środa, 29 października 2014

Face Noir [PC] [Recenzja]

Face Noir, Mad Orange, IQ Publishing, PC, cena: 45 złotych

Zastanawialiście się kiedyś, jak wypadłoby połączenie klasycznego kryminału z typowymi dla gatunku science-fiction motywami paranormalnymi? Ja nie, a jednak za sprawą Face Noir przyszło mi posmakować takiej właśnie mieszanki. Czy dzieło włoskiego studia o przeuroczej nazwie Mad Orange przyniosło mi oczekiwaną dawkę frajdy? O tym poniżej.

Wszystko zaczyna się dość nietypowo, bo od... śmierci głównego bohatera, który to po krótkiej wymianie zdań z jakimś wysoko postawionym zbirem dostaje kulkę w serce i pada bezwładnie na chłodny beton. Tuż po tym następuje cofnięcie się czasu do chwili, w której Jack del Nero - gdyż tak sterowany przez nas jegomość się zwie - prywatny detektyw i były policjant, przyjmuje zlecenie, które niedługo później doprowadzi go do marnego końca, jakiego byliśmy przed momentem świadkami. Zabieg, trzeba przyznać, dość odważny, ale budzący zainteresowanie i solidnie przykuwający do ekranu monitora. Zadanie Jacka jest w każdym razie proste i udaje mu się z nim uporać w kilka godzin. Fucha może niezbyt ambitna, ale pieniądze to pieniądze, nie można wybrzydzać, zwłaszcza gdy wysłużony portfel świeci pustkami, a wynajmujący mieszkanie Rosjanin z coraz większą dezaprobatą przyjmuje nieustanne odwlekanie momentu zapłaty czynszu. Wszystko sypie się w nocy wraz z pierwszym dzwonkiem telefonu. Osoba po drugiej stronie słuchawki utrzymuje, że w mieście pojawił się ktoś, o kim Jack raczej nie chciałby w tej chwili myśleć - Sean, były partner z policji, przez którego del Nero spędził rok za kratkami. Zainteresowany szczegółami postanawia jednak jechać w umówione miejsce. Na swoje nieszczęście, gdyż zamiast oczekiwanych odpowiedzi bohater potyka się o zwłoki Seana. Tuż po tym zjawia się policja, a Jack z próbującego jakoś związać koniec z końcem zapijaczonego detektywa zmienia się w głównego podejrzanego o zabójstwo. Do nas należy misja oczyszczenia go z niesłusznych zarzutów. Czas ucieka, a problemy nawarstwiają się z każdą upływającą chwilą...

Fabuła Face Noir to jedna z najmocniejszych stron tego tytułu. Wciąga, jest odpowiednio pogmatwana i ciekawie poprowadzona. Przynajmniej przez większość czasu, bo finał zaczyna przeobrażać klimatyczny kryminał w nieco przesadzoną historię science-fiction, gdzie prym wiodą tajne organizacje, zjawiska paranormalne i cała reszta mocno wytartych schematów. Trudno nazwać to wielką wadą, bo zanim zaczniemy kręcić nosem, już oglądamy napisy końcowe. Warto dodać, że ma to miejsce w zupełnie niespodziewanej chwili, gdyż fabuła  urywa się w połowie, zostawiając nas z masą pytań bez udzielonych odpowiedzi, za sprawą czego można być niemalże pewnym (i tak jest w istocie), że druga część jest w produkcji, jak również tego, że dla odmiany będzie czymś w rodzaju mocno zakręconego odcinka Z Archiwum X. Czy to dobrze czy źle, zweryfikuje czas. Póki co mogę tylko powiedzieć, że wolałbym, aby rzecz była konsekwentnie prowadzona w kierunku kryminału, lecz nie można wykluczyć, że scenarzysta sprawnie poradzi sobie na nowych torach opowieści. Jakby nie było, szykuje się sporo emocji. Mam nadzieję, że kontynuacja również trafi do naszych sklepów, bo nie lubię porzucać gier, filmów czy książek w połowie, a takie poczucie gnębi mnie po ukończeniu Face Noir.

