niedziela, 4 stycznia 2015

Frozen Free Fall [Android] [Recenzja]

Kraina Lodu, Frozen Free Fall, Android, Disney, cena: darmowa (mikropłatności)

Jeśli oglądaliście i spodobała Wam się obsypana nagrodami Disneyowska "Kraina Lodu", to w sklepie Google ciepłą miejscówkę grzeje sobie prosta gra wykorzystująca motywy z tego zaskakująco popularnego filmu animowanego. Free Fall, gdyż tak się ów produkcja zowie, to jeszcze jedna wersja zabawy w łączenie co najmniej trzech tych samych obiektów. W dodatku zupełnie za friko, gdyż autorzy pobierają kasę tylko w przypadku chęci zgarnięcia przydatnych w przechodzeniu plansz bonusów. Miło? Niezupełnie. 

Bo choć Free Fall wygląda, brzmi i bawi naprawdę solidnie, to po kilku etapach okazuje się, że programiści przygotowali zadania w taki sposób, abyśmy jak najczęściej wystawiani byli na pokusę sięgnięcia po portfel. Bez rzucenia tym hienom swoich ciężko zarobionych pieniędzy ciężko jest ukończyć plansze, zwłaszcza jeśli ma się mniej niż kilkanaście lat na karku. Nawet ja, stary koń, który zeżarł kilka par zębów na tytułach tego pokroju, męczę się, rzucam mięchem i podchodzę nawet po piętnaście razy do niektórych etapów. Z jednej strony nie mam powodów do narzekania, w końcu lubię się trudzić, ale fakt pozostaje faktem - grze dużo bliżej do formuły Pay to Win niż Free to Play. W dodatku cena za pojedyncze gadżety jest, jak na mój gust, horrendalnie wysoka, bo kto to widział, aby płacić 3,07 zł za jedną wirtualną śnieżkę pozwalająca na pięć dodatkowych ruchów podczas wykonywanego zadania. Za tyle to ja mogę kupić niezłe pełnoprawne tytuły. Albo bochenek chleba w Biedronce ;) 

Tyle jeśli chodzi o moje żałosne biadolenie, spójrzmy na plusy. Tych jest zaś całkiem sporo. Fani Krainy Lodu będą zapewne zachwyceni widząc na ekranie Else, Anne i całą resztę wesołej ferajny (jest i Olaf!). Każda z postaci dysponuje unikalną dla siebie mocą, choć zdobywanie możliwości ich użycia wiążę się właśnie z przymusem wysupłania kilku złociszy. I tak na przykład Anna za pomocą pochodni może spalić cały rząd kryształków, a Elsa wymazać wszystkie kamulce tego samego (wybranego przez nas samych, rzecz jasna) koloru. Pełen wypas, ale nie dla każdego. Na szczęście co 24 godziny mamy możliwość wylosowania jednej dopałki (bądź dodatkowych żyć), co od czasu do czasu okazuje się zbawienne dla naszych nerwów ;) Wspomniałem w nawiasie o życiach, wypadałoby więc powiedzieć coś na ich temat więcej. Na start otrzymujemy pięć szans (żyć właśnie), a każde utracone odnawia się co trzydzieści minut. Jeśli więc zmarnowaliśmy wszystkie, na pełną ich pulę przyjdzie nam czekać dokładnie dwie i pół godziny. A to kolejna bardzo wyraźna zachęta do udania się na "małe" zakupy w zawartym w grze sklepie. 

Gra stara się podążać z fabułą filmu animowanego, co objawia się tym, że za tło etapów robią zrzuty ekranu z co bardziej charakterystycznych jego scen. Na tej podstawie przydzielana jest nam również postać. Co ciekawe, czasem możemy wybrać ją sami spośród kilku dostępnych, o ile tylko w danej chwili filmu występowały razem na ekranie. Cieszy poza tym całkiem spore zróżnicowanie stawianych nam do zrealizowania celów. Raz może to być rozbicie wszystkich zmrożonych kafelków na planszy, innym razem wyeliminowanie określonej sumy kryształków o danym/danych kolorze/kolorach, a jeszcze innym zdobycie pewnej ilości punktów w limitowanym czasie czy zrzucenie kilku obiektów na dno ekranu, co spowoduje ich wyrzucenie. Dodajmy do tego rozmaite kształty etapów, a pole do popisu dla projektantów okazuje się naprawdę duże. I póki co wykorzystują je bez zarzutu. Warto przy okazji dodać, iż wraz z kolejnymi aktualizacjami Free Fall otrzymuje kolejne porcje etapów. Na chwilę obecną jest ich już blisko trzysta, co pozwala spędzić z grą naprawdę długie godziny. 

Grafika, jak już wspominałem, jest naprawdę niezła. Pełno tu drobnych animacji i cieszących oczy efektów specjalnych, a postacie żywo reagują na nasze poczynania, ciesząc się bądź też smucąc, w zależności od tego, czy graczowi się wiedzie, czy nie. Podobnie rzecz ma się ze stroną dźwiękową - przyjemna melodia i masa efektów ilustrujących różne zdarzenia nie mogą się nie podobać. Wymagania sprzętowe Free Fall są jednak stosunkowo wysokie jak na grę tego typu, zwłaszcza jeśli chodzi o pamięć RAM (wskazane przynajmniej 150 wolnych MB).Na GOCLEVER Qunatum 400 Plus gra potrafi się na przykład od czasu do czasu sama z siebie wyłączyć. 

Free Fall nie kosztuje nic, każdy może więc na własnej osobie sprawdzić produkcje Disney'a, a następnie zdecydować, czy wysoki poziom nie okaże się dla niego zniechęcający. Ja gram dalej, choć nie wydałem ani grosza i ani grosza wydać nie zamierzam. Może i jestem sknera, ale nie dam z siebie wycisnąć siana, o! ;) 



Piotr Wysocki

4 komentarze:

  1. Czuję się źle, bo tego filmu jeszcze nie oglądałam. Ale piosenkę znam, żeby nie było :P
    A co do gry, kiedyś uwielbiałam ten typ kwadracików. A jak jeszcze przez zebrane punkty można było coś kupować, udoskonalać, to wgl cud, miód i malina! Miałam tym kiedyś zawalonego całego Facebooka xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, nie daj sobie wcisnąć siana ani tym bardziej marchewki ;) Zaskoczyłeś mnie, muszę przyznać ;) Kraina lodu jest moją ukochaną bajką, natomiast moja córka ogląda ją codziennie. Może za jakiś czas pokażę jej tę grę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja młodsza siostra bardzo lubi tę grę, a ja lubię Krainę lodu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Krainę Lodu, Else, Annę oraz Frozen Free Fall!!! Opis gry jest świetny!!! Zapomniałeś dodać, że są tu także wilki które trzeba zbijać oraz rozpryskujące lodem kryształy! Gram w tę grę prawie od dwóch lat i jeszcze mi się nie znudziła. (W sumie w Podziemiu u mojej matki nie mam za wiele do roboty. Cały czas słucham tylko kłótni Persefony, Hadesa i Demeter, więc poświęcam tej grze wiele czasu) Doszłam już do poziomu 158 (niestety tu utknęłam i dalej przejść nie mogę, ale będę próbować!!!)

    OdpowiedzUsuń