wtorek, 20 maja 2014

VVVVVV [PC] [3DS] [PSV] [Recenzja]

VVVVVV, producent: Terry Cavanagh, PC, 3DS, PSV, platformowa, cena: ok. 18 złotych

Platformówka równie dziwna i wymykająca się standardom co jej tytuł - spróbujcie go wymówić przed kimś, kto graczem nie jest, a spojrzy na was jak na wariata. W VVVVVV nietuzinkowe jest właściwie wszystko, począwszy od grafiki, po gameplay i system zapisu stanu gry. Zainteresowani? Czytajcie dalej.

Wcielamy się tu w złożonego z "kilku" pikseli bohatera, uśmiechniętego ludka, który potrafi biegać tak po ziemi, jak i suficie. Umiejętność ta stanowi główny trzon rozgrywki, otwierający projektantowi poziomów olbrzymie pole do popisu, eksperymentów i innych mniej lub bardziej (w zasadzie bardziej) szaleństw. Pole, które autor wykorzystał właśnie bez zarzutu, na piątkę, powiedziałbym, choć na pewno nie wycisnął z niego wszelkich soków. Kto wie, może doczekamy się jeszcze kontynuacji. W razie czego, jestem chętny do wysupłania złociszy z portfela.
Cel? Byle dalej, byle w jednym kawałku, co ze względu na poziom trudności do prostych zadań nie należy. Zginąć jest tu bowiem niezwykle łatwo. Poszczególne ekrany najeżone są, wydawałoby się na pierwszy rzut oka, niemożliwymi do ominięcia pułapkami. Wystarczy jednak trochę nauki, wyczucia czasu i kilkanaście(-dziesiąt) skuch, a już jesteśmy w nowej lokacji, gdzie... znów trzeba wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Na szczęście nie powoduje to frustracji. Punkty zapisu stanu gry rozmieszczone są dosłownie co krok i nawet jeśli już padniemy, to nie musimy na nowo pokonywać kilku ekranów. Co się oczywiście bardzo ceni.

Gra, aczkolwiek już nie tak świeża i przez ostatnie lata zdążyliśmy przywyknąć do pokręconych "indyków" , wciąż zaskakuje ciekawymi rozwiązaniami. Niemal na każdym kroku i ekranie na usta cisną się komentarze typu; "o kurczę", "popatrz na to", "ale to fajnie wymyślili", co sprawia, że najlepiej grać w VVVVVV mając kogoś za widza, przynajmniej nie wychodzimy na głupków gadając do siebie ;-) 

Minimalistyczna grafika rodem z Atari i 8 bitowe melodyjki nie tylko nie przeszkadzają w zabawie, one ją wręcz podkręcają, dając soczystego plaskacza w twarz każdemu, kto śmie twierdzić, że w dzisiejszych grach liczy się tylko HD, wizualne wodotryski i symfoniczna ścieżka dźwiękowa.

Nie, to nie pomyłka - ta gra naprawdę tak wygląda!
Przed zagraniem w VVVVVV nie zdawałem sobie sprawy, jak śmiertelnie nudzą mnie te wszystkie śliczne i samoprzechodzące się "hity" ze szczytów list przebojów. Mogę śmiało stwierdzić, że te kilkanaście miesięcy temu na nowo odkryłem jak przyjemnie można spędzić czas przed komputerem. Niemal jak za starych, dobrych (nawet jeśli ta dobroć to efekt filtru nostalgii) czasów. Efekt okazał się na tyle silny, że szybko zakupiłem kilkanaście innych niezależnych produkcji w Steamowym sklepiku. A później było już z górki. Dziś mam sporo ponad setkę niezależnych tytułów do ogrania - kupka wstydu, jak mawiają mądrzy ludzie.

Największym minusem VVVVVV jest czas, w jakim można go przejść - zaledwie 3 godziny. Na otarcie łez możemy co prawda odpalić etapy stworzone przez bliższych i dalszych znajomych autora, ale te nie bawią już tak bardzo jak główny wątek.

Czy polecam? Głupie pytanie, pewnie! Znakomity przedstawiciel platformówek, który dzięki twórcom gier indie dostał nowe życie. Brać bez wahania.


Piotr Wysocki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz