poniedziałek, 10 lutego 2014

Magiczne Lata - Robert McCammon [Recenzja]

Magiczne Lata, Robert McCammon, wydawnictwo: Papierowy Księżyc, liczna stron: 650

Dostrzegając "Magiczne Lata" na półkach księgarni nie każdy zdaje sobie sprawę, że ta jedna z najgłośniejszych powieści Roberta McCammona miała swoją polską premierę niemalże dwadzieścia lat temu. Przeszła ona jednak wówczas zupełnie bez echa, rozchodząc się zapewne w jakiejś żałosnej liczbie egzemplarzy. Dziś tamto wydanie - noszące tytuł "Chłopięce Lata" (w oryginale Boy's Life) - dostać można za stosunkowo rozsądne pieniądze na serwisach aukcyjnych, warto jednak dorzucić kilkanaście złotych na wspomniane w pierwszym zdaniu wznowienie, którego doczekaliśmy się za sprawą Papierowego Księżyca. Bo jeśli i tym razem autor na naszym rynku nie "zaskoczy", to prawdopodobnie nieprędko znajdzie się kolejne odważne, gotowe ponieść ryzyko wydawnictwo. A szkoda by było, gdyż McCammona jest naprawdę autorem z wyższej ligi. 

Po "Magiczne Lata" chciałem już sięgnąć kilka lat temu. Goodreads co i rusz podrzucał mi książkę jako tą, która na pewno mi się spodoba, przez co byłem już gotów zdobyć ją choćby w wersji elektronicznej. Na szczęście moja niechęć do czytania powieści na ekranie okazała się do nie przebrnięcia. Na szczęście, bo  niedługo potem doszły mnie wieści o wznowieniu - radość, zamówienie złożone jeszcze przed premierą, w końcu odbiór książki z Empiku, a następnie... kilkanaście miesięcy zwlekania z lekturą. Tak, oto cały ja, najpierw na coś czekam, a potem, gdy już trafi w moje łapska, siedzi sobie na półce i cierpliwie czeka na swoją kolej ;-) Jakoś tak już mam, że im większe oczekiwania co do treści, tym dłużej zwlekam, instynktownie starając się zachować te lepsze kąski na później. W końcu jednak nadszedł pewien styczniowy poranek, gdy stwierdziłem, iż chcę przeczytać coś, co mną porządnie potrząśnie. I tak zacząłem swoją kilkunastodniową przygodę w Zephyr. Przygodę, której nigdy nie zapomnę.

Początek, mówiąc bez ogródek, podobał mi się umiarkowanie. Owszem, sprawnie napisane, odpowiednio zagłębiające się w psychikę bohaterów (co bardzo sobie cenię), ale bez towarzyszącego uczucia, że czytam coś, co nie wyleci mi z głowy w tydzień po przewróceniu ostatniej strony. Standard, myślę sobie, ktoś napisał jedną pozytywną recenzję, a potem inni podążali jego śladami, nie chcąc wyjść na tych, którzy nie są w stanie docenić dobrej prozy. Im jednak dalej zagłębiałem się w treść, tym mocniej mnie wciągała, hipnotyzowała tym sentymentalnym, sączącym się z każdego zdania klimatem. Mniej więcej w jednej trzeciej objętości dawkowałem już sobie strony niczym nałogowy palacz rozdzielający sobie papierowy z ostatniej paczki fajek na świecie. Tak mnie wciągnęło, tak mnie urzekło. 

Okładka pierwszego
polskiego wydania
Akcja toczy się w latach 60-tych ubiegłego wieku, kiedy jeszcze życie - przynajmniej w miejscach takich jak to - wydawało się prostsze. Trafiamy do Zephyr, małego miasteczka (zadupia, chciałoby się powiedzieć), gdzie każdy każdego zna, wszyscy są dla siebie uprzejmi, a kolejne dni upływają w raczej sennej atmosferze. Na tym sielankowym obrazku pojawiają się jednak rysy. W Zephyr dochodzi do bestialskiego morderstwa, którego finału w postaci wpadającego do jeziora samochodu ze zmasakrowanymi zwłokami jest świadkiem dwunastoletni Cory Mackenson i jego ojciec. Zarówno dla jednego i drugiego staje się to obsesją - zwłaszcza że nikt nie jest w stanie zidentyfikować denata (bo i nie udaje się wyłowić auta) - a na całe miasteczko pada cień, z którego na długo nie będzie w stanie się wydostać. Akcję powieści obserwujemy z perspektywy Cory'ego, który, poza prowadzeniem swego codziennego, momentami ciężkiego chłopięcego życia, próbuje dociec, kim była ofiara i, co równie istotne, zabójca. Wszystko wskazuje bowiem, iż mordu dopuścił się ktoś z miejscowych...

Magiczne Lata to jednak nie kryminał czy horror, a przede wszystkim świetnie skonstruowana powieść obyczajowa, nad którą tylko co pewien czas unosi się obłoczek grozy, niepokoju i śledztwa. Historia o dorastaniu, przyjaźni, miłości i pozbywaniu się złudzeń co do tego, że świat to piękne i w pełni bezpieczne miejsce. Klimatem przypomina nieco "To" Stephena Kinga czy "Letnią Noc" Dana Simmonsa, o której pisałem w zeszłym roku na swoim pierwotnym blogu. Jeśli lubicie te książki, Magiczne Lata nie mogą Wam się nie spodobać. Mnogość wątków, dbałość o detale, psychologiczna wiarygodność bohaterów, znakomity warsztat autora, dobre tłumaczenie - zalety mógłbym wymieniać bardzo długo, jednak wady nie jestem w stanie wskazać choćby jednej. Historia wciąga do tego stopnia, że nawet te 650 stron wydaje się objętością stanowczo za małą. Zawsze mówiłem, że nie wracam do przeczytanych już książek, jeśli jednak kiedyś się to stanie, jedną z pierwszych, po którą sięgnę, będą bez zwątpienia Magiczne Lata McCammona. I jeśli to nie jest odpowiednia rekomendacja i zachęta, by po powieść sięgnąć, to ja nie wiem, co nią jest. Rzecz warta każdych pieniędzy. Koniecznie!


