Adventures of Lolo, Game Boy, HAL Labs, Nintendo
Nie każdy o tym wie, lecz Adventures of Lolo, o którym za moment będę opowiadać nieco szerzej , wyszło spod dłuta twórców kultowego w niektórych kręgach i wciąż wydawanego (ostatnio na 3DS-ie) Kirby'ego. Co obie te postacie mają ze sobą wspólnego? Tak zupełnie szczerze, to kompletnie nic. Lolo jest właściwie bohaterem, na temat którego nie da się powiedzieć nic mądrego. Ot, kulka z oczami, buźką i kończynami, bez mocy, bez cech szczególnych i wyróżniającego ją charakteru. Nic zatem dziwnego, że nie stał się maskotką Nintendo.
Nie każdy o tym wie, lecz Adventures of Lolo, o którym za moment będę opowiadać nieco szerzej , wyszło spod dłuta twórców kultowego w niektórych kręgach i wciąż wydawanego (ostatnio na 3DS-ie) Kirby'ego. Co obie te postacie mają ze sobą wspólnego? Tak zupełnie szczerze, to kompletnie nic. Lolo jest właściwie bohaterem, na temat którego nie da się powiedzieć nic mądrego. Ot, kulka z oczami, buźką i kończynami, bez mocy, bez cech szczególnych i wyróżniającego ją charakteru. Nic zatem dziwnego, że nie stał się maskotką Nintendo.
Mimo nijakiego protagonisty przygody Lolo dostarczają jednak chętnemu do zabawy całkiem sporą dawkę grywalności. I z tym naprawdę nie da się kłócić. Warunek jest jeden (choć w dobie bezustannej akcji i wybuchów dla większości graczy pewnie ciężki do spełnienia) - musicie lubić gry logiczne. Całość jest bowiem zbiorem kilkudziesięciu jednoekranowych etapów, na których używając szarych komórek musimy zebrać wszystkie serduszka. Otwiera to dostęp do kuferka z kluczem, a my, dzierżąc go już w dłoniach, udajemy się do wyjścia prowadzącego na kolejny poziom. I tak w kółko, aż do napisów końcowych. I gdzie tu wymagany trening zwojów mózgowych, zapytacie, prawda? Będzie to zachowanie zupełnie na miejscu, gdyż na niewielkich arenach wszędzie czają się pułapki i wrogowie. Całkiem zmyślnie wykreowani, warto dodać. Każda przeszkadzajka dysponuje innymi cechami - jeden wróg strzela w nas, gdy tylko znajdziemy się w linii prostej od jego położenia, inny aktywuje się dopiero w momencie zebrania ostatniego serduszka, a kolejny nie robi żadnej krzywdy, ale zapada w sen po spotkaniu twarzą w twarz. Są też przesuwalne bloki, za którymi możemy się kryć przed wzrokiem niemilców i cała masa innego ustrojstwa. Aby uniknąć poczucia zagubienia, twórcy wbudowali w grę samouczek, przeprowadzający nas przez wszystkie elementy etapów. Zalecam jego ukończenie. Trwa to co prawda dobre kilkadziesiąt minut, ale rozjaśnia w głowie i zaostrza apetyt na danie główne.
![]() |
Przydałaby się czapka niewidka! |
![]() |
Eskorta godna prezydenta! |
Największą zaletą Adventures of Lolo jest niewątpliwie jego grywalność. Produkcja wciąga jak bagienko i pożera czas w niesamowitych ilościach. Dwie godziny spędzone przed konsolą upływały mi jak trzydzieści, góra czterdzieści minut. To potrafią ze mną zrobić tylko wyjątkowo wciągające tytuły. Jeśli tylko macie Game Boy'a i chcecie wrzucić mu coś na ruszt, gorąco rekomenduje Adventures of Lolo. Ja bawiłem się znakomicie i zapewne spróbuję swoich sił w dwóch kolejnych odsłonach, które wyszły wyłącznie na NESa.
Piotr Wysocki
świetna gierka ! :)
OdpowiedzUsuń