemnych nie należy
I tak przez pierwsze kilka miesięcy obserwujemy bestię mordującą kolejnych nieszczęśników - czasem jest to całkiem klimatyczne, jednak skąpa (jak na powieść-opowiadanie-nowele-whatever) ilość tekstu nie pozwala nam poznać ofiar na tyle, by zacząć im kibicować, darzyć ich sympatią. Później zaś, mniej więcej w połowie roku, zaczyna się właściwa akcja, polowanie na wilkołaka. Tekstu jest nieco więcej i chwilami można się w historię wkręcić, nawet jeśli wydarzenia niczym specjalnie nie zaskakują. Pod względem treści jest więc raczej przeciętnie. A jak z ilustracjami? Mnie się podobały. Przed każdym rozdziałem (miesiącem) mamy czarno biały szkic na dwie strony, plus dodatkowy kolorowy obrazek w jego trakcie (zapewne to właśnie te grafiki zdobić miały kalendarz). Wady? Ilustracje zdradzają często wydarzenia, o których jeszcze nie przeczytaliśmy. Bywa to trochę deprymujące. 

Wydanie książki, które mam właśnie przed sobą, prezentuje się bardzo okazale - twarda okładka, ciekawy projekt graficzny, przyzwoity papier, a całość szyta, nie klejona. Naprawdę przyjemnie wziąć taką 140-stronicową książeczkę do rąk. Zapłaciłem za nią 25 złotych (cena z okładki) i za taką kwotę naprawdę warto było się w Rok Wilkołaka zaopatrzyć. To taka ciekawostka dla fanów pisarza - do przeczytania w 40 minut i postawienia na półkę. Jeśli należycie do grona miłośników Kinga, jest to must-have. Jeśli nie, cóż, nic nie stracicie opuszczając te pozycję.

Ocena: 6/10

Piotr Wysocki

18 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze przyjemności z Kingiem ale mam zamiar :D Zobaczymy, czy z niego taki król :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Król, zdecydowanie. I to taki przez duże K :-D

      Usuń
  2. Osobiście postanowiłam na jakiś czas odseparować się od książek Kinga, gdyż zaczyna mnie już męczyć jego gawędziarki styl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem chyba jakiś dziwny, bo mnie nigdy nie męczy... ;-)

      Usuń
  3. Nudaaaa. Nawet nie zależy mi na jej kupnie - a jak kupię, to jako ostatnią do kolekcji i z bólem serca :P Obiektywnie może cena jest warta samego wydania książki - papier, ilustracje, itp. ale Rok wilkołaka sam w sobie zupełnie mi się nie podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sposób się nie zgodzić, Rok Wilkołaka to taka ciekawostka, kupić i postawić na półce, niech zdobi kolekcje ;-)

      Usuń
  4. przeczytałeś w 40 minut? Szkoda by mi było kasy na taką szybką lekturę ;)
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej, no, może trochę dłużej, ale na pewno w czasie poniżej godziny :)

      Usuń
  5. Trochę zaniedbałam Kinga, ale obiecuję to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam Cię za słowo. Będę zaglądać na bloga w poszukiwaniu recenzji Kingowych dzieł :D

      Usuń
  6. o zmiany na blogu;)) Ja bardzo lubię Kinga i mam Rok Wilkołaka - czytałam i uważam ją za średnią książkę - ratuje ją tylko fakt, że miała być kalendarzem z opowiadaniami i rysunkami, a wydano ją tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trochę poszperałem, pozmieniałem wizualia, ale nie mam do tego wyczucia i strona wygląda... cóż, średnio urokliwie :-P

      Usuń
  7. Nie wiedziałam o tej książce. Dzięki za informację.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja z Kinga tylko "Joyland" czytałam, nie powalił mnie na kolana, ale jak zobaczę gdzieś "Rok wilkołaka", to raczej po niego sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli znasz tylko Joyland, lepiej sięgnij po coś innego, tyle perełek wciąż przed Tobą, że na chwilę obecną szkoda czasu na Rok Wilkołaka ;-)

      Usuń
  9. Już od dawna ta książka mnie ciekawiła, bo właśnie nie wiedziałem jak była napisana... najpierw sądziłem, że to normalny tekst, ale po paru recenzjach coś mnie zdziwiło... potem myślałem, że to normalny komiks w książkowej formie, ale też nie... Dzięki, że teraz wreszcie mnie olśniło i wiem :P. Parę razy nawet szukałem w bibliotece, jednak zawsze ktoś mi podkradał z przed nosa, bo nigdy nie było ;P. Gnojki jedne, będą mi podbierać Kinga :D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet Rok Wilkołaka podkradają? Dziwne, akurat ta książka wielkiego szału nie robi :-P Z biblioteki zgarnąć można, w końcu to nic nie kosztuje, więc ewentualnego zawodu związanego z wydaną gotówką nie będzie ;-) Ja, fan Kinga, musiałem mieć własny egzemplarz, nie łapiony setkami par dłoni :-P

      Usuń