sobota, 16 sierpnia 2014

Final Fantasy X-2 [PS2] [Recenzja]

Final Fantasy X-2, PlayStation 2, PlayStation 3 (edycja HD), PSVita (edycja HD), jRPG, Square Enix 

Gra nie należy może do najnowszych, jednakże postanowiłem napisać jej recenzje (poza tym zawsze można potraktować ją jako opis do wydanej niedawno wersji HD - przyp. PW). Pytacie dlaczego? Otóż sam nie wiem:) Być może dlatego, że lubię sobie czasem ponarzekać, a X-2 daje mi sporo powodów do tejże czynności. Nie oznacza to przy tym wcale, że Final ten jest skazany na skreślenie i wieczne zapomnienie. Fani na pewno zagrają, ale wydaje mi się, iż i dla innych odsłona X-2 stanowić będzie dobry wybór. 

Twórcy wpadli na ciekawy pomysł, gdyż X-2 kontynuuje fabułę poprzedniej, oznaczonej numerkiem 10 części gry (X=10, jakby kto nie wiedział :) Jest to pierwszy sequel w historii serii Final Fantasy, co łamie wszelkie zasady i tradycje związane z serią. Akcja rozgrywa się w dwa lata po pokonaniu Sin'a. Nastał długo wyczekiwany pokój. Mieszkańcy Spiry mogą nareszcie porzucić dawne przesądy i życie w stałym strachu. Podzielili się na nowe grupy kulturowo - religijne, tj. Youth League i New Yevon. W czasie gry nie raz staniemy między wyborem, za którym z tych ugrupowań się stawić. Skoro mieszkańcy Spiry sa wolni, postanowili zająć się m.in technologią.. Za techniką stoi inna grupa, zwana Machine Faction, która trzyma się jednak bardziej z boku. To tyle odnośnie zarysu wydarzeń na Spirze, jeśliś ciekaw co dalej, zagraj sam, nie lubię robić dużych spojlerów ;) 

Nowy wizerunek bohaterek nie każdemu przypadnie 
do gustu...
Gra posiada jednak sporo niedociągnięć, niezgodności co do słynnej "dziesiątki". Nie wiadomo chociażby skąd wzięte i ominięte sphery, jakimś cudem nie zwiedzone lokacje, znajdujące się przecież w zupełnie oczywistych miejscach! Trzecią bohaterkę, Paine, widzimy zaś pierwszy raz na oczy, a ta okazuje się starą znajomą Yuny... Czasami zdarzają się ponadto małe niedociągnięcia fabularne. Może odrobinę za mocno się czepiam, ale po tym wszystkim jednak pewien niesmak pozostaje. Można było to wszystko lepiej rozwiązać. Wystarczyło się przyłożyć.

Skoro już co nieco wspomniałem o bohaterce, to przy bohaterach na chwilę się zatrzymajmy. Wlasciwie to przy BOHATERKACH. Tak, drużyna nasza składa się z 3 dziewczyn. Yuna, Rikku i Paine. Yuna i Rikku zmieniły się nie do poznania, zachowując się teraz obie bez wyjątku jak najarane, niedorozwinięte nastolatki. Niegdyś stateczna, nieśmiała Yuna i rezolutna Rikku, a teraz? Człowieka ogarnia wstyd i zażenowanie. Ja rozumiem, ze panuje na świecie Eternal Calm, ale żeby aż tak... Cieszą się, wariują z byle powodu. Paine ratuje honor drużyny i zachowuje się w miarę normalnie, jednak męska ręka zdecydowanie by się tu przydała ;). Fabula jest w rezultacie maksymalnie kiczowata, no chyba że komuś podobają się klimaty "Aniołków Charliego" ale z tym różnie bywa. Za to sama otoczka gry, jej mięsko, jest po prostu mistrzowska. Podczas przygody (warto nadmienić - nieliniowej) odwiedzimy starych znajomych i bohaterów. Wypełnimy wiele questow i nie tylko. Wielką frajdę sprawia obserwowanie losów np. Wakki i Lulu.

Walki są bardziej dynamiczne
Gra została podzielona na 5 rozdziałów, podczas których sami decydujemy co i jak chcemy robić. Albo lecimy do przodu wraz z fabułą, albo... I tu mamy dużo możliwości: ) Mnóstwo subquestow, mini gierek których jest po prostu zatrzęsienie. Zdarzają się fajne, jednak większość jest pozbawiona sensu i wrzuca na twarz minę wyrażającą skrajne niedowierzanie. W wolnym czasie możemy również kolekcjonować Dress Sphery, na których to opiera się cały system rozgrywki. Są to niejako odpowiedniki profesji z poprzednich części "Fajnala". Nowością jest to, że zmieniamy je także podczas walki, czemu towarzyszy efektowna i miła dla oka animacja (męskiego szczególnie:). Sphery te umieszczamy na sphere gridach, co daje jeszcze inne efekty. Występują też specjalne profesje, po jednej na postać. Odpowiedniki limitów w tej części. System walki jest również swoistą nowością - mutacją systemu ATB, który występował w Final Fantasy IX. Został on zmodyfikowany tym, że dodatkowo każda akcja wykonana przez postać posiada swój pasek czasu. Mocne ataki ładują się długo, a z kolei zwykły atak czy kradzież dużo szybciej. Mamy przez to wrażenie walki toczącej się w czasie rzeczywistym. Takie rozwiązanie jest całkiem efektowne i wprowadza do potyczek sporo dynamiki. Grafika, jeśli widziałeś już FF X, na kolana nie powala, jednak jest na tak samo wysokim poziomie, jeśli nawet chwilami nie wyższym. Efekty w walkach prezentują się bowiem genialnie. Voice acting wypada przyzwoicie, lecz muzyka najwyższych lotów nie jest. Niestety nie stał za nią Nobuo Uematsu, ale ostatecznie można wytrzymać bez wyciszania dźwięku, wystarczy odrobina silnej woli ;) Jest tu poza tym parę kawałków, które trzeba usłyszeć. 

FFX-2 oferuje nam kilka różnych zakończeń, co jest niemałym plusem. Podsumowując - dużo wad, kiczowatości, infantylności, jednak mimo to produkcja ta wciąga i jakby nie patrzeć, ma sporo zalet. Odsłona głównie dla fanów (bo i wyszła pod naciskiem ich żądań), a cała reszta niech najpierw spróbuje znakomitego X-a. Co zapewne skończy się tym, że również zostaną fanami i kontynuacje ukończą.


Fidek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz