czwartek, 27 marca 2014

Instynkt Śmierci - Bentley Little [Recenzja]

Instynkt Śmierci, Bentley Little, wydawnictwo: Amber, 272 strony

Rozmaite strzępki informacji odnośnie twórczości Bentley'a Little'a docierały do moich uszu i oczu właściwie od chwili, gdy zainteresowałem się literackim horrorem. Że jest krwawo, obrzydliwie i bez granic - czyli wszystkie te mocno rozbudzające moją wypaczoną wyobraźnię elementy gatunku ;-) Przez kilka lat autor pozostawał jednak w gronie pisarzy, po których żaden z polskich wydawców sięgnąć z różnych przyczyn nie chce, co tylko dodatkowo wzmagało chęć poznania jego historii. Wiecie jak to jest, wszystko czego mieć nie można wydaje się bardziej pożądane. Przełom nastąpił w roku 2008, kiedy to nakładem wydawnictwa Amber ukazał się w naszym kraju sygnowany nazwiskiem Little'a "Instynkt Śmierci". Dalszego przebiegu zdarzeń już pewnie się domyślacie - portfel w dłoń, kierunek księgarnia!

Oczekiwania, co zważywszy na powyższy akapit jest chyba dość oczywiste, miałem duże, podkręcane dodatkowo bardzo zachęcającymi informacjami umieszczonymi na nieco tandetnej pod kątem graficznym okładce ("Każda książka Little'a to wydarzenie roku w świecie literackiego horroru. STEPHEN KING" oraz "W instynkcie śmierci Bentley Little stworzył postać jednego z najbardziej przerażających seryjnych morderców w literaturze"). 

"Cathy miała sześć lat, kiedy mężczyzna, który mieszkał w domu po drugiej stronie ulicy, zamordował żonę i sam się zastrzelił. Słyszała krzyki. Widziała krew i ciała. Teraz, prawie dwadzieścia lat później, dom już nie stoi pusty. Ktoś się do niego wprowadził. I w okolicy zaczynają się dziać straszne rzeczy... A w domu po drugiej stronie ulicy znowu słychać krzyki. Cokolwiek się tam dzieje, to tajemnica, której nikt nie powinien poznać. Ale i Cathy ma swoje tajemnice... "

Bentley Little
Nie da się ukryć, początkowo wrażenia płynące z lektury istotnie są dosyć pozytywne. Pisarzowi w całkiem zgrabny sposób udaje się przedstawić hermetyczną społeczność małego miasteczka, główni bohaterowie nakreśleni są poprawnie, narracja raczej płynna, a sam język bez zarzutu. Zabrakło jednak tego najważniejszego, odgrywającego w horrorze kluczową rolę elementu - grozy. Little, przynajmniej w przypadku "Instynktu Śmierci", nie jest w stanie stworzyć ani jednej naprawdę trzymającej w napięciu sceny. Coś tam niby się dzieje, krew, flaki i ludzkie zwyrodnienie występują w odpowiednim natężeniu, jednak mimo tego czytanie o tym wszystkim nie wywołało we mnie oczekiwanych emocji. Efektu gęsiej skórki i spoconych od nadmiaru emocji dłoni nie uświadczyłem, co jest bez zwątpienia idealnym podsumowaniem poziomu "straszności" tej książki ;-) Od pewnego momentu historia staje się wręcz męcząca, a główny ZŁY, nie dość, że ujawniony nieco za wcześnie, kompletnie rozczarowuje. I w zasadzie nawet horroru jako takiego wiele tu nie ma, co z kolei nasuwa jedną słuszną myśl, że przypisanie powieści do gatunku grozy podyktowane było wyłącznie ilością mięcha, które przetacza się przez stronice powieści.

Przez Instynkt Śmierci przebrnąłem z wyrazem twarzy oznaczającym umiarkowane zainteresowanie. Zjadliwy i nie wywołujący dreszczy dreszczowiec z niebyt wciągającą akcją oraz zupełnie niesatysfakcjonującym finałem. Rzecz godna polecenia wyłącznie amatorom powieści z pogranicza horroru i thrillera.  Zaś wydawnictwu Amber życzę lepszego instynktu w wybieraniu książek, którymi chcą wywołać zainteresowanie pisarzem. W tym wypadku kompletnie się to nie powiodło. 

     
Piotr Wysocki

13 komentarzy:

  1. O nie nie dla mnie, te flaki mnie przerażają :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, fabuła zapowiadała się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh książka po całości nie dla mnie, ale na dobrą sprawę Amber ma różne kwiatki. Sama wiele razy się sparzyłam :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam ze sto lat temu:) Średnio mi się podobał, chociaż chyba bardziej się bałam niż Ty:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszą książkę Little'a dostałam od ojca - biednego człowieka, który zupełnie się nie spodziewał, co robi. ;p W każdym razie nie podchodziłam do niej z wielkimi oczekiwaniami i przyznam, że lektura była całkiem przyjemna. Niestety, nic więcej. Mam wszystkie trzy wydane w Polsce książki tego autora, przeczytałam je i powiem tak - jeśli ktoś lubi ekstremalne tematy (a ja lubię), to jest w miarę w porządku, ale tak jak mówisz - napięcie jest zerowe. Podczas lektury wkurzają nachalne myśli o zmarnowanym pomyśle i co można zrobić lepiej. No i za każdym razem schemat jest ten sam - od połowy wszystko jest jasne i właściwie nie wiadomo po co czytać dalej. Ciekawi mnie, jak ten facet sprawdza się w pisaniu opowiadań, bo może być tak, że krótsze formy idą mu lepiej... W każdym razie jeśli chodzi o horror ekstremalny, który, zdaje się, próbuje uprawiać, nie dorasta do pięt choćby Edwardowi Lee - zarówno w kwestii języka, jak i budowania napięcia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Horror bez grozy? nie, to nie jest dobre, poza tym męcząca historia to nie jest to, co mole książkowe lubią, dlatego bez wyrzutów sumienia rezygnuję z tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
  7. zdecydowanie wolę dreszczyk emocji, albo chociaż pasję w lekturze, więc to raczej nie książka dla nie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba się tym razem nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka przywodzi mi na myśl szmirowate dzieła rodem ze stoiska na dworcu kolejowym... Treść najwyraźniej Cię nie powaliła, więc mam rację kierując się okładką :) Amber czasem strzela do własnej bramki wybierając marne książki, na tematyce thrillerów i kryminałów się nie znam, ale szeroko rozumiana literatura kobieca (może poza New Adult) też u nich leży... Pora się obudzić!

    OdpowiedzUsuń
  10. Umiarkowane zainteresowanie? A czytałeś "Czarny Anioł" Mastertona? W czasie czytania miałam ochotę walić głową w ścianę, więc "Instynkt" mi nie straszny ;)
    Uwielbiam horrory, ale jak tu się wystraszyć? Jak znajdziesz taki, gdzie zmrozi Ci krew w żyłach od pierwszej strony - daj znać. To dopiero będzie przełom w literaturze ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. widzę, że ostatnio wziąłeś się za nieco zapomnianą klasykę gatunku. treści tej książki nigdy nie poznałam, za to okładkę z biblioteki, znam praktycznie na pamięć :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z Little'a miałem okazję zapoznać się tylko z 'Pociągiem Upiorów' - dość dawno to było i raczej z braku laku, ale zapamiętałem, że była pretensjonalna i z akcją poprowadzoną w takim kierunku, że trąciła idiotyzmem, nawet jak na horror... :P

    OdpowiedzUsuń