piątek, 31 stycznia 2014

Mario & Luigi: Partners in Time [Nintendo DS] [Recenzja]

Mario & Luigi: Partners in Time, producent: Nintendo, Nintendo DS, RPG/zręcznościowa/logiczna

Idea przeniesienia braci Mario z platformówek do krainy RPG może się wydawać mocno chybiona, jednak każdy, kto mniej więcej orientuje się w świecie elektronicznej rozrywki, wie na pewno, że to się już wcześniej udało. I na SNES-ie, i na GBA. Sam ukończyłem co prawda tylko te drugą, lecz mimo wszystko sięgając po kolejną odsłonę przygód sztandarowych postaci Nintendo w erpegowym sosie, oczekiwania miałem już odpowiednio ukierunkowane. A co z tego wszystkiego wynikło, dowiecie się już za moment. 

Od ostatniego razu, który miał miejsce na GBA w 2003 roku, nie zmieniło się właściwie nic konkretnego. Niektóre pomysły i rozwiązania zostały w nienaruszonym stanie, a inne w pewien sposób rozwinięte, jednak nie do tego stopnia, by poczuć się zagubionym. Nintendo słusznie stwierdziło, że nie ma sensu zmieniać czegoś, co się dobrze sprawdza. Doskonale wiemy jak różnego rodzaju "przełomowe" ingerencje mogą się skończyć, przejdźmy zatem do rzeczy. Skoro w nasze łapska wpada RPG, musimy mieć walki, dzięki którym zdobywamy punkty doświadczenia i kolejne levele. I owszem, mamy. Starcia toczą się w czasie rzeczywistym i wymagają niezłego refleksu - powodzenie ataku i obrony zależy od momentu, w którym wciśniemy odpowiedni przycisk. Całkiem fajne, choć po początkowych problemach łatwo dojść do wprawy, przez co kolejno następujące walki są często po prostu formalnością. Na szczęście nie zawsze, w kilku momentach naprawdę trzeba się napocić, by pokonać jakiegoś przeciwnika, gdzie głównie mam na myśli bossów. Wystarczy jednak trochę braci przypakować, a gra nie będzie stawiać większych oporów. W porównaniu do takiego Final Fantasy III czy IV jest wręcz dziecinną igraszką ;-) 

Ciekawym patentem są młodsze wersję wąsatych bohaterów, które za nami pożądają. W sumie sterujemy więc nie dwoma, a czterema postaciami, co otworzyło spore pole do popisu dla autorów zagadek. Te są niezłe, mniej lub bardziej rozbudowane, ale wymagające chwili zastanowienia i po prostu satysfakcjonujące.

I w gruncie rzeczy tak wygląda cała rozgrywka. Podążamy za prostą historią, walczymy, zmieniamy wyposażenie, rozwiązujemy łamigłówki - tylko i aż tyle. Całość wystarcza na solidne 20 godzin, aczkolwiek nic nie stoi na przeszkodzie, by bawić się dłużej.

Jak zatem widzicie, Mario & Luigi: Partners in Time to połączenie zręcznościówki z erpegiem i grą przygodową. Gracze oczekujący produktu mającego szansę swoim rozbudowaniem i głębią konkurować z Baldur's Gate poczują się srogo zawiedzeni. Inaczej się tego zrobić jednak nie dało, w końcu świat Mario nie jest stworzony do surowych, ponurych przedstawicieli tego gatunku role playing. Zamiast tego wszystkiego dostajemy wesołą, kolorową i przede wszystkim bardzo wciągającą produkcję dla każdego, niezależnie od wieku i upodobań. Mnie się podobało. Warte uwagi.


Adam "RePeG" Wiśniewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz