poniedziałek, 17 lutego 2014

Bad Mojo [PC] [Recenzja]

Bad Mojo, producent: Pulse Entertainment, przygodowa, 1996, PC

Lata 90-te stanowiły złoty okres dla gatunku gier przygodowych. To właśnie ostatnie dziesięciolecie minionego wieku przyniosło największą ilość znakomitych, nierzadko zaskakująco oryginalnych tytułów, które do dziś wspominane są z łezką w oku i tęsknotą za tym, co na pewno nie wróci. Spójrzmy prawdzie w oczy - dzisiejsze przygodówki to zaledwie cień tego, co dostawaliśmy kiedyś. To jeden z powodów, dla którego zamiast wydawać kilkadziesiąt złotych na nowości, wolę wysupłać kilka dolarów, by na GOG czy w innym sklepie oferującym klasyczne produkcję kupić i pobrać na dysk twardy jakiegoś starocia. W wyniku niskiej rozdzielczości gry te są brzydsze, owszem, ale oferują o wiele większą grywalność i dbałość o to, co w gatunku najważniejsze - fabułę, zagadki, profesjonalne udźwiękowienie i przede wszystkim klimat. Bad Mojo nie wpisało się może do kanonu najlepszych przygodówek, ale pod względem pomysłowości gra potrafi zaskoczyć po dziś dzień. Choćby tym, że przez całą rozgrywkę poruszamy się w ciele... karalucha. 

W początkowym filmiku poznajemy Rogera Sammsa, zmęczonego egzystencją entomologa. Ciągłe życiowe rozczarowania i przymus mieszkania w obskurnym pokoju, gdzie bez przerwy zalega za czynsz, sprawia, że podejmuje szaloną decyzję - zamierza przywłaszczyć milion dolarów przeznaczone na badania naukowe i uciec wraz z nimi do Meksyku. Bohater tuż przed opuszczeniem lokum w wyniku dziwnych zdarzeń pada na ziemię, a jego dusza trafia do ciała karalucha. W tym momencie do akcji wkraczamy my. 

Ten tu miał pecha, ale dla karalucha wciąż stanowi zagrożenie
- uwaga na ogon!
Jak na przygodówkę jest to produkcja nietypowa. Sterowanie odbywa się wyłącznie za pomocą kursorów. Otóż to, jedyne co możemy robić, to poruszać się w czterech kierunkach. Oto i cała klawiszologia. Zapomnijcie o opcjach dialogowych, zbieraniu i używaniu przedmiotów i tym podobnych elementów rozgrywki zawartych w klasycznych przygodówkach point&click. Jedyna możliwość interakcji z otoczeniem to popychanie karaluszym ciałem wybranych obiektów, oczywiście odpowiednio niewielkich. Może to być moneta, papieros, łupinka od orzeszka itd. Nie sprawia to jednak, że gra jest dziecinnie prosta. Pomieszczenia, które przyjdzie nam przemierzyć są bardzo rozległe. Wyobraźcie sobie na przykład kuchnie z perspektywy karalucha. Liczbę terenu powiększa również możliwość chodzenia po ścianach i innych pionowych powierzchniach, a także, na przykład w przypadku stołu czy łóżka, po ich spodzie. I tak to właśnie wygląda - przez większość gry staramy się coś gdzieś przesunąć, znaleźć wyjście i wejście z/do jakiejś lokacji, wykiwać większe od nas istoty, a znajdą się i zagadki logiczne, które wymagają porządnego rozruszania szarych komórek. Zalecam częsty zapis rozgrywki, gdyż w Bad Mojo zginąć bardzo łatwo. Każdy ekran kryje w sobie potencjalne niebezpieczeństwo. Tu wrogiem jest nawet rozlana woda, resztki farby czy porzucone żyletki. Karaluch dysponuje kilkoma życiami, ale ich utrata nie oznacza końca zabawy. Cofamy się po prostu do kanałów, skąd mamy swobodny dostęp do odwiedzonych już głównych pomieszczeń.

Od razu widać, że to mieszkanie kawalera
Choć Bad Mojo miało swoją premierę kilkanaście lat temu (1996 rok), cały czas wygląda zaskakująco dobrze. Wszystkie tła to lekko wyretuszowane fotografie, a większość filmików to sekwencje FMV, przez co oprawa graficzna nawet dziś sprawia wrażenie tylko trochę przestarzałej. Budynek, w którym toczy się akcja nie należy do szczególnie czystych, przygotujcie się więc na widoki mogące wywołać mdłości, ale i uczucie grozy, w czym duża zasługa towarzyszącej rozgrywce muzyce. Niepokojąca industrialna ścieżka dźwiękowa idealnie komponuje się z wydarzeniami, w których uczestniczymy na ekranie monitora. Rewelacja. I jeszcze informacja dla osób cierpiących na arachnofobie - niemal na początku zabawy przyjdzie nam się zmierzyć z bardzo realistycznie wyglądającym pająkiem. Ja nie dałem rady i musiałem poprosić brata o przejście tego fragmentu ;-)

