poniedziałek, 10 marca 2014

Back To Stone [GBA] [Recenzja]

Back to Stone, producent: Neko Entertainment, GBA, 2006

Od momentu, gdy kilka lat temu kupiłem Nintendo DS-a (a potem 3DS-a, ale ta moja prywatna porażka to już historia na inny artykuł), staruszek GBA poszedł w odstawkę. Raz na jakiś czas staram się jednak znaleźć coś, czym mógłbym go nakarmić, nie dopuszczając do przedwczesnej śmierci konsolki. Ostatnim razem pożywkę stanowił Back to Stone, produkcja powstała w 2006 roku. Oglądając screeny i czytając informacje na pudełku spodziewałem się co najmniej przyzwoitej zabawy. Odrobinę się przeliczyłem.

Mamy tu do czynienia ze zręcznościowo-logiczną produkcją, gdzie akcja toczy się w świecie fantasy. Mieszanka z pozoru smakowita, ale tylko w wypadku, gdy jej poszczególnie składniki są odpowiednio wymieszane i upichcone. Przykro to stwierdzać, ale kucharze odpowiedzialni za Back to Stone pokpili sprawę i efekt końcowy daleki jest od ideału.  
Od strony tła fabularnego rzecz przedstawia się całkiem intrygująco. Trafiamy do świata będącego niegdyś technologiczną potęgą. Dziś jednak, dzięki złym czarnoksiężnikom, miejsce jest w kompletnej ruinie. Wcielamy się w jednego z prawowitych mieszkańców, ofiarę okrutnych eksperymentów przeprowadzanych przez wroga, które zmieniły go w pół demona. Bohater dysponuje teraz mocą zamiany żywych istot w kamień, co może okazać się bronią, dzięki której ten będzie w stanie dokonać (bez)krwawej zemsty.

Ja być silny i mądry! Ja przesuwać klocki!
Akcje gry obserwujemy w popularnym na GBA rzucie izometrycznym. Rozgrywka toczy się dość monotonnym torem. Przez cały czas biegamy i atakujemy przeciwników, którzy po paru ciosach zamieniają się na kilkanaście sekund w kamień. Kamienie zaś musimy przesunąć w odpowiednie miejsce, co otwiera dostęp do kryształu uzupełniającego moc lub po prostu kolejnego ekranu. Chwilami można poczuć się niemalże jak podczas gry w Skrzynie. I na tym właśnie kończą się elementy logiczne Back to Stone. Przez krótką chwilę jest to nawet zabawne, ale ileż można. Bezustanne przesuwanie klocków prędzej czy później zaczyna nudzić i frustrować, co skutecznie zabija wszelką grywalność. Poza tą nieciekawą czynnością od czasu do czasu trzeba jeszcze coś wcisnąć, trochę poskakać - przy czym niewygodne, nieprecyzyjne sterowanie mocno daje w kość - oraz pokonać jakiegoś bossa. I tak jak wyżej, to wszystko przez kilka minut jest nawet fajnie, jednakże później zwyczajnie już szlag trafia, gdy po raz setny robimy wciąż i wciąż to samo. 

Żadne wrota nie są dla mnie przeszkodą! Żadne!
W kwestii oprawy nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Brzydka, rozpikselowana grafika z tłami wyglądającymi niemal jakby ktoś wyciągnął je z tytułów na GBC, zwiększając tylko liczbę barw. Niezbyt ciekawie prezentuje się również muzyka. Na początku i owszem, zdaje się całkiem klimatyczna, ale po kilku kawałkach nie da się nie odczuć, że to w sumie bezpłciowe kawałki, zlewająca się w jedną irytującą masę papka. I przy tym wszystkim niespecjalnie dziwi brak możliwości zapisu gry - przygotujcie kartkę i długopis. Mamy bowiem kody. Dosyć długie.

I to chyba wystarczy. Pierwsze minuty z Back to Stone obiecują całkiem przyzwoitą rozgrywkę, jednak im dalej w las, tym wyłącznie nudniej. Nie wykorzystany potencjał fabuły, siermiężna oprawa audio/video, powtarzalny gameplay, nie do końca wygodne sterowanie... W sumie - poniżej średniej. Brać tylko w wypadku kompletnej posuchy.


Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Kiepsko, kiepsko... Mario Brosa nic nie pobije. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To co piszesz za diabła nic mi nie mówi, bo jak już wspominałam do gier mi raczej nie po drodze. Dobrze tylko, że gra nie warta uwagi, przynajmniej nie mam czego żałować ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, bo ciekawie się zapowiadało.

    OdpowiedzUsuń