piątek, 7 lutego 2014

Maniac Cop 2 (1990) [Recenzja]

Maniac Cop 2, Maniakalny Glina 2, 1990, horror/thriller/akcja, reżyseria: William Lustig

Przy okazji recenzji pierwszego Maniakalnego Gliny stwierdziłem, iż do kontynuacji będę podchodzić z dużym niepokojem. Powody moich lęków były raczej oczywiste - sequely horrorów klasy B niemal zawsze są zwyczajnie słabe, często wręcz nie dające się oglądać przy jednoczesnym zachowaniu zdrowych zmysłów (już wiecie dlaczego jestem taki skrzywiony ;). Co prawda ktoś z Was stwierdził w komentarzach, że druga odsłona "przygód" gliny trupa jest nawet lepsza od pierwszej, ja jednak swoje wiedziałem - będę się męczył. Ostatecznie znów wyszło na to, że jestem głupi i mam uprzedzenia ;)

Maniakalny Glina 2 zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończyła się jedynka. Ba, pierwsze kilka minut seansu zawiera wycięte sceny z tamtego finału, co mnie akurat, jeśli mam być absolutnie szczery, ucieszyło. Przeładowane są taką ilością tandetnych efektów specjalnych i równie tandetną charakteryzacją złego gliny, że ogląda się to z autentyczną frajdą nawet po raz drugi. W każdym razie wróg zostaje pokonany, ale najwyraźniej nie do końca, gdyż ekipa poszukiwawcza po przeczesaniu całego zbiornika wodnego nie trafia na jego zwłoki. A morderstwa zaczynają się na nowo...

Aż płonę z wściekłości!
Brzmi niczym zapowiedź krwawego horroru, jednak produkcji znów dużo bliżej do thrillera czy też, co będzie chyba nawet bliższe prawdzie, filmu akcji. Typowych scen grozy z bryzgającą na wszystkie strony posoką znajdziemy jak na lekarstwo, jeśli jednak już się pojawiają, to są zrealizowane całkiem ciekawie i efektownie. Na szczególną uwagę zasługują te z ogniem w roli głównej, czego niewielki przykład możecie obejrzeć na screenie obok. Mówiąc ciekawie i efektownie mam oczywiście na względzie warunki i możliwości niskobudżetowego kina lat 90-tych. 
Za reżyserię znów wziął się William Lustig, co w pewien sposób może tłumaczyć brak spadku jakości. Seans ani przez moment nie nudzi, dzieje się stosunkowo dużo (choć nie bez przesady), a efekty specjalne znów są odpowiednio pocieszne. Gra aktorska bez zarzutu. Razić może jedynie niezbyt przerażająca postać maniakalnego gliny. Jak na trupa zachowuje się zaskakująco ludzko, w pewnej chwili nawiązując nawet coś na kształt przyjaźni. Całość robi jednak zdecydowanie pozytywne wrażenie. Jeśli gustujecie w produkcjach ery VHS, Maniakalny Gliną jest pozycją obowiązkową. Mnie się podobało. Czas na ostateczne starcie, którego podejmę się niebawem.


Piotr Wysocki  

1 komentarz:

  1. Oooo tak, Maniac Cop to perełka wypożyczalni. Okładka kusiła już po przekroczeniu progu mojego filmowego eldorado :)

    OdpowiedzUsuń