czwartek, 3 kwietnia 2014

Tiny Bang Story [PC] [Recenzja]

Tiny Bang Story, producent: Colibri Games, HO/przygodowa, PC

Któż z nas nie lubi niespodzianek. Chwili, gdy z pozoru niczym nie wyróżniająca się gra, książka czy film okazuje się małym klejnotem, a świadomość, że zdołaliśmy do niego dotrzeć napawa nas dumą. A odwrotnie? Te silnie promowane tytuły, które w trakcie długo wyczekiwanego momentu konsumpcji zdają się pozbawione wszelkich obiecywanych przez wydawcę bądź dystrybutora walorów. Gorzka, trudna do przełknięcia pigułka. I choć Tiny Bang Story w zasadzie nie zawodzi i nie zaliczam go do knotów, to podczas zabawy nie mogłem oprzeć się napływom tego rodzaju nieprzyjemnych myśli. 

IQP, polski dystrybutor gry, przed premierą Tiny Bang Story zarzekał się bowiem, że oto będziemy mieć do czynienia z następcą słynnego pośród miłośników gatunku Machinarium. Mnie to kupiło, sam należę do grona fanów przygód małego robota i na samą myśl, że będę mógł przeżyć coś podobnego raz jeszcze, na mym paskudnym obliczu zagościł trudny do zmazania, głupawy uśmiech, poszerzony jeszcze niedługo później informacją, iż grę wygrałem w konkursie. Wyobraźcie sobie teraz co czułem, gdy okazało się, że z Machinarium Tiny Bang Story wspólnego ma tyle, co nie przymierzając Call of Duty z Windowsowym Saperem. No dobrze, odrobinę przesadzam, w końcu pewne zbieżności istnieją: podobny styl graficzny czy dialogi w formie obrazków ujętych w komiksowe dymki. Detale, jednak na upartego można je nazwać podobieństwami. Różnic jest jednak znacznie więcej i by je dostrzec nie potrzeba wcale lupy. 

Tą najszybciej rzucającą się w oczy jest fakt, iż Tiny Bang Story to tak naprawdę gra w popularnym ostatnio gatunku hidden object, którą twórcy postanowili ubarwić elementami znanymi z rasowych przygodówek. O fabule nie będę się nawet rozwodził. Jest pretekstowa, wrzucona wyłącznie po to, by gracz dostrzegał jakiś cel w swoich działaniach. 
Głównym celem jest tu wyszukiwanie na kolejnych ekranach rozmaitych rzeczy - jednym razem program rozkazuje nam zebrać 25 elementów układanki, innym 20 kół zębatych i tak dalej. Lokacje pełne są drobnych detali i rupieci wymuszających na graczu uważne przypatrywanie się każdemu elementowi wystroju danej planszy. Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, aczkolwiek, trzeba to przyznać, momentami bywało irytująco, gdy nie mogłem na przykład przez 10 minut odnaleźć jednej maleńkiej żarówki. I tym samym nici z relaksującej zabawy ;)

Na szczęście znajdziemy tu też kilkanaście typowo przygodówkowych zagadek o sporym zróżnicowaniu. Puzzle, przesuwanki, zadania wymagające odrobiny zręczności... Są one raczej proste, zwłaszcza w porównaniu do tych z Machinarium (chciałeś, to masz, drogi dystrybutorze ;), ale ich rozwiązywanie przynosi sporo radości. Na uwagę zasługuje bez zwątpienia klimatyczna oprawa audiowizualna. Ręcznie rysowana tła i wszelkie inne elementy otoczenia, dziwaczny świat z dziwacznymi budowlami i ich mieszkańcami, przyjemna, relaksująca muzyka - wszystko to zebrane, wymieszane i wypalone na płycie CD tworzy grę o niepowtarzalnym nastroju, któremu to dałem się porwać na te kilka kilka potrzebnych do ukończenia rozgrywki godzin. Można narzekać na nieco wygórowaną cenę (przy premierze) i krótki czas zabawy, jednak fakt pozostaje faktem - Tiny Bang Story to tytuł udany i sprawiający autentyczną frajdę. A że IQP przesadziło z akcją promocyjną, to już inna para kaloszy. Przy właściwym podejściu szczerze polecam. 


Piotr Wysocki

8 komentarzy:

  1. Może kiedyś po nią sięgnę, bo lubię tego typu gry. Ale tylko, jeśli natrafię jakąś promocję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem ciekawie wygląda ta gierka;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zrecenzować grę to dopiero wyzwanie! Ale nie dla mnie, gdyż nie gram....

    OdpowiedzUsuń
  4. Grałam w nią kiedyś i nawet mi się podobała... Najwięcej problemów miałam ze znajdowaniem elementów... słaby wzrok do szczegółów mam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie sięgam po gry zbyt często. Jeśli już to właśnie przygodówki. Ta pozycja wydaje się być interesująca. Jeśli będę miała okazję na pewno wypróbuję. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurde, jak mnie ta gra irytowała! Miałam dokładnie ten sam problem, co Ty- jedna maleńka żaróweczka, jeden mały puzzel i koniec, wkurzenie sięgało zenitu! W ogóle taka jakaś ta gra bez adrenaliny, bez emocji, siedzisz i klikasz w te puzzle. Eeeeeeee tam, nie kupuję tego. Wolę Little Big Planet. Czad!!! Polecam:):)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś dla mnie:D Hidden object, to chyba jeden z tych gatunków, któremu pozostanę wierna:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nasze opinie w zasadzie się pokrywają. Mam podobne zastrzeżenia do IQP (zresztą wyraziłem je kiedyś w recenzji i filmiku na youtube), ocenę również przyznałem identyczną :)

    OdpowiedzUsuń