czwartek, 16 stycznia 2014

MotoGear [Symbian] [Recenzja]

MotoGear, producent: Mobirate , Symbian S60, cena: nieznana

W dzisiejszej odsłonie cyklu Grania Na Małym Ekranie mam do zaprezentowania tytuł mocno leciwy, ale wciąż potrafiący przykuć na kilka chwil do telefonu. Tym z Symbianem, dodajmy, gdyż MotoGear - o nim bowiem mowa - to produkcja powstała w czasach, gdy o Androidzie jeszcze się nawet nikomu nie śniło. Kaski na głowach? To jedziemy!

Jak już sama nazwa wskazuje, w grze mamy do czynienia z jazdą na motorze. Co jest w tym takiego fajnego, zapytacie. Pytanie jak najbardziej na miejscu, gdyż gier traktujących o tych pojazdach trochę istnieje, skąd więc bierze się moja fascynacja właśnie tym tytułem? Powodów jest kilka, jednak najważniejszy z nich to fakt, iż MotoGear znacznie odbiega od zwyczajnych wyścigów, kierując się raczej w stronę jazdy wyczynowej. Pamiętacie może taką grę na peceta, zatytułowaną Elastomania? Kto pamięta, ten zapewne uśmiecha się już pod nosem ze zrozumieniem - MotoGear jest bowiem właśnie taką Elmą na Symbiana!  

Zasiadamy za stery motocykla, którym mamy za zadanie zebrać z każdego poziomu narzuconą przez programistów liczbę zębatek oraz, rzecz jasna, dojechać do końca etapu, symbolizowanego przez flagę. Każda z tras z stanowi prawdziwe wyzwanie: plansze są pełne wyskoczni, dziur, nierówności, tuneli i innych zawijasów, których jedynym zadaniem jest jak najbardziej utrudnić nam życie. 
Etapy są na tyle rozbudowane, że zazwyczaj wyłącznie od nas samych zależy to, jak je ukończymy. Sposobów jest wiele, należy tylko znaleźć optymalny. Na ekranie tyka zegar, dzięki czemu można śrubować swoje wyniki, by potem chwalić się znajomym szokująco szybkim czasem przejazdu jakiejś wyjątkowo trudnej trasy. A gdy któryś wybałuszy oczy i zakrzyknie: "stary, jak ty to zrobiłeś!? Etap x w dwie minuty?! Nie wierzę!", to w ramach dowodu możemy odpalić niedowiarkowi replaya. O ile go zapiszemy ;-) 

Mapka w dole ekranu ułatwia nieco sprawę.
Plansz jest od groma, ponadto w trzech stopniach trudności. W trybie dla początkujących jest ich 71 (doszedłem do końca), co już robi wrażenie. A po dodaniu tych z pozostałych trybów, dostajemy doprawdy imponującą liczbę. To nie jest tytuł na parę godzin. Gwarantuje, że nawet po kilku tygodniach intensywnej zabawy nie będziecie mieli MotoGeara ukończonego na 100%

Oprawa MG, jak na warunki Symbiana, stoi na wysoki
m poziomie. Grafika jest ładna i wyraźna. Nie uświadczymy tu może jakichś specjalnie efektownych bajerów, lecz wszystko wygląda dokładnie tak, jak wyglądać powinno. Obiektów jest sporo, a całość przypomina nieco gry we Flashu,. Muzyki nie uświadczymy, czego trochę żałuję, bo na pewno umiliłaby rozgrywkę, jednak, z drugiej strony, jak ładna i wypasiona by nie była, to i tak po kilkudziesięciu godzinach zaczęła by najpewniej wkurzać. Dźwięki wydawane przez motor to typowe dla tego pojazdu sample, nic specjalnego.

MotoGear jest trudny. Bardzo trudny. Rzuca wyzwanie, któremu podołać jest niezwykle ciężko. Każda kolejna misja to prawdziwy droga przez mękę. Jazda na jednym kole, do góry nogami, po stromych, niemal pionowych skarpach, skoki na kilkanaście metrów i inne hopy to tutaj chleb powszedni. Dla tych, którzy utknęli na jakimś poziomie na amen, autorzy zaaplikowali opcje "skip level", dzięki której, jasna sprawa, możemy ominąć męczącą nas plansze. Tym sposobem możemy "wyskipować" jednak tylko pięć etapów. Mimo - a może właśnie - wysokiego poziomu trudności gra jest szalenie wciągająca. Zdarzało mi się pykać nawet dwie godziny bez przerwy i wciąż nie miałem dość. To chyba najlepsza rekomendacja dla MotoGear, tytułu ewidentnie z wyższej półki, który pozwala wciągnąć się bez reszty. A przecież o to w tym wszystkim chodzi.


Piotr Wysocki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz