środa, 29 stycznia 2014

The Walking Dead: All That Remains [PC] [Recenzja]

The Walking Dead: All That Remains, producent: Telltale Games, PC, przygodowa

Po pierwszy sezon komputerowej wersji The Walking Dead sięgnąłem dopiero w momencie, gdy ten się już zakończył. Epizodyczne przygodówki kompletnie do mnie nie przemawiają - siadając do gry, chcę ją poznać w całości za jednym zamachem, bez przerw, podczas których będę angażował się w inne historie. Z tego też powodu należę do grupy graczy/czytelników/kinomaniaków ślimaków - dopóki czegoś nie skończę, nie zaczynam nic innego. I dobrze mi z tym. Jak wszyscy jednak doskonale wiemy - chociażby ze szkoły - od każdej zasady są wyjątki. Oto jeden z nich, a jego imię brzmi The Walking Dead. Po premierze pierwszego epizodu drugiego sezonu obiecywałem sobie, że dam radę, wytrzymam do wyjścia ostatniego i znów łyknę całość w kilka wieczorów. Nie udało się, czego namacalnym dowodem jest ten właśnie tekst ;-)

Produkcja Telltale Games ujęła mnie przede wszystkim bardzo dojrzałym podejściem do opowiadanej historii. W przypadku gier to prawdziwa rzadkość. Na przestrzeni kilkunastu lat mojej szalonej kariery Gracza zaledwie kilku produkcjom udało się tak silnie wpłynąć na moje emocje. Nie oszukujmy się, gdyby przenieść wszystkie istniejące gry na kliszę filmową, 99% tych dzieł nie nadawałoby się do oglądania. I nie mówię tego po to, by w jakiś sposób zdyskredytować elektroniczną rozrywkę. Gry stawiają głównie na interaktywność, co w oczywisty sposób ogranicza pole do popisu dla scenarzystów. The Walking Dead w dużej mierze pozbawione jest tego, co czyni grę grą - tu przez większość czasu oglądamy scenki, wybierając tylko kwestie dialogowe. Od czasu do czasu można co prawda chwilę połazić po niewielkim obszarze, pozbierać i użyć jakieś przedmioty, ale porównując to do rasowych przedstawicieli gatunku przygodówek, otrzymujemy obraz nędzy i rozpaczy. Cóż jednak z tego, skoro siadając do tego tytułu oczekuje właśnie ciekawej fabuły, emocji i trudnych wyborów. Nie zagadek, używania wszystkiego na wszystkim i pixel huntingu. Jeśli ktoś ma nadzieje znaleźć w The Walking Dead te właśnie elementy, trafił pod zły adres. 

Pierwszy odcinek nowego sezonu nosi tytuł All The Remains. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się po nim ciosu w szczękę. W przypadku seriali mam zawsze takie odczucie, że premierowy epizod nowego sezonu jest co najwyżej przeciętny. Wiadomo, zaczynamy nowe wątki, wprowadzamy nowe postacie, a kilkanaście minut należy poświęcić streszczeniu tego, co wydarzyło się przez okres rozłąki z już znanymi bohaterami. Wypada to zazwyczaj wątpliwie przekonująco. Spotkało mnie jednak miłe zaskoczenie - w All The Remains zostajemy wrzuceni w sam środek akcji, bez głupawych, cholernie sztucznych dialogów pomiędzy bohaterami, dzięki którym mamy dowiedzieć się co, kiedy i dlaczego. O samej fabule nie będę nic konkretnego pisał, ta dopiero się zawiązuje, na ekranie pojawia się od groma nowych twarzy, a my musimy się w tym wszystkim odnaleźć sami. W pierwszym odcinku wcielamy się w Clementine. Czy tak będzie już do końca, tego nie wiem, acz nie miałbym nic przeciwko. To bardzo ciekawa postać, a poza tym jestem już do niej tak przywiązany, że na jej losach zależy mi najbardziej. Rozgrywka przebiega w identyczny co poprzednio sposób. Podczas dialogów co i rusz dostajemy możliwość wyboru kwestii dialogowej, co należy robić rozważnie, gdyż niemal wszystko co powiemy, ma wpływ na to, jak będziemy odbierani przez bohaterów niezależnych. Sporo jest też sekwencji QTE, gdzie liczy się refleks i umiejętność szybkiego klepania w klawisz Q na klawiaturze ;-) Ganiania po okolicy jest niewiele, a jeśli już, to oczekiwane od nas działania są tak oczywiste, że w sumie można by te fragmenty pominąć, ale wtedy gra przestałaby być grą w sposób zupełny. Mam nadzieję, że w późniejszych epizodach będziemy mogli mimo wszystko nieco więcej się poruszać. 

Przejście All The Remains zajmuje niecałe dwie godziny. Mało, strasznie mało. Pozostajemy z apetytem na więcej, na co niestety przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać. Całość budzi nadzieje i przygotowuje do eksplozji emocji - cała zgraja nowych postaci, z których niemal każda ma do zaoferowania coś ciekawego, została co prawda tylko zarysowana, już teraz jednak w mojej głowie powoli rodzą się domysły, jak bardzo ciężkie wybory będą nas czekać. Jedna z kobiet jest w zaawansowanej ciąży, inny facet ma córkę, którą za wszelką cenę chce odgrodzić od brudnej i brutalnej rzeczywistości, i tak dalej. Będzie się działo, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Już zresztą się dzieje - chwytająca za gardło scena z psem na długo pozostanie mi w pamięci, a prowizoryczne zakładanie samej sobie przez Clementine szwów na zranionej ręce autentycznie boli. Słowem, świetny interaktywny serial. Gorąco rekomenduje.


Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. Ja jednak zaczekam na ostatni odcinek drugiego sezonu. Długie przerwy między kolejnymi odcinkami tylko by mnie frustrowały, wolę zagrać od razu w całość. Mam nadzieję na równie dobrą zabawę co w pierwszym sezonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerwy są zdecydowanie zbyt długie. Gdyby to był tydzień, spoko, ale miesiąc czy dwa.... Chciałem zaczekać, naprawdę chciałem. Nie wyszło.
      Warto zachować zapis gry z pierwszego sezonu, Nie wspomniałem od tym (skleroza), ale na początku program wyszukuje z dysku save'a - pewnie będą jakieś nawiązania do wyborów dokonywanych wcześniej. Miłe ;-)

      Usuń