środa, 19 marca 2014

The Walking Dead. Droga do Woodbury - Robert Kirkman, Jay Bonansinga [Recenzja]

The Walking Dead. Droga do Woodbury, Robert Kirkman, Jay Bonansinga, wydawnictwo: SQN, 320 stron

Druga po Narodzinach Gubernatora powieść z uniwersum The Walking Dead autorstwa Jaya Bonansinga i Roberta Kirkmana, czyli facetów, którzy dobrze znają się na tym, co robią. Tym razem, jak zresztą sugeruje tytuł, trafimy w sam środek Woodbury - miejsca będącego bezpieczną przystanią przed żywymi trupami. Społecznością twardą ręką rządzi poznany w pierwszej części książki Philip Blake - Gubernator we własnej osobie.
Jak można się spodziewać - zwłaszcza jeśli znacie komiks bądź serial - życie w miasteczku tylko pozornie wygląda na usłane różami, w rzeczywistości stanowiąc miejsce nie mniej niebezpieczne od całej zasiedlonej przez zombie przestrzeni za murami. Bo gdy już przyjdzie co do czego, żywego trupa zabić znacznie łatwiej niż człowieka...

To zdjęcie wrzucam... bo tak ;)
Zanim jednak trafimy do Woodbury, przez niemal połowę objętości książki będziemy mieli okazję zżyć się z nowo poznaną grupą bohaterów. Dużą część tej historii poznajemy z perspektywy Lilly Caul, młodej, cierpiącej na napady lęków kobiety, którą bardzo szybko daje się polubić i po kilkunastu stronach losy jej oraz większości towarzyszy śledziłem już z dużym zaangażowaniem. Tempo i liczba emocjonujących scen mających miejsce na pierwszych stu kilkudziesięciu stronach oraz solidna dawka pogłębiających charaktery postaci fragmentów sprawiają, że pochłania się je błyskawicznie i kolejne kartki umykają nie wiadomo gdzie i kiedy. Uwielbiam te momenty, gdy jakaś powieść coś takiego ze mną robi. Trup ściele się gęsto, bohaterowie ciągle stawiani są w ekstremalnych sytuacjach i bez przerwy muszą być w drodze. A my czujemy się tak, jakbyśmy to wszystko przeżywali wraz z nimi.
To ostatnie - formuła powieści drogi - kończy się w momencie, gdy Lilly wraz z przyjaciółmi przekracza bramy Woodbury. Od tego momentu żywe trupy nie będą stanowić większego zagrożenia, a każdy z bohaterów dostanie mieszkanie, z którego nie będzie musiał po kilku dniach salwować się ucieczką. I choć liczba zgonów pośród ludności nie zmaleje, choć wciąż znajdą się trzymające w napięciu, krwawe i brutalne zdarzenia, to umieszczenie akcji w zamkniętej przestrzeni z jakichś przyczyn nieco osłabiło w moich oczach odbiór całości. Jest to jednak odczucie na tyle subiektywne, że nie wykluczam, iż nikt się ze mną w tej kwestii nie zgodzi. Z recenzenckiego obowiązku postanowiłem jednak o nim wspomnieć. 

Czytając umieszczony na okładce zarys fabuły pomyślałem na początku, że będę mieć powtórkę z przeprawy przez trzeci sezon serialowych Żywych Trupów. Na szczęście nic takiego miejsca nie miało. Owszem, kilka rozwiązań jest obecnych i w wersji telewizyjnej i książkowej (arena walk, akwaria z głowami), ale to detale, znając zatem serial nie musicie obawiać się sięgnięcia po powieść. 

Warsztatowo Droga do Woodbury wysmażona jest solidnie i smakowicie (aczkolwiek w tym przypadku bardziej trafnym słowem byłoby tu chyba ohydnie). Czyta się to dobrze, płynnie, obrzydliwe sceny są mocno sugestywne, a ogólna treść niejednokrotnie skłania do różnych przemyśleń, czego od typowo rozrywkowej powieści wcale bym nie oczekiwał. W porównaniu do Narodzin Gubernatora skok jakości widoczny jest gołym okiem. Tym razem też nic nie zgrzytało mi w polskim przekładzie Bartosza Czartoryskiego - good job! Bardzo dobra powieść. I co równie istotne: nie tylko dla fanów The Walking Dead. Warto.


