poniedziałek, 24 listopada 2014

Talizman - Stephen King [Recenzja]

Talizman, Stephen King, Peter Straub, Prószyński i S-ka,752 strony, cena w sklepie wydawcy: 31,10 zł

Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat twórczość Petera Strauba próbowała wedrzeć się do naszego kraju kilkukrotnie (Rebis, MAG, Prószyński), jednak za każdym razem równie bezskutecznie. Do dziś przełożono na język polski stosunkowo niewielką część dorobku pisarza, a większość z nas mgliście kojarzy go wyłącznie dzięki dwóm ceglastym powieściom napisanym wespół ze Stephenem Kingiem. Szkoda, bo jeśli czytając Talizman ciężko było mi powiedzieć, kto napisał dany fragment historii, to z całą pewnością mogę stwierdzić, że pochłaniałbym jego twórczość niczym wygłodzony wilk. Właśnie tu i teraz

Jeśli czytaliście kiedyś "Danse Macabre", wiecie zapewne, że King jest zapalonym fanem dzieł Strauba. W pewnym okresie czasu obaj panowie się zaprzyjaźnili, a podczas któregoś z wielu wieczorów spędzonych na pogaduchach i popijaniu piwa Stephenowi wpadł do głowy luźny pomysł, by napisać coś wspólnymi siłami. Peter nie miał nic przeciwko. I tym sposobem narodził się Talizman, a lata później Czarny Dom. Niedawno zaś doszły nas słuchy, że duet zabiera się za stworzenie ostatniej części trylogii opowiadającej o Jacku Sawyerze. Najwyższa pora, chciałoby się rzec, gdyż obaj pisarze swoje lata na karku już mają ;)

Talizman to powieść przypisywana do gatunku fantasy, którego z zasady omijam szerokim łukiem, jedynie od czasu do czasu (i pod wpływem impulsu) sięgając po coś go reprezentującego. Z tej też przyczyny do książki przymierzałem się kilka długich lat, podczas których jej grzbiet każdej nocy z niemym wyrzutem spoglądał na mnie z półki nad łóżkiem. Do wielu miesięcy zwłoki przyczyniła się również ogromna rozpiętość w opiniach czytelników - od pozytywnych po zupełnie miażdżące.  Do lektury przystąpiłem zatem z pewną rezerwą. I rzeczywiście, początek, choć intrygujący i świetnie napisany, rozwija się dość leniwie, za sprawą czego pierwsze dwieście stron trawiłem cały tydzień. Pozwólcie się jednak tej historii wciągnąć, pokochajcie jej bohaterów, a zapewniam, że do samego końca będziecie przerzucać strony z poczuciem obcowania ze znakomitym kawałkiem prozy. 
Fabuła Talizmanu nie jest szczególnie skomplikowana. Całość toczy się wokół dwunastoletniego Jacka Sawyera, który wraz z matką przybywa do hotelu w New Hampshire. Kobieta, była gwiazda kina klasy B, choruje na raka - siejącego w jej ciele takie spustoszenia, że właściwie z dnia na dzień wygląda na coraz słabszą i bliższą odejścia. Podczas zwiedzania najbliższych okolic Jack spotyka tajemniczego czarnoskórego mężczyznę, Speedy'ego Parkera, od którego dowiaduje się, iż istnieje świat alternatywny, gdzie Dwójniczka matki chłopca - królowa Terytoriów (tak zwie się ów rzeczywistość) - również jest na skraju śmierci, a tylko on może uratować obie kobiety. W tym celu musi jednak wyruszyć w długą i pełną niebezpieczeństw podróż po tytułowy Talizman. Zdesperowany Jack przystaje na propozycję. Nie wiedząc jeszcze, że wyprawa ta zmieni go na zawsze, wyposażony w kilka przedmiotów przekazanych przez Parkera, rusza przed siebie. Walcząc z przeciwnościami losu i przeskakując pomiędzy światami, powoli zbliża się do swego celu...

