środa, 10 grudnia 2014

Abyss: The Wraiths of Eden [Recenzja]

Abyss: The Wraiths of Eden (Abyss: Upiory Edenu), PC, Artife Mundi, przygodowa/HO, wersja: polska, gra do kupienia tutaj

Przez całe lata stroniłem od przygodówek z podgatunku hidden object. Utarło się, że to tytuły dla niedzielnych miłośników elektronicznej rozrywki - proste, o szczątkowej fabule i niskiej jakości wykonania. I tak w istocie niegdyś było. Jak to jednak zazwyczaj bywa, z czasem wiele rozwiązań doczekało się rozwinięcia, a deweloperzy zyskali doświadczenie i popularność (wysoka sprzedaż gier), dzięki której mogli poświęcić więcej pieniędzy na kolejne produkcje. Moją uwagę zwróciły ostatnio tytuły rodzimego studia Artifex Mundi. Trailery sugerowały połączenie klasycznych przygodówek z casualowym wyszukiwaniem obiektów na ekranie, co nie odrzucało już tak mocno jak skupione wyłącznie na tej drugiej czynności dzieła sprzed lat. Kiedy więc trafiłem na możliwość zakupu za kilka złotych Abyss: The Wraiths of Eden, długo się nie wahałem. Postanowiłem sprawdzić, czy produkcji tej uda się dostarczyć mi odrobiny dobrej zabawy.

Czas trochę pokucharzyć 
Fabularnie rzecz prezentuje się średnio oryginalnie, choć z czasem zyskuje nieco na jakości i jest w stanie zaciekawić. Główną bohaterka Abyss jest pewna niewiasta, która w poszukiwaniu swego ukochanego trafia do podwodnego miasta Eden. Miejsce to sprawia wrażenie wymarłego i doszczętnie zrujnowanego. Bohaterka krok po kroku odkrywa kolejne skrawki jego historii, przybliżając się tym samym do odnalezienia tego, po którego pierwotnie tu przybyła. Więcej zdradzać nie zamierzam. Sam podszedłem do rozgrywki z czystą kartą - bez czytania opisu fabuły i recenzji - i przyznam, że w ten sposób smakuje najlepiej. Scenariusz, jak już wspomniałem, jest sztampowy i powielający dziesiątki znanych klisz, ale interesujący na tyle, by pchać nas wciąż do przodu.

Ręcznie rysowane tła prezentują się niezwykle klimatycznie
Trailery nie kłamały. Abyss: The Wraiths of Eden łączy w sobie klasyczną przygodówkę (zbieranie i używanie przedmiotów, rozwiązywanie łamigłówek, od czasu do czasu jakiś dialog) z etapami HO, gdzie należy znaleźć wyszczególnione w dole ekranu obiekty. Co ciekawe, tych drugich jest tu stosunkowo niewiele. Przez jakieś 3/4 czasu rozgrywki gra się w to niczym w rasową przygodówkę, tyle że wyjątkowo prostą, bo stopień skomplikowania wszelkich problemów plasuje się w granicach od bardzo łatwych po średnio trudne, ale szybkie do rozwiązania ;) Mamy tu rozmaite puzzle, przesuwanki, otwieranie zamków szyfrowych, sejfu, prosty labirynt... na nudę narzekać nie wypada. Z zaskakującym zapałem rozpracowywałem również wspomniane plansze z ukrytymi obiektami. Niektóre z elementów są całkiem sprytnie zakamuflowane (albo ich nazwy nieco mylące) i kilka minut potrafi upłynąć, nim w końcu się je wszystkie wyklika. Zwłaszcza na najwyższym stopniu trudności, który nie pozwala na sięganie po podpowiedzi. Całość zajęła mi w sumie nieco ponad sześć godzin (wraz z bonusowym, dostępnym z poziomu dodatków scenariuszem), co jest satysfakcjonującym wynikiem.

Cóż za bałaganiarstwo...
Pozytywnie zaskoczyła mnie oprawa graficzna. Projekt całego Edenu robi naprawdę niezłe wrażenie i poszczególne lokacje ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Duża liczba detali, kolorystyka i design pomieszczeń jasno wskazują, że stronie wizualnej poświęcono odpowiednio dużo czasu. W połączeniu z nastrojową muzyką i dźwiękami tła (fajny ambient) tworzy to całkiem sugestywny klimacik. Słabo wyglądają natomiast poruszające się po całym kompleksie postacie. Ich animacja jest sztywna, czasem okrutnie klatkująca i mało przyjemna dla oka. Również angielscy lektorzy czterech liter nie urywają, ale cieszy sam fakt, że dialogi są udźwiękowione. Z tego co wiem, w tego rodzaju produkcjach to nie zasada.

Spędzone z Abyss: TWoE godziny wspominam ostatecznie pozytywnie. Nie nudziłem się nawet przez chwilę, za co bez zwątpienia należy się autorom duże piwo. Gra jest odpowiednio zróżnicowana, ładna i wciągająca. To będzie moje guilty pleasure, ale bawiłem się zaskakująco dobrze i na pewno sięgnę w przyszłości po pozostałe tytuły od Artifex Mundi.



Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Od dawna nie gram już w żadne gry, bo zwyczajnie nie mam na to czasu, ale mój bratanek przejął po mnie pałeczkę, i teraz on, praktycznie każdą wolną chwilę wykorzystuje na elektroniczną rozrywkę. Zatem jemu polecę Abyss: The Wraiths of Eden. Myślę, że chętnie ją przetestuje.

    OdpowiedzUsuń