Piotr Wysocki

24 komentarze:

  1. Właśnie czytam "Narodziny Gubernatora" i naprawdę mi się spodobało, więc pewnie sięgnę po opisywaną przez Ciebie książkę, zwłaszcza że ocena jest tak wysoka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż...chyba udało Ci się mnie przekonać do przeczytania książki o zoombie, czego nie znoszę. Ale te obrzydliwe, ohydne opisy i bardzo wciągająca akcja - zachęcają:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się w stu procentach. Teraz pora na to, byś sięgnął po "Upadek Gubernatora" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohydne sceny i żywe trupy, to coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam, że te ohydne fragmenty kuszą najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. polecę bratu, bo ja i zombie się nie lubimy...wcale a wcale;) ale recka fajna;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie jestem w połowie książki i odczucia mam bardzo mieszane... Później na tapetę idzie kolejna książka o zombiakach "World War Z" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wysmażona jest solidnie i znakomicie - ale fajne określenie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Przede mną pierwszy tom Walking Dead, więc dopiero potem zdecyduję czy mam ochotę na kolejną część. Chociaż "Droga do Woodbury" wygląda naprawdę zachęcająco po Twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja poproszę ten stek wysmażony solidnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tytuł brzmi znajomo, jednak nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z tą serią. Zombie nawet lubię więc nie wykluczam, że kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ciarki mnie przeszły. Zastanawiałam się, czy "chcę" tę książkę, ale na szczęście mi już definitywnie przeszło :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zombiaki to nie jest temat mi obcy, jak już pisałam na czyimś blogu- to jedyne nocne potwory, które są w stanie mnie przerazić ( jeśli chodzi o oglądanie horrorów oczywiście ;) ). Jestem ciekawa książki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie należę do fanów The Walking Dead, ani nie zachęciła mnie książka, więc - nie! :)

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakoś nie cierpię książek o zombie, czytałam tyko jedną w łagodniejszym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeważnie jak zabieram się za książki z zombie w roli głównej to spotykam się z licznymi komentarzami typu: "dziewczynka nie powinna czytać takich okropieństw" (przeważnie czytam w autobusie, czy na przystanku - ogólnie zawsze gdzieś w drodze) co mnie niezmiernie bawi i chyba sięgam właśnie po nie z tego powodu a po części dlatego, że je uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem z czego wynika z czego wynika ta dyskryminacja Ellie, czasem mam wrażenie, że kobiety powinny tylko na gotowaniu się znać... fantasty, elektronika, auta - tylko dla wa facetów... :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Cieszę się, że ta część trzyma poziom i mam nadzieję, że niedługo zacznę swoją przygodę z tą serią. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię czytać i oglądać horrory, a mimo to zombie mnie znoszę. Zdecydowanie wolę wampiry, gdyż są zacznie przyjemniejsze wizualnie. Dlatego nie skuszę się na powyższą pozycje, ale mam jedną koleżankę, prawdziwą miłośniczkę zombiaków, więc jej polecę ,,The Walking Dead. Droga do Woodbury''.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytałam! Dobra powieść, ale nie powiem, żeby mnie zombiaki jakoś bardzo zachwycały :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Walking Dead książka? Czemu nie ;) może wciągnie równie co serial :) a jak nie to najwyżej odłoży się ją na półkę albo wystawi na sprzedaż hihi :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Średnio mi się uśmiecha ta książka. Nadal się nie przekonałam do tej tematyki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Serial świetny, książka genialna. Jedyne co się nie zgadza to mój mózg. Przeczytałem najpierw drugą część. Ale przecież od tego się nie umiera heheh :)

    OdpowiedzUsuń