czwartek, 27 listopada 2014

Miasto Słońca - David Levien [Recenzja]

Miasto Słońca, David Levien, Papierowy Księżyc, kryminał/thriller, 376 stron

Dla Jamiego Gabriela dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie. Poranna pobudka, szybkie doprowadzenie się do jako takiego porządku, a następnie opuszczenie domu, by jeszcze przed szkołą zdążyć rozwieźć gazety. Nastolatek wsiada na rower, rusza przed siebie i... znika bez śladu. Rodzice Jamiego alarmują policję, ta jednak po kilku dniach starań wciąż nie dysponuje żadnym punktem zaczepienia i bezradnie rozkłada ręce. Paul, ojciec chłopca, w akcie desperacji zwraca się o pomoc do Franka Behra, prywatnego detektywa, byłego gliniarza, który obecnie boryka się z problemami osobistymi. Mężczyzna - choć niechętnie - postanawia zaangażować się w poszukiwania. Rozpoczyna się walka z czasem. Z każdą godziną maleje prawdopodobieństwo odnalezienia Jamiego żywego.

Na początku wypada się z czegoś zwierzyć - mam do Miasta Słońca dziwaczny sentyment. Była to jedna z pierwszych powieści wydanych przez raczkujący wówczas Papierowy Księżyc, a ja, miłośnik wszelkich horrorów, thrillerów i kryminałów, bardzo szybko wziąłem ich nieliczne jeszcze propozycje na celownik. I choć znajdujący się z tyłu okładki zarys fabuły Miasta Słońca brzmiał niczym opis kolejnego, schematycznego przedstawiciela literatury wagonowej, to szybki wgląd w losowo wybrany fragment jednego z rozdziałów rozbudził mój apetyt na tyle, bym bez wahania wysupłał przy kasie wymaganą kwotę i wrócił do domu z zamiarem szybkiego zatopienia się w lekturze. I nawet jeśli pod wieloma względami historia ta opiera się na wytartych kliszach, to dzięki niezwykle sprawnie poprowadzonej intrydze oraz solidnie dopieszczonej warstwie obyczajowej przestaje mieć to jakiekolwiek znaczenie. To jedna z tych powieści, którą czyta się na jednym wdechu. Dosłownie.

David Levien, z zawodu scenarzysta i producent filmowy, zdaje się doskonale wiedzieć, w jaki sposób przykuć czytelnika do snutej przez siebie historii. Równomiernie dawkuje napięcie i powoli odkrywa kolejne karty, dzięki czemu właściwie od sceny otwierającej książkę - w której obserwujemy chłopca na chwilę przed tym, nim zostaje porwany - aż po sam jej finał towarzyszą nam silne emocje i stały syndrom jeszcze jednego rozdziału. Doświadczenie nabyte podczas pracy nad filmami widoczne jest tu jak na dłoni. Jestem autentycznie zdziwiony, że do dziś nie powstała ekranizacja - gotowy scenariusz czeka przecież w księgarniach. Jedyny zgrzyt to nieco pospieszne zakończenie. Na tle poprzedzających je wydarzeń wydaje się być pozbawione odpowiedniej siły, choć nie zmienia to faktu, że po przeczytaniu ostatniego zdania książkę odkładamy będąc w pełni usatysfakcjonowani. 
Poza trzymającym w ciągłym napięciu biegu wydarzeń wspomnieć wypada również o bardzo udanej kreacji wszelkich występujących na kartach powieści postaci. Frank Behr, prywatny detektyw, którego poczynania obserwujemy, to gość z krwi i kości. Naznaczony bolesną przeszłością, nie zawsze przyjemny w obyciu, nie zawsze schludny, popełniający błędy, ale mimo wszystko dający się lubić. 
Przekonująco wypadają przy tym dialogi, niezwykle istotny dla mnie element, którego nieodpowiednie dopracowanie jest w stanie zepsuć przyjemność z poznawania nawet bardzo ciekawej historii. Prawdopodobnie spora w tym zasługa polskiego tłumacza, który wykonał swoją pracę na piątkę z plusem. 

Pozostaje tylko żałować, że Miasto Słońca przeszło w naszym kraju właściwie bez echa. Z ciekawości wrzuciłem tytuł w Google; ku mojemu zdziwieniu wyskoczyło zaledwie kilka recenzji. Niedużo, jak na książkę będącą na rynku od pięciu lat. To naprawdę dobrze napisana, wciągająca, utrzymana w równym tempie i poparta solidnie rozbudowanym tłem powieść kryminalna z dreszczykiem. Ma ogromne szansę spodobać się zarówno gatunkowym nowicjuszom, jak i starym wygom, którzy niejedną parę zębów na tego typu opowieściach zjedli. Warto.

Słowo do wydawcy - może by tak przełożyć na nasz język kolejne tomy serii z Frankiem Behrem? ;)


Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Skoro tak zachęcasz, chętnie przeczytam. Książka wydaje się być ciekawa, a tu proszę - tak niewiele osób ją zna,Zmieńmy to :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że książka może mnie zaciekawić, będę o niej pamiętała. Wątek zniknięcia chłopca na pewno wzbudzi we mnie emocje. Ponoć dobrego pisarza można poznać po dialogach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozostaje mieć nadzieję, że Twoja recenzja zachęci innych do lektury - mnie zdecydowanie tak :) Muszę tylko zarezerwować sobie odpowiednio dużo czasu, bo skoro aż tak wciąga to zakładam, że wszystko inne zejdzie na boczny plan :)

    OdpowiedzUsuń