piątek, 2 maja 2014

Final Fantasy XIII [PS3] [X360] [Recenzja]

Final Fantasy XIII, producent: Square Enix, RPG, PS3, X360

Ze względu na fakt, iż była to pierwsza odsłona długoletniej serii Final Fantasy mająca z rozmachem wkroczyć na Playstation 3 i Xboxa360, na "trzynastkę"  wszyscy oczekiwaliśmy z zapartym tchem i - nie da się ukryć- pewną dozą niepokoju. Osobiście miałam tę niepowtarzalną okazję wraz z siostrą uczestniczyć na Targach E3 w 2006 roku, gdzie filmik promujący grę (wraz ze świetnie dobraną muzyką) jaki został wtedy zaprezentowany, zrobił na nas potężne wrażenie. Jako zapalona fanka Final Fantasy, która ukończyła wszystkie części serii na setki sposobów i maksymalnych poziomach doświadczenia bohaterów, wręcz nie mogłam doczekać się premiery. Gdy ta w końcu nadeszła, szybko złapałam za egzemplarz gry i pada, by zatopić się w świecie kolejnej odsłony serii. 

Od razu zdradzę, że Final Fantasy XIII wywarło na mnie, zwłaszcza na początku, mocno mieszane odczucia, a samą opinię rozpocznę od szybkiego omówienia złych i brzydkich stron "trzynastki", a przynajmniej tych (w moim mniemaniu, rzecz jasna) najpoważniejszych. Mam tu na myśli przede wszystkim dziwny zabieg twórców, który sprawia, iż poziom levelów postaci jest ograniczony dla każdej lokacji - wprowadzono bezsensowne limity, które bardzo szybko można osiągnąć, co wymusza przerywanie "grindowania" i na siłę pcha fabułę dalej, co w oczywisty sposób skraca czas rozgrywki. Dopiero po przejściu gry dostajemy możliwość swobodnego wbijania poziomów. Dlaczego tak późno? Dlaczego nie dano nam możliwości wyboru poziomu trudności dla "hardkorowców", gdzie te irytujące blokady zostałyby zniesione? Oto pytania, na które nie dostaliśmy i nie dostaniemy już zapewne nigdy odpowiedzi.
Następny mankament to budowa map, które przypominają często rynny, z których tylko spływamy w dół, gdzie wszelkie sekrety są widoczne jak na dłoni. Mini-mapa na ekranie wydaje się w tym momencie jakimś ponurym żartem. 

Zdecydowanym plusem gry jest przepiękna, zapierająca dech w piersiach grafika. Przerywniki filmowe robią ogromne wrażenie i ogląda się je z niekłamaną przyjemnością. Pod tym względem ekipa Square Enix dała z siebie wszystko, wyciskając z wnętrzności konsoli ile tylko się dało. Niezłe są też głosy postaci (angielski dubbing) - odpowiednio dopasowane do osobowości nieco przerysowanych bohaterów. Bardzo spodobał mi się poza tym system walki, jakże ważny aspekt każdego szanującego się RPG-a (albo action-PRG-a, bo niestety FF XIII dużo bliżej już do gry akcji). Mieszanie w paradigmach daje całą masę radości. Odpowiednio wyważone są również summony, a pozytywne wrażenia potęguje niezwykle klimatyczna muzyka, której słucham po dziś dzień. 

Mimo wszystkich minusów i początkowych jęków zawartych w tym tekście, w trzynastego Finala grało mi się dobrze. Świetny system walki ratuje grę przed przeciętnością, a dające się lubić postacie powodują że ciężko odejść od pada nawet po dłuższych sesjach z konsolą. Początkowo odczuwałam zawód, ale po kilkunastu godzinach zabawa staje się naprawdę przyjemna i angażująca, a wszelkie usterki jakby przestają mieć znaczenie. Jakby nie było, w sumie spędziłam przy tym tytule ponad sto godzin,  do dziś próbując zdobyć wszystkie osiągnięcia. W końcu mi się uda!


Karolina Lisiecka

1 komentarz:

  1. Ze wszystkich FF grałam tylko w FFX oraz FFX-2. Uważam, że te gry były świetne i bardziej jak film. W FFXIII może zagram, jak się dorobię konsoli, bo wydaje się być równie fajna i ciekawa ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń