piątek, 8 listopada 2013

W pościeli - Ian McEwan - Recenzja

W pościeli, Ian McEwan, wydawnictwo: Albatros, 208 stron

Druga z kolei przeczytana przeze mnie książka autorstwa Iana McEwana jest zbiorem siedmiu opowiadań wydanym pod tytułem "W pościeli".
Pierwsza, "Solar", choć niepozbawiona pewnych wad (być może wspomnę o powieści w nieco dłuższym tekście), ujęła mnie świetnym piórem pisarza. Być może to znacie, te chwile, gdy czytając jakąś książkę zdajecie sobie sprawę, że nieistotne o czym opowiada, ale jak to robi. Po prostu styl autora idealnie trafia w to coś, co nazywamy gustem. Tym razem jednak moje odczucia były dużo bardziej mieszane, co wbrew wszystkiemu wcale nie oznacza, że książka mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie, znalazłem tu dokładnie to, za co tak bardzo McEwana polubiłem przy pierwszym podejściu. Zgrzyty miały miejsce na nieco innej płaszczyźnie.

Rzecz w tym, że te opowiadania to w sumie nawet nie opowiadania. Bardziej ścinki, zebrane do kupy niewykorzystane pomysły, rozpoczęte teksty, z których nic konkretnego się nie wykluło. Po co wywalać do pieca coś - zwłaszcza, gdy na węgiel stać, a jakże - z czego, niczym z cytryny, można jeszcze trochę dolarów wycisnąć. Głodni, spijający każde wydostające się na światło dzienne słowo pisarza fanatycy zatańczą na uszach słysząc zapowiedź nowej książki swojego ulubieńca.  Nie wszystkie z zawartych w tym zbiorze tekstów sprawiają takie właśnie wrażenie, lecz większość owszem. Ilość na na tyle duża, by po lekturze pozostawić czytelnika w stanie silnego niedosytu.

Chyba najciekawszym ze wszystkich siedmiu kawałków jest opowiadanie pod tytułem "Rozkoszne Konanie". Mocno pokręcone, opowiadające o chorobliwie zazdrosnym mężczyźnie, który sądząc, że jego partnerka go zdradza, postanawia ją zabić. Sęk w tym, że ów kobieta to... manekin. I w sumie każdy z tekstów ma w sobie coś dziwacznego, coś niepokojącego, coś, co na długo zapada w pamięć.

Całość zamyka się w nieco ponad dwustu stronach, przy czcionce tak dużej, że tekst można odczytać nawet z odległości kilku metrów (co może być zaletą w przypadku, gdy podczas jazdy autobusem siedzący obok was pasażer będzie umilać sobie podróż właśnie tą książką - bez problemu zdołacie treść wypatrzeć). Jak ktoś się uprze, uwinie się z tym zbiorem w niecałą godzinę. Polecam głównie fanom pisarza, którzy przeczytali już wszystko, co napisał i cały czas chcą więcej. Jako uzupełnienie kolekcji sprawdza się idealnie.

Ocena: 6+/10


Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. McEwan raz mnie zachwyca, raz śmiertelnie nudzi. Mam wrażenie, że to by był ten drugi przypadek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, zdarzają mu się mniejsze lub większe wpadki, ale pisze fajnie, polecam Pokutę!

    OdpowiedzUsuń