wtorek, 21 października 2014

Cyberia [PC] [Recenzja]

Cyberia, Xatrix Entertainment, PC, PSOne, Sega Saturn, 3DO, 1994, MS-DOS, 2 CD

Experience the future - tymi oto wydrukowanymi na pudełku słowami, a znajdującymi się tuż pod tytułem gry, Cyberia kusiła buszujących po półkach sklepów z grami miłośników elektronicznej rozrywki z początku lat 90. I coś było na rzeczy, gdyż w debiutanckim dziele studia Xatrix Entertainment, które wypuściło w kolejnych latach hity takie jak Redneck Rampage czy Kingpin, znaleźć można było to, o czym jeszcze kilka lat wcześniej w erze dyskietek nikomu się nawet nie śniło. I to w pełni wystarczało. Uczucie czynnego udziału w wysokobudżetowym filmie akcji przesłaniało wszelkie usterki i ograniczony gameplay, a tytuł zbierał w prasie naprawdę wysokie noty. I choć dziś potrzeba już sporo samozaparcia i bezkrytycznej miłości do klasyki, by cieszyć się Cyberią, to uważam, że warto poświęcić jej chwilę czasu.    

Rok 2027. Po zupełnym załamaniu światowej ekonomii na Ziemi zapanował chaos, a władze nad planetą powoli przejmują kartele najgorszego sortu kryminalistów. Jedyna nadzieja w organizacji Free World Alliance, której członkowie starają się doprowadzić do starego porządku rzeczy. Wcielamy się w Zaka, jednego z najlepszych na świecie hakerów, który odsiaduje obecnie wyrok za swoje nielegalne działania. Kierujący FWA William Davlin przychodzi do niego z propozycją nie do odrzucenia - skrócenie odsiadki w zamian za czynny udział w akcjach przeciwko Złym Ludziom. Zak nie waha się długo, w końcu poczucie płynącej w żyłach adrenaliny to coś, co go napędza i bez czego żyć nie potrafi. Tak zaczyna się największa i najniebepzieczniejsza przygoda jego życia.

W Cyberii znalazło się nawet miejsce na scenę miłosną.
Z dzisiejszej perspektywy Cyberia jest po prostu jedną z wielu gier epoki CD, warto jednak pamiętać, że premiera tego tytułu nastąpiła w 1994 roku, kiedy czytniki krążków nie stanowiły jeszcze standardowego wyposażenia każdego domowego komputera - nie wspominając nawet o sytuacji na naszym rodzimym podwórku, gdzie o napędzie CD-ROM większość z nas mogła sobie wówczas co najwyżej pomarzyć. To właśnie wtedy badający nowe nośniki producenci z zachodu zachłysnęli się ich nieograniczoną, jak mogłoby się wydawać, pojemnością i przez kilka kolejnych lat taśmowo tworzyli produkcje, w których nie tyle graliśmy, co oglądaliśmy spektakularne filmiki. Być może tego właśnie ówczesny gracz potrzebował, bo przez pewien okres czasu również recenzenci ulegli zaślepieniu multimedialnymi bajerami i znaczna część wydanych na płytach CD tytułów zbierała maksymalne noty (wystarczy sobie przejrzeć dowolny numer Gamblera z z końca 1994 i początku 1995 roku).

Wierzcie albo nie, ale takie widoki szokowały kiedyś
realizmem.
Trzeba jednak przyznać, że pomimo swoich wad Cyberia jest w miarę interaktywna i pozwala spędzić dłuższą chwilą z dżojstikiem czy myszą w dłoni. Co interesujące, mamy tu do czynienia z gatunkowym miksem. Obok częstych misji lotniczych, w których strzelamy do wrogich statków (etapy na szynach - do nas należy wyłączcie prucie w maszyny nieprzyjaciela, sterowaniem maszyny zajmuje się komputer), mamy też etapy chodzone, gdzie rozwiązujemy zagadki, błądzimy po labiryntach i - rzecz jasna - staramy się nie zginąć. O śmierć zaś nietrudno, gdyż na życie bohatera czyha właściwie wszystko i wszyscy. Przed przystąpieniem do zabawy warto zaparzyć sobie ziółka, aczkolwiek dzięki częstym punktom autozapisu ani razu nie naszła mnie chęć rozbicia monitora. To spora zaleta tego tytułu Całość jest do ukończenia w kilka godzin, ale, o ile już nauczymy się co, jak i dlaczego, są to godziny spędzone przyjemnie. W porównaniu do wielu tytułów z tamtego kresu czasu, próg wejścia do Cyberii szczególnie wysoki nie jest. 

Oprawa graficzna budzi dziś jedynie uśmiech politowania, mając jednak na względzie fakt, że powstała 20 lat temu, nie sposób się nad nią nie pochylić. Co by nie mówić, dokonanie takich rzeczy w rozdzielczości 320x200 (sic!) na pewno nie było kaszką z mlekiem. Wszelkie animacje są efektowne, podane z hollywoodzkim rozmachem i profesjonalnie udźwiękowione. Twórcy szczycili się ponadto realistycznymi ruchami bohaterów oraz pełną synchronizacją ruchu ust z dialogami. To musiało robić kolosalne wrażenie.

Wystawienie obiektywnej oceny końcowej przychodzi mi z trudem. Od razu zastrzegam, że jest to tytuł, po którego sięgnąć może tylko zatwardziały miłośnik klasyki. Wychowany na CoD i całej reszcie produkcji AAAfull HD gracz odbije się od prymitywnej oprawy, ograniczonej interaktywności i ciągłego przymusu ładowaniu zapisanych stanów rozgrywki, przyznając Cyberii jeden punkt na dziesięć możliwych. Jeśli jednak dzieła z zeszłego stulecia łykacie z archeologicznym zacięciem, twór Xatrix Entertainment przyniesie Wam sporo satysfakcji. Co by o nim nie mówić, na pewno stanowi jedną z cegiełek tego, co obserwujemy na naszych monitorach w dniu dzisiejszym. 


Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Będę szczera - nie znam się na grach, a obecne są one w moim życiu tylko wtedy jak mój mąż całą noc siedzi nad jakąś nowością lub stoimy w okropnie dużej kolejce na premierze jakiejś gry :]
    Tej gry nie znam i raczej nie poznam :)

    OdpowiedzUsuń