Piotr Wysocki

20 komentarzy:

  1. Widać jak na dłoni, że ,,Magiczne lata'' zrobiły na tobie wielkie wrażenie. Ja swego czasu też czytałam tę książkę i wspominam ją także pozytywnie. Faktycznie jest to niesamowita i świetnie napisana powieść obyczajowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie czytałam, ale ty mnie do tego jak najbardziej zachęcasz ♥
    http://notrevieesecret.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jaki wstęp! To tylko zapewnia świetną lekturę. Nie słyszałam do ej pory o autorze, gdzieś mi wcześniej mignęła okładka tej książki, ale nie zwróciłam większej uwagi na nią. Teraz widzę, że jednak to był błąd bo książka zapowiada się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba pierwsza dyszka dla książki na SSS. Biorę! Już sobie zamówiłem, w jednej z internetowych księgarni jest za nieco ponad 30 PLN.

    OdpowiedzUsuń
  5. ciesze się, kiedy zapomniane ksiażki mogą odżyć na nowo za sprawą kolejnych wydań. cały czas liczę, że i moja Tove doczeka się takich chwil.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli McCammon'owego bakcyla załapałeś? I dobrze! Bo świetnie pisze. :) Rzuć się teraz na "Łabędzi śpiew", jeśli jeszcze nie czytałeś. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To muszę być baaaardzo zacofana, bo niewiele wiem o tym autorze. A książka wydaje się być świetna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam żadnej książki tego autora, więc widzę, że mam co nadrabiać

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz co, na początku wydawało mi się, że ten blog to kolejna miejsce, gdzie co dzień, co dwa wrzuca się i po kilka tak zwanych recenzji, które tak naprawdę są blurbami nadsyłanymi "blogerom" przez wydawnictwa, zaś rzeczeni "blogerzy" ledwie rzucili na książki okiem. Ale im bardziej tych blurbów u Ciebie szukam, tym bardziej ich tu nie ma, że się tak posłużę jednego misia "małorozumkowym" sposobem myślenia. I bardzo mi się to podoba. Nie udajesz, że pracując, studiując, imprezując, podróżując itp., tak od niechcenia, do poduszki i - uwaga! - codziennie - czyli regularnie czytujesz po kilkaset stron. Jednocześnie chylę czoła, podziwiam i zazdroszczę (szczerze!) prawdziwym książkowym blogerom opisaną wyżej kondycję posiadającym. Ich pozdrawiam ciepło. I Ciebie także. Aha, co do książki, dzięki Twojej recenzji na pewno ją kupię i dołożę do oczekującego na lepsze czasy stosika. Czołem!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem oczarowana tą książką. Mnie od pierwszej strony, a właściwie chyba od pierwszego zdania, się spodobała. Zawarta w niej melancholia i magia dziecięcych lat przeniosła mnie w czasie, do moich szczenięcych wyczynów. Z sentymentem zerkam w stronę tej książki i wiem, że za jakiś czas znowu ją przeczytam.

    Też tak mam, że wariacko kupuję wymarzone książki, żeby wyleżały się kilka lub kilkanaście miesięcy na półce, ale doczekają się swego :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam takie połączenia, z chęcią sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  12. Na przykładzie tej książki widać ile zdziałać może promocja. Kiedyś prawie nikt o niej nie słyszał, dziś trudno opędzić się od jej recenzji :-) Skoro jednak tyle osób do niej zachęca, chyba faktycznie warto zaryzykować i przeczytać :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam takie książki obyczajowe z wątkiem kryminalnym. Tą okładkę już widziałam kilka razy, ale książce się jeszcze nigdy bliżej nie przyjrzałam. A z tego co widzę to wielka szkoda;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wydawnictwo Papierowy Księżyc i wszystko jasne. Tu nie trzeba nic więcej dodawać. Wszystko co wydają ma w sobie potencjał. Z chęcią bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  15. Koniecznie muszę przeczytać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie jest trochę podobnie jak u Ciebie z tą książka - chcę ją przeczytać od jakiś dwóch lat i to co nas różni - jeszcze tego nie zrobiłam. Z opisów, jeśli chodzi o klimat to przypomina mi film "Super 8", który niby noc specjalnego a bardzo mi się podobał.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Zaciekawiła mnie książka. Może sięgnę, jak się uporam ze stosikiem bibliotecznym i jak znajdę w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  18. Z Twojej recenzji jasno wynika, że warto dać książce szansę mimo słabych, czy umiarkowanych początków, by później cieszyć się wspaniałymi wrażeniami po lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ależ odzew na tę książkę... widzę, że warto kupić w te pędy... Trochę w klimacie Twojej recenzji odnalazłam echa "Malowanego domu" Grishama. Też polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Faktycznie, jest 10 :) Mam to nawet w bibliotece, a w życiu nie zwróciłabym uwagi :) Dzięki.

    OdpowiedzUsuń