sobota, 26 kwietnia 2014

Krwawnik. Opowiadania z Pozornie Martwej Strefy [Recenzja]

Krwawnik. Opowiadania z Pozornie Martwej Strefy. Zbiór opowiadań, wydawca: Kostnica.com.pl, 160 stron, cena: 14 zł

Krwawnik. Pod tym oto tytułem wykluła się nie tak dawno temu niewielka gabarytowo książka zapełniona dwunastoma opowiadaniami grozy. Garść informacji i kategoria wiekowa 18+ na okładce nie pozostawiają złudzeń - będzie, a przynajmniej być powinno, krwawo, obrzydliwie i odważnie. Z takim właśnie nastawieniem usiadłem wygodnie w fotelu, by unurzać się w chorych wytworach wyobraźni naszych rodzimych autorów.

Zbiór otwiera krótki, acz treściwy wstęp przybliżający nam m.in. okoliczności powstania zbioru. Opowiadania w nim zawarte, zostały wyłonione w drodze głosowania przez czytelników portalu Kostnica, który co roku organizuje konkurs przeznaczony zarówno dla początkujących pisarzy, jak i tych doświadczonych. Słowem, swój tekst nadesłać może każdy, jednak o tym, czy zostaną wyróżnione, decydują czytelnicy.

Pierwszy kawałek to Zagadka Nieśmiertelności, krótka i humorystyczna historia o targowaniu się z Kostuchą skreślona ręką Beaty Smółkowskiej. W ramach przystawki sprawdza się przyzwoicie, choć mnie w żadnym aspekcie na kolana nie rzuciła. Warsztatowo przeciętnie, a poza tym niekoniecznie śmieszy, przy czym - mając na uwadze moje osobliwe poczucie humoru - to drugie jeszcze nic nie znaczy. 
Następnie trafiamy na dwa opowiadania Pauliny Król. Jedno za drugim. Pewnie się nie znam i znów wyjdzie na to, że bez wyraźnego powodu narzekam, ale osobiście zrobiłbym pomiędzy nimi przerywnik w postaci kilku kawałków wypełzłych spod piór i klawiatur pozostałych autorów. Wszystko to z jednego prostego powodu: dla złapania oddechu, gdyż oba opowiadania stają się w pewnym momencie dość obrzydliwe i krwawe :) Co ciekawe, w jednym i drugim przypadku dałem się nabrać jak małe dziecko. Raz, podczas lektury Chłopskiego Lasu - rzeczy o tym, co może spotkać w lesie zapalonych grzybiarzy - oczekiwałem czegoś spokojnego, lecz klimatycznego, a później, w trakcie poznawania Ultimatum - przestrodze przed stawianiem drugiemu człowiekowi zbyt wygórowanych oczekiwań - nieco wyświechtanej, podlanej wisielczym humorem historii. A że kocham być zaskakiwany, oba teksty zaliczam do bardzo udanych. Szczególnie ten drugi, gdzie ostatnie strony wywoływały w mojej głównie niemal nieustanne "łał". Dobra robota.
Nieco słabiej na tym tle wypada Brzytwa Tomasza Czarnego. Lament załamanego po śmierci żony meżczyzymy warsztatowo prezentuje się poprawnie, ale historii do miana ciekawej i oryginalnej brakuje zdecydowanie zbyt dużo, by mogła zainteresować i zaskoczyć. Sprawia wrażenie wprawki przed stworzeniem czegoś konkretniejszego i wypada z głowy w tempie równie szybkim, co czas potrzebny na jego przeczytanie. Po kilku minutach, najprościej rzecz ujmując.      
Dużo bardziej podobało mi się Mora - jedno z dłuższych dzieł w tym zbiorze - autorstwa Patryka Hirsekorna, który mimo młodego wieku (rocznik 93) potrafił stworzyć coś, co nie tylko zaledwie nadaje się do czytania, ale (pomijając typowe dla początkujących pisarzy drobne usterki i kilka zupełnie zbędnych, wątpliwych fragmentów) jest bardzo sprawnie napisane, autentycznie wciąga i zaskakująco się kończy. Kolejny dowód na to, że rozgrzebywanie przeszłości może przynieść nieprzyjemne rezultaty ;) 