Profesjonalne wykonanie, przyzwoity czas potrzebny do ukończenia gry, ciekawa, idąca w dość niespodziewanym kierunku fabuła oraz oryginalna tematyka sprawiają, że drugiego takiego tytułu jak Bad Mojo można ze świecą szukać. W 2004 roku ukazała się zremasterowana edycja gry - działają bez problemów na Windows XP i zawierająca lepszej jakości wstawki filmowe (bez przeplotu). Można ją było kupić również u nas za sprawą OniGames. Ja za swoją kopię dałem 5 złotych. Jeśli jeszcze nie spróbowaliście, a będziecie mieli okazję - warto.


Piotr Wysocki

15 komentarzy:

  1. dzisiejsze przygodówki to gówno XD
    Nie znam tej gry, ale nie dość, że świetnie się nazywa to ma taką zajebistą okładkę! OH *O*

    przygody to ja mam, wiem XD

    OdpowiedzUsuń
  2. No dla mnie to raczej nie jest :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja o niej nie słyszałam :D ale dla mnie chyba też to nie to :D

    OdpowiedzUsuń
  4. jakoś niezbyt ciekawie wygląda ta gra - nie jest chyba też bardzo godna uwagi, ponieważ nie słyszałam o niej :) ma też już swoje lata jak widzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To było kiedyś w Clicku, czy innym sidiekszonie. Wiem, bom grał. Choć cienko mi to szło :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś mi się wydaje, że kiedyś grałam w tę grę, ale u mnie z systematycznością ciężko. "Batman Arkham Asylum" od ubiegłych wakacji leży nietknięty :(

    OdpowiedzUsuń
  7. A fe! Ten szczur mnie nie zachwyca :P.

    OdpowiedzUsuń
  8. He he, ale mały horror. Ja teraz co prawda nie gram, ale mój kuzyn tak, więc jemu wspomnę o Bad Mojo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie grałem w to nigdy, ale może kiedyś zagram :D

    Zapraszam do mnie na recenzję płyty Avicii "True" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten szczur wygląda dość realistycznie, oczywiście, jak na grę. W gry raczej nie gram, ale ostatnio mam wielką ochotę na powtórkę "Horoes 5" ;P

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pamiętam tego pająka! Był straszny... ;) A grę mam na płycie z Clicka, nr 04/2007, wtedy po raz pierwszy zamienili płyty CD na DVD. Pograłem trochę, ale wydała mi się zbyt dziwna, a grafika w formie wyretuszowanych zdjęć odpychała szarzyzną. Poza tym zdecydowanie wolałem bardziej klastyczne przygodówki. Miałem do niej kiedyś wrócić, i nawet robiłem ze dwa podejścia, ale za każdym razem szybko rezygnowałem. Właśnie mi o "Bad Mojo" przypomniałeś, wciąż leży pod stosem innych płyt z czasopism... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, mam też płytkę z Clicka, chyba nawet upchałem ją do pudełka z grą :-) Dziwna, nie da się ukryć, ale grafika jest naprawdę ładna, zaskakująco niewiele się zestarzała jak na osiemnastoletnią produkcję :) Wróć, spróbuj ukończyć, chociażby z poradnikiem na kolanach, uważam że warto.

      Usuń
    2. I tak chyba zrobię, zważywszy że moja przerwa od gier komputerowych trwa już któryś rok, a jeśli już się decyduję, to na coś jak najmniej komercyjnego. Może warto chociażby dla dobrej atmosfery, którą pamiętam do dziś ;)

      Usuń
  12. Jak dla mnie klasyka gier niecodziennych! Aż sobie przypomniałem, że miałem niedawno odkopać ją ze stosu płytek i znowy pograć. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dostałem tę grę od rodzeństwa jak miałem kilka lat... teraz już wiem jak bardzo kocha mnie moja rodzina :P. Ale co by nie było uwielbiałem tę grę, jednak do czasu, gdy radosny Melon zaraz na początku gry przechadzał się po "zdechłym" szczurze, który tak naprawdę zdechły nie był i... do dziś mam koszmary :D. Ej to naprawdę było przerażające... Później powracałem do tej gry, aczkolwiek nigdy nie mogłem przejść jakoś specjalnie dalej, bo byłem zbyt głupi, żeby ogarnąć co trzeba zrobić, aby przejść :P.

    Pozdrawiam :)!
    Melon

    OdpowiedzUsuń