piątek, 24 stycznia 2014

Dark Fall 3: Zagubione Dusze [PC] [Recenzja]

Dark Fall 3: Zagubione Dusze, producent: Iceberg, wydawca w kraju: IQ Publishing, cena w dniu premiery: 59,90 zł, Cena obecnie: 25 zł (Exerion.pl)

Dopiero trzeciej części Dark Fall, stworzonej przez Jonathana Boakesa serii przygodówek grozy, udało się znaleźć ciepłą miejscówkę na półkach naszych sklepów z grami. Uścisk dłoni należy się IQ Publishing, dzięki któremu było nam dane zagrać w zaskakująco udane The Lost Crown: A Ghosthunting Adventure - klasycznego przedstawiciela point&clicków, również spod dłuta Boakesa. Lepiej późno niż wcale, choć z marketingowego punktu widzenia to dość ryzykowne zagranie. Wielu graczy, widząc na pudełku cyferkę trzy, mogło z miejsca odpuścić sobie zakup, przekonani, że skoro nie grali w dwie pozostałe, to nie ma sensu sięgać po trzecią. Czy rzeczywiście?

Niekoniecznie. Owszem, jeśli ukończyliście poprzedników (można je zdobyć na GOG.com - polecam, ostrzegając jednocześnie, że dobra znajomość języka angielskiego jest mocno wskazana. Sam co i rusz musiałem spoglądać w słownik ;), wyniuchacie całą masę nawiązań, nazwisk i lokacji, ale nawet jeśli jest to wasze pierwsze spotkanie z Dark Fall, będziecie bawić się bez poczucia zagubienia. O co w tym wszystkim chodzi? Nie będę silił się na pieczołowite opisywanie fabuły, gdyż ta jest początkowo mocno niejasna i kolejne jej fragmenty poznajemy podczas zwiedzania stacji i hotelu w Dowerton. Wystarczy wam wiedzieć, że wcielamy się w inspektora, który prowadził kiedyś sprawę zaginionej dziewczynki o imieniu Amy. Teraz ponownie stara się doprowadzić śledztwo do końca, w czym mu oczywiście troszkę pomożemy. Historia przyzwoita, lecz w porównaniu do The Lost Crown, a nawet do pierwszych dwóch odsłon Dark Fall, wypada przeciętnie. Nie angażuje tak mocno, jest zbyt poszatkowana, chwilami wręcz niespójna. Kto lubuje się w niedopowiedzeniach, będzie w siódmym niebie. Osobiście byłem średnio usatysfakcjonowany, zwłaszcza finałem. Zaletą są dwa zakończenia, ale na to, którego będziemy świadkami, nie wpływają żadne dokonywane podczas rozgrywki wybory. 

Zagubione Dusze to przygodówka FPP. Akcję obserwujemy oczami głównego bohatera, a przenoszenie się z miejsca na miejsce dokonuje się skokowo - z obrazka na obrazek. Każdy miłośnik gatunku wie o czym mowa i na pewno nie kręci z niesmakiem głową. Jest tylko jedno ale - brak możliwości swobodnego rozglądania się. Cóż to oznacza w praktyce? Ano to, że aby spojrzeć w górę albo w dół, należy zjechać kursorem i kliknąć w odpowiednie miejsce na ekranie, co powoduje załadowanie się kolejnego ekranu. A to jest już niezbyt fajne, wręcz archaiczne, gdyż już produkcje z zeszłego stulecia dawały możliwość płynnego kręcenia głową w każdym kierunku. Wydłuża to przeszukiwanie otoczenia, przez co łatwo (z lenistwa) coś przeoczyć. Cała reszta bardzo klasyczna - zbieranie przedmiotów, używanie ich, rozwiązywanie łamigłówek, jak również okazjonalne rozmowy z... nie, nie żywymi ludźmi, a duchami ;-) Dialogów jest niewiele, fabułę poznajemy głównie poprzez czytanie rozmaitych dokumentów, gazet etc. Od czasu do czasu natkniemy się nawet na znienawidzone przez zatwardziałych przygodowyjadaczy czasówki, czyli zadania do wykonania na czas, mnie to jednak w ogóle nie przeszkadzało. Wiele z zagadek powtarza się wielokrotnie - mam tu na myśli puzzle i otwieranie zamków, ale akurat i do jednego i drugiego mam słabość, przez co witałem je z bananem na twarzy ;-) Łamigłówek jest dużo, część naprawdę całkiem wymagających, zmuszających do kojarzenia faktów i uważnego obserwowania otoczenia. Początkujący zapaleńcy szybko mogą się zniechęcić, gra wymaga pewnego doświadczenia i raczej nie polecałbym jej w ramach zapoznawczych z gatunkiem. Całość zajęła mi około 11 godzin, co jest wynikiem niezłym.

Strona graficzna pozostawia sporo do życzenia. Nie da się ukryć, jest dużo lepsza niż w pierwszym i drugim Dark Fall, ale to cały czas raczej niższa liga. Sytuację poprawia fakt, że sam design pomieszczeń (i lokacji na świeżym powietrzu) jest naprawdę niezły, bardzo sugestywny, niepokojący. Jeśli dodamy do tego rewelacyjną stronę dźwiękową - wszelkie odgłosy, jęki, muzykę - otrzymujemy całkiem poprawny nastrój grozy. Przynajmniej dopóki nie usłyszymy fatalnego polskiego dubbingu. Jedynie inspektor brzmi w miarę dobrze i nie zdziwiłbym się, gdyby cała reszta obsady była naturszczykami w trudnym fachu podkładania głosów. Koszmarek - jednak nie taki, jakiego bym sobie życzył ;-)

Trochę ponarzekałem, wiem, nic jednak nie poradzę, że wciąż mi coś zgrzytało. Cóż jednak z tego, skoro wbrew wszystkiemu bawiłem się rewelacyjnie. Tak, o ile stronę techniczną i kwestię dubbingu nie jestem w stanie ocenić wysoko, to klimat, dźwięki, muzyka oraz zagadki bezsprzecznie stoją na wysokim poziomie. Satysfakcja z kolejnych postępów jest ogromna, no i po prostu miło znów, jak za starych dobrych czasów, zapisać kilka kartek informacjami i rysunkami, które kiedyś - być może - mogą się podczas gry przydać.
Stąd też taka nota końcowa. Polecam z jednym zastrzeżeniem - musicie lubić przygodówki. Ale tak naprawdę.


Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Głównym problemem jest właśnie brak możliwości swobodnego rozglądania się w obrębie lokacji. Ta niedogodność zniechęci trochę osób, bo nie dość że spowalnia grę, to w dodatku mocno irytuje. Co do podkładanych głosów - część obsady wyłoniono w drodze konkursu zorganizowanego na jednym z serwisów poświęconych przygodówkom, co raczej nie odbiło się szczególnie korzystnie na poziomie dubbingu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część obsady, czyli to nie była tylko jedna osoba? Zapomniałem dokładniej zbadać sytuację w kwestii dubbingu ;-) Angielski (w części 1 i 2) też nie był wybitny, ale na pewno lepszy od naszego, bez dwóch zdań.

      Usuń
    2. Zdaje się, że jedna osoba wygrała, ale głosy podkładały też dwie Panie z redakcji ;)

      Usuń