Kilka głębokich wdechów i wydechów później docieramy do dwóch opowiadań Łukasza Radeckiego - i tym razem następujących jedno po drugim. Od faceta doświadczonego w ciężkim fachu płodzenia historii oczekiwałem dużo więcej niż od debiutantów. I słusznie, bo oba teksty stoją na wysokim poziomie, zarówno technicznym, jak i fabularnym. Kat opowiada o... tak, otóż to, o kacie, następcy odchodzącego na "emeryturę" Mistrza Albrechta. Chłopak posiada jednak pewien dar. W momencie ścinania głowy skazańca ukazują mu się wszelkie występki, których ten się dopuścił. Świetnie, bardzo obrazowo napisane, wciągające, a jedyne czego żałuję, to faktu, iż kończy się tak szybko.
Drugi i zarazem nieco dłuższy tekst Radeckiego przynosi zupełną zmianę klimatu. W Satellite 15 trafiamy na pokład tytułowego statku patrolowego, gdzie znudzony swoją robotą kapitan Tomasz Karwowski w końcu trafi na przygodę swojego życia. Zakończoną krwawą masakrą, dodajmy. Akcja toczy się w roku 2156, mamy tu zatem do czynienia z horrorem w sosie science-fiction. Wrażenia? Pozytywne. Ciekawy pomysł, równie ciekawa realizacja, dużo krwawo-mięsistych opisów, a na deser zupełnie zaskakujący finał, czyli coś, co w tym zbiorze jest dość częstym zabiegiem. Dopóki jednak działa, nie mam nic przeciwko niemu.
Maciej Lewandowski sięga zaś po opowieść wampiryczną. Na nieco ponad dwudziestu stronach Jesiennej Muzyki perfekcyjnie udaje mu się zmieścić przykuwający uwagę wstęp, klimatyczne rozwinięcie i rozgrywający się w piwnicy rozpadającego się budynku krwisty finał. Podobało mi się do tego stopnia, że nie jestem w stanie przywołać z pamięci żadnych większych usterek. Gdy coś wciąga, nie zwracamy uwagi na detale. 
Dość ciekawa jest też Historia Edwina Bartosza Słowińskiego, która od pierwszych do ostatnich zdań jak żywo przypomina zagubione dzieło H.P. Lovecrafta. Szkoda tylko, że opowiadanie to jest tak krótkie, przypominające w zasadzie szkic, zdecydowanie zbyt suchą i pospieszną relacje z wydarzeń. Niemniej jednak, głównie za sprawą języka, jakim posługuje się autor, czytało mi się je niezwykle przyjemnie. 
W następnej kolejności trafiamy na krótki tekst Natalii Golik zatytułowany Na drugie mi Jola. Zdrowo pokręcony, ale znakomicie napisany szort, o którym ze względu na wspomnianą objętość nie jestem w stanie powiedzieć nic ponad to, że szalenie mi się podobał. Chciałbym kiedyś przeczytać coś dłuższego tej autorki. 
Nie moja bajka Krzysztofa Pakuły jest dla odmiany opowiadaniem długim i mniej więcej do połowy przykuwającym uwagę. Po tym czasie staje się odrobinę nużące i chaotyczne. Bohater stwierdza w pewnym momencie, że czuje się jakby śnił, i właściwie nie sposób odmówić mu racji. Całość przypomina bowiem wyjątkowo koszmarny, wymykający się prawom logiki sen. Językowo napisane sprawnie. Narzędzia do stworzenia ciekawej historii Pakuła posiada, potrzebny mu tylko odpowiedni pomysł i więcej samodyscypliny. 
Zamykające zbiór Possesion Tomasza Siwca zaczyna się niczym klasyczne ghost story (wdowiec z dwójką dzieci przeprowadza się do odnowionej niedawno kamienicy, która okazuje się być nawiedzona), z czasem przeradzając się w mocny i krwawy spektakl okrucieństwa. Tekst jest jednak odrobinę za krótki, przez co siła jego oddziaływania nie jest tak duża, na jaką zasługuje. Mimo tego jest to naprawdę niezłe zakończenie przeprawy przez Krwawnik

