środa, 27 sierpnia 2014

NOS4A2 - Joe Hill [Recenzja]

NOS4A2, Joe Hill, rok wydania: 2014, Albatros, 752 strony, średnia nota na Lubimy Czytać: 7,87/10, najniższa obecnie cena: 27,99 zł (klik)

Przy okazji równoczesnej polskiej premiery nowych powieści Stephena Kinga i Joego Hilla (dla niedoinformowanych - ojca i syna) stała się rzecz, o jakiej jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym nawet w chwili największej umysłowej słabości. Oto bowiem z dużo większym zapałem porwałem się za powieść nie Stephena, a Joego. I to nie tylko za sprawą wyjątkowo ciepłych opinii pierwszych czytelników NOS4A2 i ostatniej zadyszki Króla. Największy wpływ miała tu poprzednia historia Hilla, mianowicie omawiane niedawno na Stacji Rogi. Nawet po kilku miesiącach od zakończenia lektury moje zdanie nie uległo żadnym zmianiom - Rogi są rewelacyjne. I kropka. Tym sposobem, niejako z automatu, oczekiwania wobec NOS4A2 poszybowały w górę. Do tego stopnia, że Pan Mercedes musiał usunąć się w cień. Jak się okazało, słusznie. Bo Hill swoją powieścią zjada dzieło ojca na śniadanie 

I proszę, znów to zrobiłem. Przy okazji omawiania twórczości Hilla obiecuje sobie nie wspominać zbyt wiele o Kingu, co, jak się okazuje, jest zadaniem ponad moje siły. Na swoją obronę stwierdzę, że nie dzieje się tak bez żadnych wyraźnych przyczyn, gdyż miejscami w NOS4A2 naprawdę czuć ducha Stephena, nie wspominając już nawet o drobnych nawiązaniach do jego twórczości. Oskarżony zostaje zatem uniewinniony ;) 
Nie dajcie się jednak zwieść pozorom. Ze swoim potwierdzonym już obecnie świetnymi dziełami talentem Hill skutecznie unika nałożenia na siebie etykietki kopii taty. Ma swój własny rozpoznawalny styl, dzięki czemu fani Rogów mogą być właściwie pewni, że jego nowa książka przypadnie im do gustu. A z dużym prawdopodobieństwem wspomniany tytuł przebije. 
NOS4A2 to horror, ale nie z gatunku tych próbujących za wszelką cenę wywołać w czytelniku przerażenie i zmusić go do odruchowych wrzasków. Tu groza jest dużo subtelniejsza, wciąż i wciąż czająca się gdzieś za rogiem, czyli właśnie taka, jaką najbardziej cenię (z pewnymi wyjątkami, oczywiście, przykładem niech tu będą świetne, bezpardonowe Ruiny Scotta Smitha). Niewielu pisarzy jest w stanie za pomocą pozornie zwyczajnych elementów naszej codzienności wywołać w czytelniku uczucie lęku. U Hilla niepokój będą w Was wywoływać nawet... świąteczne piosenki. 

Główną bohaterką książki jest Vick McQueen. Spotykamy ją jako małą dziewczynkę, która pewnego dnia odkrywa sposób pozwalający jej za pomocą roweru przenieść się do dowolnie wybranego miejsca. Na przestrzeni kilku lat wykorzystuje go głównie w wyjątkowo emocjonalnych chwilach - po to, by znaleźć zgubione czy pozostawione gdzieś wartościowe z różnych względów przedmioty, wmawiając sobie później, że cała ta wyprawa była tylko wytworem umęczonej chorobą (po fakcie dostaje wysokiej gorączki) wyobraźni. Wszystko zmienia się w chwili, gdy nieco starsza już Vic po kłótni z matką wybiega z domu i wsiada na rower z wynikającym ze złości pragnieniem wpadnięcia w kłopoty. Znajduje i je, w postaci Charlesa Manxa, faceta o podobnych umiejętnościach. On jednak wykorzystuje je do porywania dzieci, które po pewnym czasie zamieniają się w nie mające wiele wspólnego z człowieczeństwem bezustannie szczęśliwe potwory, zamieszkałe w wyobrażonej Gwiazdkowej Krainie, gdzie każdego dnia jest Boże Narodzenie. Zrządzeniem losu Vicky udaje się szaleńcowi uciec, a jego samego zgarnia i wsadza za kratki policja. To jednak dopiero początek tej historii. Prawdziwa opowieść zaczyna się kilkanaście lat później, kiedy Charles wydostaje się na wolność... 

