czwartek, 13 lutego 2014

Sekundę Za Późno - William R. Forstchen [Recenzja]

Sekundę Za Późno, William R. Forstchen, wydawnictwo: Bullet Books, liczba stron: 472

"Sekundę za późno" kupiłem spontaniczne podczas jednego z cotygodniowych rytualnych wypadów do Empiku. Szperając po półkach, sięgając po książki, które zainteresują mnie okładką, tytułem czy autorem, od czasu do czasu trafiam na coś, co za sprawą opisu wydawcy wywoła we mnie taki wybuch euforii, że niewiele myśląc biorę to do rąk i udaję się do kasy. Coś podobnego przydarzyło mi się właśnie przy powieści Williama R. Forstchena. Nagłe poczucie "muszę mieć" i w kilka minut później mój zawsze cienki portfel odchudził się o dodatkowe 35 złotych. Trzeźwy osąd przyszedł dopiero w domu. Spojrzałem na recenzje, z grubsza pozytywne, choć kilka umiarkowanych, kilka dosyć chłodnych, i - co za niespodzianka! - książka trafiła na cały rok na półkę. Postanowiłem po nią sięgnąć dopiero teraz, gdy przechadzając się duchem po jednym sklepie internetowym wpadła mi w oko w cenie 10 złotych. Gdybym się tak nie pospieszył, mógłbym zaoszczędzić ponad dwie dychy, szlag... Westchnąłem w duchu, po czym stwierdziłem, że najwyższa pora się z historią zmierzyć.
 
Fabularnie rzecz przedstawia się bardzo obiecująco. Mamy tu do czynienia z tematyką post-apo, co zawsze - a zwłaszcza, gdy przedstawia prawdopodobny scenariusz - budzi we mnie uczucie przyjemnego lęku. Przyjemnego do chwili, gdy o tym czytam, rzecz jasna, bo będąc w samym środku opisywanych wydarzeń robiłbym bez zwątpienia ze strachu pod siebie ;) Głównym bohaterem jest John, wykładowca historii, samotny ojciec dwóch dorastających córek. Poznajemy go w dniu, którego wydarzenia wywrócą porządek świata do góry nogami. Następuje atak EMP (detonacja głowicy jądrowej ponad atmosferą) - co skutkuje tym, że w jednej chwili przestają działać wszystkie elektroniczne urządzenia. Samochody zatrzymują się na środku ulicy, wysiada prąd, telefony, telewizory... Całe Stany Zjednoczone zostają dosłownie sparaliżowane, w jednej sekundzie cofając się technologicznie (i nie tylko, jak się wkrótce okaże) o kilkaset lat wstecz. I to tyle, oto cała historia. Przez następne strony pozostaje nam obserwować coraz szybszy proces pogrążania się miasta w chaosie i desperackie próby uratowania przez Johna siebie oraz swojej rodziny. Brak dostępu do jedzenia, leków i opieki medycznej (młodsza córka choruje na cukrzycę), tworzące się niebezpieczne grupy gangów i cała masa innych problemów, z których niemal każdy stanowi teraz śmiertelne zagrożenie.

William R. Forstchen
Czyta się to całkiem dobrze. W każdym zdaniu czuć, że autor podszedł do tematu bardzo poważnie, badając go ze wszystkich stron i naprawdę podejmując próby przewidzenia tego, jakie następstwa miałby atak EMP. Pod tym względem nie mam książce absolutnie nic do zarzucenia. Czasem można ulec wręcz wrażeniu, że oto mamy do czynienia z przepisanymi słowo w słowo dysputami, które Forstchen prowadził z zainteresowanymi tematem osobami. Bohater często uczestniczy bowiem w spotkaniach najtęższych głów miasta, które pełne są (spotkania, nie głowy ;) spekulacji na temat tego, co będzie się działo za tydzień, miesiąc czy dwa. Ciągną się one nawet po kilkanaście stron, lecz, wbrew delikatnej utraty płynności nurtu powieści oraz pewnej sztuczności, czyta je się ze sporym zainteresowaniem. Nigdy nie wiadomo, czy te informacje się kiedyś nie przydadzą, nawet jeśli to tylko gdybanie. 

Warsztatowo "Sekundę za późno" stoi na przyzwoitym poziomie. Nie jest te literatura wysokich lotów, ale jako rzecz czysto rozrywkowa, a przy okazji ku przestrodze, spisuje się dobrze. Akcja toczy się dość równym, choć raczej powolnym tempem. Jest tu kilka przyspieszających tętno scen, ale na pewno nie będziecie podczas lektury obgryzać z nerwów paznokci. Autor jest z powołania historykiem (tak jak bohater, a to nie jedyna zbieżność), co niekiedy mocno daje się we znaki. Irytować może zaś spore nagromadzenie patosu, zwłaszcza w drugiej części powieści. Może, lecz nie musi, po mnie te wszystkie górnolotne teksty i wyśpiewywane grupowo pieśni raczej spływały jak woda po kaczce. 

W sumie, w swojej kategorii niezłe. Nie rzucało mną o ściany, nie zarwałem żadnej nocy, ale czytało mi się te 460 stron przyjemnie. Niby powieść, niby rozrywka, a przy okazji otwiera na pewne sprawy oczy i, kto wie, może przy faktycznym ataku EMP pozwoli mi przeżyć najcięższy okres czasu. Ja, ale to tak między nami, zaczynam chomikować konserwy. 


Piotr Wysocki

4 komentarze:

  1. Pomysł świetny, serio. Bardzo mnie zaintrygował. Za dychę bym kupiła ;) Szkoda, że gorzej z realizacją, ale nie można mieć wszystkiego, c'nie?;)
    Konserwy? Z tego co widzę Ty chomikujesz książki... rok leżała... uh ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swego czasu również miałam w planach tę książkę, ale jak na razie nie doszło do zakupu. Może się skuszę, ale na razie w to wątpię. Szkoda, że nie jest ta książka aż tak dobra, jakby mogła być, ale pomysł na fabułę bardzo jest intrygujący. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje się trochę przegadana, ale jednak dałbym radę się z nią pomęczyć. Te wszystkie historie z apokalipsą w tle są zwykle bardzo wciągające. To pewnie zasługa tego, że stosunkowo łatwo zbudować w nich odpowiedni klimat. Wizję apokalipsy jednak każdy ma dość podobną, więc tu nie ma zbyt dużego problemu z tworzeniem tła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś sporo czytałam książkę BB, tę też miałam na oku, ale dziwnym trafem poszła w zapomnienie, trochę szkoda, że nie było mnie w Empiku, jak "szła" za dziesięć złotych :-)

    OdpowiedzUsuń