Impuls Śmierci, Mark Billingham, wydawnictwo: Burda Publishing Polska, 412 stron, oprawa twarda
Moja znajomość twórczości Marka Billinghama ograniczała się dotychczas do jednego kryminału z Tomem Thornem w roli głównej. Był to Kokon, którego przyjąłem na siebie z przyjemnością, lecz bez większego entuzjazmu, stwierdzając w finale, że na pewno jeszcze kiedyś zmierzę się z pisarstwem autora. I tak właśnie się stało.
Okazją ku temu okazała się polska premiera "Impulsu Śmierci", książki będącej połączeniem thrillera z kryminałem, przy czym to drugie przedstawione jest w mocno nieszablonowy sposób, co stanowiło dla mnie niemałe zaskoczenie. Jedno z kilku, przy czym - jak się ostatecznie okazało - były to niespodzianki wyłącznie pozytywne.
Fabuła, przynajmniej na pierwszy rzut oka, przedstawia się niezbyt skomplikowanie. Trzy brytyjskie pary zaprzyjaźniają się podczas wakacyjnego pobytu w kurorcie na Florydzie. Na dzień przed wyjazdem dobrą zabawę i leniwe zabijanie czasu przerywa im wiadomość o zaginięciu trzynastoletniej córki jednej z mieszkanek kurortu. Czy to możliwe, aby któryś z szóstki wypoczywających Brytyjczyków był w to zamieszany? Opis na tylnej okładce zdaje się taką ewentualność mocno sugerować.
![]() |
Mark Billingham |
Jeśli oczekujecie, że w tym momencie pojawi się Tom Thorne i krok po kroku poprzez eliminację kolejnych podejrzanych będzie odkrywał prawdę kryjącą się za zaginięciem dziewczynki, grubo się przeliczycie. "Impuls Śmierci" skonstruowany jest w zgoła inny sposób. Po pierwsze, wieloosobowa narracja. Wydarzenia poznajemy między innymi z perspektywy osób mających potencjalny związek ze sprawą (czyli całej szóstki Brytyjczyków) oraz kilku ludzi prowadzących śledztwo, gdzie pierwsze skrzypce gra zdeterminowany detektyw Jeffrey Gardner i młoda, nieco nadgorliwa stażystka Jenny Quinlan. Skaczemy co kilka stron z umysłu jednej postaci do drugiej, akcja potrafi nagle przenieść się w przeszłość, by za chwilę znów wrócić do teraźniejszości. Wszystko ma oczywiście swoje logiczne wytłumaczenie, głównie pozwala jednak Billinghamowi odrobinę namieszać nam w głowach i pogłębić psychologiczne rysy postaci. Po początkowym przekonaniu, że oto mamy do czynienia ze stereotypowymi, zbudowanymi ze schematów bohaterami, całość zaczyna nabierać coraz większych rumieńców, a na z pozoru krystalicznie czystych powierzchniach ich osobowości pojawia się coraz więcej wyraźnych rys. Cała szóstka skrywa w sobie jakieś ciemne sekrety, tłumioną złość, frustracje powodowane niespełnionymi marzeniami, kompleksami i życiowymi niepowodzeniami, które w odpowiednich okolicznościach mogły eksplodować. W pewnej daje się odnieść wrażenie, iż oni wszyscy mają coś na sumieniu w związku ze zdarzeniem. Autor umiejętnie podrzuca fałszywe tropy, wplata mimochodem jakieś zdanie, które zapala w głowie czerwoną lampkę, rzucając podejrzenie na osobę, którą dosłownie kilkanaście stron wcześniej wykluczyliśmy z puli potencjalnych zabójców. I tak aż do finału, który jest - no proszę - nielichym zaskoczeniem. Jeśli miałbym "Impuls Śmierci" oceniać wyłącznie pod kątem umiejętności pisarza do trzymania w ciągłej niepewności, bez dwóch zdań byłaby maksymalna nota. Prawdziwy page turner, od którego nie sposób się oderwać.
Podsumowując najkrócej jak się da, otrzymałem bardzo dobrze napisaną, przemyślaną historię, przy czym z góry ostrzegam, iż nie jest to stricte kryminał. Bliższym prawdy określeniem byłoby przypisanie Impulsu Śmierci do kategorii psychologicznego dreszczowca. I właśnie jako taki spisuje się wyśmienicie, udowadniając, że wciągająca opowieść o mordercy wcale nie musi składać się z tuzina trupów, ciągłych opisów tortur, spektakularnych scen pościgów czy walki o życie dzielnego detektywa, który wszedł prosto w paszczę swojego arcywroga. Dostałem znacznie więcej niż mógłbym oczekiwać, a Billingham trafia do wcale nie tak dużego grona moich ulubionych pisarzy poruszających się w tematyce kryminału i thrillera. Zdecydowanie warto sięgnąć.