Potomek deweloperów z Mad Orange to niemalże czystej krwi przygodówka, będziemy zatem co krok zmuszani do korzystania z szarych komórek. Zagadki odgrywają w Face Noire istotną rolę, jest ich dużo i są stosunkowo zróżnicowane. Czasem wystarczy na coś spojrzeć bądź manipulować odpowiednim obiektem, czasem z kimś pogadać, ale najczęściej przyjdzie nam zbierać i używać przedmiotów, wyciągać - czy to przekupstwem czy oferowaną pomocą - z ludzi informacje, rozwiązywać rozmaite łamigłówki (odpowiednie ustawienie metalowych elementów, które utworzą most, złożenie... zabawki, przeczesywanie map, składanie do kupy podartej wizytówki itd.), korzystać z wytrycha (prosta mini gra) a nawet przemykać niezauważenie za plecami różnych typów spod ciemnej gwiazdy. Nie sposób się nudzić, zwłaszcza że poziom trudności został ustalony na optymalnym pułapie i przez te 12 godzin rozgrywki ani razu nie zdołałem na dłużej się zaciąć. Miło.

Mamy więc ciekawą fabułę, tuziny zagadek, interesujących bohaterów i co najmniej kilkanaście godzin przyjemnej rozgrywki - w dobie gier na jeden wieczór wynik zaiste imponujący. Czas na kilka słów odnośnie oprawy, która wszystko powyższe przekazuje nam w formie audiowizualnej. Zacznijmy może od muzyki, gdyż to ona jako pierwsza rzuca się w uszy ;) Naszym poczynaniom towarzyszy przyjemny i klimatyczny Jazz, co w przypadku osadzenia akcji w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku było idealnym wyborem. Nie da się ukryć, że żaden z kawałków nie wrzuca co prawda ciarek na plecy porównywalnych do obcowania z soundtrackiem z Jacka Orlando, ale słucha się tego zwyczajnie dobrze. Jeśli jednak ścieżka dźwiękowa wyjątkowo przypadnie Wam do gustu, na płycie znajduje się bonus w postaci plików ze wszystkimi utworami, które można sobie wrzucić na odtwarzacz MP3. Miły dodatek. Nieźle wypadł również dobór aktorów do poszczególnych postaci. Jack brzmi dokładnie tak, jak brzmieć powinien zapijaczony i nieco zgryźliwy detektyw, a rzucane przez nieco co jakiś czas włoskie przekleństwo (dannazione!) jest tak chwytliwe, że chyba sam zacznę go używać ;) Cała reszta postaci również została obdarzona pasującymi do ich charakterów głosami. Jedyny minus, to brak nałożenia odpowiednich filtrów podczas dialogów prowadzonych przez telefon czy policyjne radio - nasz rozmówca brzmi tak, jakby stał tuż obok, co sprawia co najmniej dziwaczne wrażenie. 
Strona graficzna to średnia gatunkowa półka. Silnik jest wyraźnie przestarzały i nie obsługuje nawet wysokich rozdzielczości, ale nadrabiają to ładnie przygotowane lokacje, które przeczesuje się za pomocą kursora z wielką przyjemnością. Jest ich całkiem sporo, tu i ówdzie pojawiają się jakieś animowane elementy, a cały obraz delikatnie smuży, dając efekt obcowania ze starym, nieco spłowiałym filmem. Przerywniki filmowe to zaledwie statyczne obrazki doprawione głosem aktualnie sterowanej przez nas postaci (otóż to, przyjdzie nam kierować  dwoma bohaterami), co na kolana nie rzuca, ale i nie przeszkadza. Operując niskim budżetem trzeba iść na pewne ustępstwa, co ekipie z Mad Orange udało się zrobić w sposób nie przynoszący wrażenia, że czegoś w grze brak.

Face Noir naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło. To solidna i wciągająca przygodówka, którą jestem  w stanie polecić każdemu miłośnikowi gatunku. Dobrze bawić będą się zarówno nowicjusze, jak i weterani. Pod tym kątem mamy do czynienia z idealnie wysmażonym kawałkiem kodu. Za sugerowaną kwotę 50 złotych zdecydowanie warto, zwłaszcza że w pudełku znajdziemy również drukowaną instrukcję i plakat w jednym - co nie jest dziś takim znów standardem.


Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Bardzo mnie zachęciłeś opisem tej gry. Może nie jestem znawczynią i nie grywam zbyt często, ale z chęcią spróbuję :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam retrospekcyjne literackie początki i książki zostawiające nas na rozdrożu dróg :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po skrinach wygląda dobrze. Kupię, ale dopiero w przyszłym miechu :)

    OdpowiedzUsuń