środa, 24 września 2014

Carmageddon [Android] [Recenzja]

Carmageddon, producent: Stainless Gamest Ltd, Android, cena: 3,50 zł (klik)

Kto od kilkunastu lat lubi gry i nigdy nie słyszał o Carmageddonie, niech podniesie rękę? Żadnych kończyn w górze? Tak myślałem. Ta kontrowersyjna i w sumie do dziś mocno nietypowa gra wyścigowa wylądowała jakiś czas temu na urządzeniach z systemem Android, co przyjąłem z diabolicznym uśmiechem na twarzy, porównywalnym jedynie z tym, którego widzicie tuż obok na twarzy Maxa Damage'a. A użyłem słowa nietypowa, bo jedyną (no, niemal jedyną) zasadą na torze jest... brak jakichkolwiek zasad. Otóż to, dźwięk wyginanej blachy, czołowych zderzeń i eksplozji towarzyszy nam tu w akompaniamencie... cóż, przedśmiertnych jęków rozjeżdżanych ludzi, a nawet krów (sic!).

Siedzący za kierownicą Max co chwilę
rozbraja gracza swoimi minami
Krótko o przebiegu zabawy. Dowolność działań jest spora, gdyż to, w jaki sposób wygramy wyścig, zależy tylko od nas. Możemy oczywiście w klasyczny i elegancki sposób dojechać do mety jako pierwsi, ale cóż w tym szalonego, prawda? Zdecydowanie lepszą opcją jest efektowne i bezpardonowe zdemolowanie wszystkich wozów przeciwników. O, tak, zdecydowanie lepszą! A przy okazji rozjedziemy kilkaset przechodniów i zwierząt (wspomniane krowy, sędziwe staruszki - już wiecie skąd te kontrowersje. Gra zrobiła tyle szumu, że w niektórych krajach zamiast ludzi kosimy zombie), co da nam dodatkowy czas i punkty, zbierzemy bonusy (pozytywne i negatywne, po jednym na przykład odbijamy się od otoczenia jak gumowa piłka), i po prostu porządnie się wyżyjemy. Bo w końcu to tylko gra. Szalenie wciągająca, dodajmy.

Zniszcz, zniszcz, zniszcz wszystko!
Tras jest sporo, ale przy intensywnej rozgrywce starczają zaledwie na kilka dłuższych wieczorów. Zachęcam do gry na wyższych stopniach trudności, bo tylko wtedy przeciwnicy stanowią jakieś wyzwanie i zabawa nabiera prawdziwych rumieńców. Wówczas naprawdę ciężko się oderwać od telefonu bądź tabletu. I to nie tylko męskiemu gronu odbiorców, gdyż moja znajoma ukończyła całość w trzy dni i wciąż było jej mało ;-) Jeszcze podczas pobierania i instalacji Carmageddona obawiałem się dotykowego sterowania, te jednak rozwiązane jest zwyczajnie bezbłędnie. Kilka chwil i już pędzimy na złamanie karku bez najmniejszych pomyłek. Jednym ruchem ręki można też odsłonić mapę, co często okazuje się niezwykle przydatne - trzeba przecież wiedzieć gdzie są nasze cele, tfu przeciwnicy.

Strona wizualna solidna, grafika wyświetla się w podwyższonej rozdzielczości, a silnik, na którym produkcja hula zoptymalizowany jest bardzo dobrze i gra nie muli nawet na moim starym tablecie Tracer OVO 2.1. Wszystko porusza się płynnie nawet przy ekstremalnych prędkościach i konkretnych zadymach. Owszem, w porównaniu do nowych ścigałek nie ma tu niczego oszałamiającego, ale to tylko odświeżona klasyka, ciężko więc oczekiwać fotorealizmu. Dźwięk jest zaś bez zarzutu. Nasze uszy zostają potraktowane samplami znanymi wszystkim tym, którzy mieli kiedyś przyjemność obcowania z oryginałem. Słowem podsumowania - Cudo. Trzeba zagrać.

Ocena: 9/10

Piotr Wysocki

4 komentarze:

  1. Nie słyszałam nigdy o tej grze, bo od kilku już lat nie gram. Przerzuciłam się teraz na książki i tak jakoś wyszło :) Ale mój bratanek przejął po mnie pasję, gdyż namiętnie grywa w różne ciekawe gry, dlatego zapytam się, czy ma Carmageddona. Jak nie będzie miał, to mu polecę twoją recenzje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czytam, gram, oglądam filmy i seriale - da się to wszystko jakoś pogodzić. Z trudem, ale da.

      Usuń
  2. Jeju, znowu gra ;P Na książki czekamy, duuużo ksiązek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równowaga musi być, a recenzja książki wpadła wczoraj :)

      Usuń