Jakkolwiek dziwnie moje nieudolne streszczenie wyjściowego punktu fabuły by nie brzmiało, tę pokaźną objętościowo powieść (750 stron) pochłania się z wciąż rosnącym apetytem, w finale autentycznie żałując, że to już koniec. Proces zaprzyjaźniania się ze zdecydowanie nie będącą wzorem cnót bohaterką trochę trwa, ale kiedy już zaczynamy jej kibicować, to całym sercem. Bohaterzy, nawet ci z drugiego planu, są pełnokrwiści w sposób, którego nawet obecny King nie jest w stanie osiągnąć. To ogromna zaleta tej książki. 
Jak już pewnie się zorientowaliście, horror przemieszany jest w niej z elementami fantasy, które im dalej w treść, tym mocniej się zarysowują. Ale to nie wszystko, bo - jak i ojciec - Hill dużo czasu poświęca wątkom obyczajowym, pozwalającym poznać wszystkich istotnych bohaterów powieści niemalże od podszewki. Całość sprawia przy tym wrażenie przemyślanej i dopracowanej w każdym calu, od pomysłu, po wszystkie sceny i finał. Mógłbym się czepiać rozmaitych drobiazgów, ale w tym wypadku nie ma to żadnego sensu - w morzu zalet są po prostu nieistotne. 

Czy polecam? Jak diabli. Dużo bardziej niż Pana Mercedesa, który - co zważywszy na popularność Kinga nie dziwi - sprzedaje się w naszym kraju jak ciepłe bułeczki, lądując na top listach księgarni, podczas gdy Hill błąka się gdzieś na uboczu, skryty w głębokim cieniu. Jakże niesłusznie. Dajcie mu szansę wyjść na światło dzienne. Nie będziecie rozczarowani, to mogę Wam obiecać. 

Piotr Wysocki

9 komentarzy:

  1. Ta książka ma 750 stron??? Jak dobrze, że czytuję ebooki ;). Planuję zakup tej powieści już od jakiegoś czasu. Nie przepadam za horrorami, ale skoro groza jest tutaj subtelna, a wątki obyczajowe rozbudowane, to być może uda mi się choć trochę zmienić do nich nastawienie. Poczekam może, aż przyjdzie zima i świąteczny nastrój. I wtedy przeczytam :D. W razie czego dopisuję Hilla na listę najbliższych zakupów, żeby przypadkiem gdzieś mi nie umknął...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę można czytać bez utraty klimatu nawet latem, bo w końcu to właśnie wtedy toczy się jej akcja (kolędy słyszane w środku lata - właśnie przez ten fakt wrzucają na plecy ciary). Dopisuj, koniecznie :)

      Usuń
  2. Wow! Ależ tomisko. Czasami lubię czytać horrory, także kto wie. Ale objętość jest przytłaczająca ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesujące tomisko - ale oczywiście w czasie roku szkolnego nie będę miała na nie czasu ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Będę musiał to kupić, tym bardziej, że słyszałem już o tej książce trochę dobrego :) Mała uwaga - w jednym ze zdań użyłeś podwójnego stopniowania. Nie może być "bardziej subtelniejsza". Jak jest 'subtelniejsza', to 'bardziej' nie jest już potrzebne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, za moment poprawię :) Na upartego dałoby się zapewne znaleźć jeszcze kilkadziesiąt usterek. Lubię pisać i piszę właściwie od dzieciństwa (do dziś mam kolekcję ponad dwudziestu własnoręcznie zrobionych magazynów o grach ;), a pomimo 28 lat na karku wciąż nie potrafię uwolnić się z ram przeciętnego blogera. Chyba osiągnąłem swój limit :-P

      Usuń
  5. Cieszę, że syn poszedł w ślady ojca. Więcej do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę jest taka super ? Mam ją na półce, ale jakoś nie jestem przekonana do horrorów, chyba muszę się przemóc i przeczytać !

    OdpowiedzUsuń
  7. Przedwczoraj zamarzyłam o pierniku, więc go upiekłam i z przyjemnością zjadłam (oczywiście nie sama). Czyżby to była tęsknota za Gwiazdką...
    Zaciekawiła mnie ta Gwiazdkowa kraina, a że twórczości Joego Hilla nie znam, mało tego, należałam do grona tych niedoinformowanych, to chętnie poznam tę książkę. Czasami trudno uniknąć porównań.

    OdpowiedzUsuń