Okładkę zdobi praca Vincenta Chonga
My zaś mu w trakcie tej misji towarzyszymy. Talizman, co zapewne sprawiło, iż powieść czytało mi się tak dobrze, to fantasy tylko połowicznie, gdyż spora część wydarzeń (tak jak w przypadku całej Mrocznej Wieży) toczy się tu w dobrze znanej nam rzeczywistości, a nawet Terytoria - choć zamieszkane przez masę dziwacznych istot - nie wydają się tak bardzo jej obce. W książce znajdziemy wątki typowe dla rozmaitych gatunków literackich, dzięki czemu całość nie staje się w żadnym momencie nużąca i monotonna. Pomysłowość Kinga i Strauba w kreowaniu kolejnych wydarzeń budzi szczery podziw, a spójność i równy styl pisarski obu panów sprawiają, że ciężko jednoznacznie stwierdzić, kiedy kończy pisać jeden, a zaczyna drugi. Próbowałem, możecie mi wierzyć. Można wręcz ulec złudzeniu, że wymieniali się piórem co każde zdanie, stąd też ów przenikanie się stylów. Pod względem warsztatowym Talizman zasługuje na piątkę z plusem. Opisy są niezwykle plastyczne i do tego stopnia pobudzające wyobraźnie, że chwilami czułem się, jakbym autentycznie był tam, gdzie bohaterowie. Sporo osób zarzuca autorom stworzenie bezbarwnego i doprowadzającego swą dobrocią do wymiotów protagonistę. Jeśli mam być absolutnie szczery, kompletnie się z tym nie zgodzę. Jack to po prostu dobry chłopak, jednak na pewno nie kryształowy. Ma swoje wady, popełnia błędy, potrafi soczyście zakląć, napić się wina, odczuwa pierwotną satysfakcję po zabiciu wyjątkowo paskudnych wrogów, a raz (choć nieświadomie) zdarza mu się nawet być na haju - serio, to ma być ideał? ;)

Rozumiem jednak to, że Talizman nie każdego jest w stanie rzucić na kolana i część z czytelników nie zdołała nawet dotrwać do finału. Nie jest to powieść o teledyskowym tempie, ciągłych potyczkach i akcji nie pozwalającej nawet na chwilę oddechu. Nie jest to również horror, czego wielu bez zwątpienia oczekiwało. W zamian otrzymujemy wyjątkowo smakowitą mieszankę gatunkową, która odpowiednio dawkowana przynosi kupę frajdy i nierzadko skrajnie różnych emocji (końcowe sceny w Sunlight Home trzymają w doprowadzającym do szaleństwa napięciu, by tuż po nich wycisnąć kilka łez). Wystarczy odrobina cierpliwości i umiejętność wchłaniania budowanego przez Kinga i Strauba klimatu - jeśli dysponujecie obydwiema cechami, Talizman zapamiętacie na długo. Rewelacyjna książka. 


Piotr Wysocki

16 komentarzy:

  1. Nie przepadam za Kingiem i trzeciego podejścia do jego twórczości już chyba z mojej strony nie będzie…
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam książki Kinga, więc tą też muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba się skuszę i przeczytam, bo lubię Kinga :) [ Szept Myśli ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... to może być coś dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kinga jeszcze nie znam, wiec nie będę sięgać teraz po ten tytuł, ale kto wie, w przyszłości może sięgnę. Duety są zwykle ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię wybrane książki Stephena Kinga. Tej jeszcze nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam, czytałam, ze względu na Kinga. To połączenie ze Straubem nawet mi się podobało :) Ciekawe co powiesz o kolejnej części ? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze nic od Kinga, cały czas wydaje mi się, że nie jest on dla mnie. Jednak, ta książka wydaje mi się ciekawa. Będę ją mieć na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No nie sądzę, żeby ktoś po Kingu spodziewał się "teledyskowego" tempa (fajne określenie swoją drogą :D). A jeśli tak, to pewnie nie jest znawcą tego typu literatury. Z kooperacyjnych lektur jeszcze nic nie czytałem, ale mieszanka Kinga ze Straubem mogłaby być ciekawa. Swoją drogą ciekawe czy da się znaleźć jakąś książkę samego Strauba po polsku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem w trakcie "Martwej Strefy" i wydaje mi się, że początek pasuje bardziej pod melodramat, niż horror. :D W każdym bądź razie, chyba się skuszę :)

    A tak przy okazji, mam przyjemność nominować Cię do Liebster Blog Award. Więcej na moim blogu: wantescape.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kinga mam przed sobą, ale połączenie z fantastyką myślę, że w tym wydaniu bardzo by mi się spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uczę się ostatnio doceniać debiuty :) z chęcią poznam i ten :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Patrząc subiektywnie mogę jedynie powiedzieć, że w duecie z Kingiem nikt nie ma szans wypaść naprawdę źle. I chociaż faktycznie nie jest to skomplikowana książka to bardzo przyjemna w odbiorze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja właśnie lubię Kinga w takim typie powieści;) Jakoś podoba mi się ta mieszanina gatunków. Mam na półce i na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Co do Kinga mam mieszane uczucia. Nie wiem czy bym się odnalazła w tej książce, ale może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  16. Połączenie gatunków w tej książce okazało się trafnym pomysłem. Jak dla mnie nie była to kolejna schematyczna powieść, ale coś oryginalnego, wprost niedającego się zapomnieć. Owszem, początek był nieco nużący, ale ja należę do cierpliwych ludzi i sądzę że warto było poczekać na rozwinięcie akcji,. Książka warta polecenia ;)
    Bardzo przydatna recenzja .
    wierszempisane.blogspot.com (wybacz za spam)

    OdpowiedzUsuń