Piotr Wysocki
Nie jestem w żadnym stopniu fanką takich historii, a jednak Ci się mnie zaintrygować do tego stopnia, że nie wykluczam, że się skuszę :)
OdpowiedzUsuńSkuś się, to jest właśnie coś innego, co w sumie ciężko przyrównać do innej książki :)
UsuńOooo. Książka idealna dla mojego taty. Powiem mu, bo właśnie się za czymś takim rozgląda. Być może jak książka trafi do domu, to i ja po nią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Koniecznie tacie poleć i sama też przeczytaj. Myślę, że się spodoba. Tak sobie myślę, że to materiał na bardzo dobry brytyjski serial :)
UsuńCzytałam Presję tego autora i bardzo mi się podobała. Mogłabym się skusić także na Impuls śmierci:)
OdpowiedzUsuńSam będę próbował zdobyć pozostałe powieści Billinghama. Poza "Impulsem..." czytałem tylko "Kokon" :-)
UsuńSkusiłeś mnie dwoma określeniami: "Trzymanie w ciągłej niepewności" i "psychologiczny dreszczowiec". Czytałam jedną książkę Billinghama, nie zawiódł mnie, więc i po tę z przyjemnością sięgnę :)
OdpowiedzUsuńMnie Billingham w takiej odsłonie podoba się nawet bardziej. Dużo bardziej :)
UsuńNie znam tego autora, ale ciekawie o niej napisałeś i przekonałeś mnie, że warto po nią sięgnąć.
OdpowiedzUsuńCieszy mnie to, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo :)
UsuńLubię autora, czytałam trzy książki i wszystkie były fajne, więc po tą też sięgnę.
OdpowiedzUsuńO, to więcej niż ja, bo to moja druga :) Sięgaj, a potem daj znać, jak wrażenia :)
UsuńA ja o tym autorze jeszcze nie słyszałam. Muszę nadrobić zaległości.
OdpowiedzUsuńWarto przynajmniej dać mu szansę, jak trafi, to w samo sedno :)
UsuńWpisuję na swoją listę, bo recenzja brzmi naprawdę bardzo zachęcająco, a lubię tego typu książki.
OdpowiedzUsuńCieszę się. Mam nadzieję, że jak już przeczytasz, też coś napiszesz u siebie :)
UsuńA moja znajomość twórczości Marka Billinghama jest zerowa. ;) Może kiedyś to zmienię jak los mi to umożliwi. :)
OdpowiedzUsuńW dzisiejszym natłoku autorów ciężko znać naocznie wszystkich ;-)
UsuńInteresująca :)
OdpowiedzUsuńAle co, recenzja czy książka? Czytałaś? ;)
UsuńUwielbiam. Bardzo ciekawa fabuła - muszę się za nią rozejrzeć. Lubię książki gdzie autor nie podaje wszystkiego na talerzu.
OdpowiedzUsuńTak, fabuła ciekawa i sama treść na szczęście też :)
UsuńPoluję na książkę "Ofiary" tego autora :) jestem fanką kryminału, jak znajdę "Impuls śmierci" chętnie przeczytam :)
OdpowiedzUsuńTeż będę polować między innymi na "Ofiary", zobaczymy, może coś się uda przygarnąć :)
UsuńMnie opis na okładce ostatnio strasznie wprowadził w błąd. Obawiam się, że wiele osób "sugeruje się napisami", a potem żałuje zakupu książki :D o "Impulsie śmierci" dotąd nie słyszałam :/ ale głownie dlatego, że kryminały omijałam szerokim łukiem... Teraz dopiero naprawiam swój błąd :D
OdpowiedzUsuńJa często nawet tych opisów nie czytam, a jeśli już, to tylko jedno-dwa zdanie :) Za dużo zdradzają. W ekstremalnych przypadkach z tyłu okładki można poznać zakończenie...
Usuńhaha, moje to też w sumie pseudo-recenzje... ale chyba powinnam się wziąć za to troszkę badziej. Do szkoły chodzę- recenzje pisac umiem! Trzeba przezwyciężać lenistwo ^^
OdpowiedzUsuńCo bywa niestety bardzo trudne, sam się czasem z siebie śmieję, że mój zawód to LEŃ ;-)
Usuńmój nos mówi mi, ze był by dobry ten kryminał, a mam ochotę na coś takiego:)
OdpowiedzUsuńAleż mnie zaintrygowałeś! Dawno nie żadnego kryminału i chyba zaczyna mi brakować krwawych opowieści :D
OdpowiedzUsuńTu nie ma co zdradzać, współpraca z wydawnictwami wygląda dokładnie tak samo jak ze sklepami :P
OdpowiedzUsuńNigdy nawet nie słyszałam o tym autorze, będę szukać :)
OdpowiedzUsuńCzuję, że to może być dobry kryminał :) Zaciekawiła mnie zwłaszcza wieloosobowa narracja
OdpowiedzUsuńmoje klimaty! chętnie przeczytam ; )
OdpowiedzUsuńNigdy nie słyszałam o tym autorze, ale skoro jego powieść zrobiła na tobie tak pozytywne wrażenie to nie omieszkam popytać o tę książkę w mojej bibliotece.
OdpowiedzUsuńprzeczytam swój egzemplarz...i wpadnę przeczytać opnie i wtedy skomentować;) na razie nie chcę się nastawiać;P
OdpowiedzUsuńGatunkowo - coś dla mnie. Fabularnie - całkiem ciekawie. Werdykt - mogłabym się dać namówić na lekturę ;)
OdpowiedzUsuńJa i dreszczowiec???? po takiej recenzji jednak się skuszę - sama się sobie dziwie ale myślę, że mi się może spodobać. :)
OdpowiedzUsuńNie znam, kusisz, kusisz!
OdpowiedzUsuńLouis Vuitton replica Bags y67 w7r64z3z56 replica bags buy online r08 n2c24k3f90 luxury replica bags h78 i1w38a9u14
OdpowiedzUsuń