Podsumowując ten luźny zbiór wrażeń: opowiadania zawarte w Krwawniku stoją na rozmaitym poziomie, od tych zupełnie średnich, aż po mniej lub bardziej zaskakująco udane, co samo w sobie dziwić nie powinno, w końcu obok doświadczonych autorów mamy tu nazwiska wciąż nieznane szerszej publice. Całość sprawia jak najbardziej pozytywne wrażenie, przy czym warto mieć na uwadze, iż w dużej mierze do czynienia mamy tu z horrorem typowo rozrywkowym, wywołujący raczej wstręt niż czystej natury trwogę. I z tego względu zbiór polecam przede wszystkim miłośnikom gatunku, którzy bez problemu wyłapią wszelkie zabawy konwencją i nawiązania oraz nie zrażą się stroną techniczną samego wydania. Literówek jest tu od groma, czasem brakuje jakiegoś wyrazu, a innym razem wkręci się gdzieś o jedno słowo za dużo. Różnego rodzaju usterek wychwyciłem dużo, z czego część mocno rzuca się w oczy. Cieszą zaś ilustracje zdobiące niektóre ze stron oraz informacje o autorach wraz z ich zdjęciami. 
Ze swojej strony polecam.


Piotr Wysocki

19 komentarzy:

  1. Lubię takie opowiadania grozy, i z chęcią obadałbym co siedzi w głowach naszych rodzimych autorów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała to kasa, nie wahaj się, kupuj póki jeszcze są dostępne egzemplarze :)

      Usuń
  2. Ciekawi mnie ten zbiorek. Jeszcze bardziej po Twoim tekście. Będę musiała sobie skołować egzemplarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skołuj, koniecznie. A potem też coś na jego temat skrobnij, chętnie przeczytam :)

      Usuń
  3. Interesujący zbiór, z pewnością byłby dla mnie odskocznią od ostatnio przeczytanych książek. Pozdrawiam, Marcelina ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że Twoje ogólne wrażenia z lektur tych opowiadań będą pozytywne (widzisz, jak znam Twój gust hehe). Ja oceniam go troszkę wyżej - może dlatego, że wprost uwielbiam gore, a tutaj znajdziemy go całkiem sporo. No, ale te kilka nastrojowych kawałków też niczego sobie - tym lepiej wypadają na tle innych zbiorów opowiadań polskich autorów.
    Ps. "Possesion" wymiata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to tak, przecież ja sam nie znam własnego gustu ;) Czytałem Twoją recenzję tuż przed napisaniem swojej :)

      Usuń
  5. Coś idealnego dla mnie: krwawe i brutalne. Czasami lubię się oderwać od rzeczywistości właśnie takimi lekturami. :)
    Poza tym, to fajna szansa dla tych mniej znanych autorów, aby usłyszał o nich świat.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. A poza tym, kto wie, za kilkanaście lat Krwawnik może być cennym białym krukiem, o którego ludzie będą bić się na aukcjach :)

      Usuń
  6. Cieszę się, że zbiorek się podobał mimo wad :) I za miłe slowa odnośnie moich tekstów także dziękuję :) To ogromna radocha, że moja pisanina sprawiła komuś frajdę - kop zwany motywacyjnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fiu, fiu może i ja nawet się skuszę i przeczytam, a 14 zł mam ;p. I pomimo tego, że staram się jak najrzadziej sięgać po tego typu krótkie formy literackie to jednak widzę, że warto. No i jeszcze w środku jest zdjęcie Pauliny to już w ogóle ;).
      A czy można ten Krwawnik zakupić w normalnym "stojącym" sklepie, czy tylko przez internet?

      Pozdrawiam :)!
      Melon

      Usuń
    2. Niestety nie, zakup możliwy jest tylko on-line, w sumie 20 zł z już wliczonymi kosztami przesyłki ;-) A zdjęcie Pauliny niestety duże nie jest, poza tym już je znamy, nie dała żadnego nowego, niedobra :-P

      Usuń
    3. Haha, ale trzeba się cieszyć, że przynajmniej jakieś jest :).
      Ej, ale beznadziejnie, że tylko on-line... w takim razie jak na razie sobie tego nie kupię ;(.

      Usuń
    4. A po co Wam moje zdjęcie w książce? Aaaa... dla większej grozy, rozumiem. Strach się bać :)

      Usuń
    5. Hahahaha, nie no coś Ty :D. Chociaż w sumie nie wiem czemu... winę i prawo głosu zwalam bezczelnie na Piotrka :p.

      Usuń
  7. Za opowiadaniami nie przepadam, ale na te mogłabym się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Numer? To nie czasopismo, to pełnowartościowa książka ;)

      Usuń
    2. Oj nie czytamy całej recenzji Książkówko, nie czytamy :P!

      Usuń