piątek, 9 stycznia 2015

Sky Force 2014 [Android] [Recenzja]

Sky Force 2014, Infinite Dreams, Android, iOS, bezpłatne

O wypuszczonym spod skrzydeł gliwickiego studia Infinite Dreams shumpie zatytułowanym Sky Force pamiętali do niedawna już tylko nieliczni. Ta napisana pod systemy operacyjne Symbian zręcznościówka nie zapisała się może w historii branży złotymi zgłoskami, ale po dziś dzień czas z nią spędzony wspominam niezwykle przyjemnie. W zeszłym roku, z okazji upłynięcia dziesięciu lat od premiery tytułu, autorzy postanowili wypuścić na Androida i iOSa jego remake. Sam trafiłem na niego - zupełnym przypadkiem - dopiero kilka dni temu, a że jest dostępny za darmo, postanowiłem zanurzyć się w zabawie i spisać na łamach Stacji wrażenia temu towarzyszące.

Ten pan z wykrzyknikiem nad głową
to rozbitek, którego należy uratować
Jak już wcześniej wspomniałem, Sky Force to przedstawiciel klasycznych shumpów, gdzie za pomocą większej lub mniejszej machiny latającej (tu stosunkowo niedużej) robimy potężną zadymę. Ekran nieustannie przesuwa się w górę, ze wszystkich jego stron wypadają chmary przeciwników, a my mamy za zadanie nie dość że przeżyć, to jeszcze jak najwięcej ów żelastwa unieszkodliwić. Ot, cała filozofia, choć gameplay jest oczywiście dużo głębszy. Głównym i generującym największą frajdę patentem są tu gwiazdki, które wypadają ze skorup zniszczonych wrogich jednostek. To tutejsza waluta, pozwalająca na upgrade sterowanej maszyny. Wybór gadżetów jest zaś szeroki - podbijamy pancerz, efektywność głównego działa, dokupujemy dodatkowe bronie (działa skrzydłowe, laser, rakiety, mega bomba) i przydatne dodatki (magnes przyciągający gwiazdki, pole siłowe). Wszystko to można następnie, tak jak w przypadku pancerza i działka, dodatkowo ulepszać. Jest co robić przez wiele godzin, o ile oczywiście nie zechcecie zapłacić kilku złotych (trzech, ściślej mówiąc) za pokaźny pakiet gwiazdek. Ja nie chciałem, bo to nic innego jak zabawa na kodach i cały fun gdzieś pryska. Twórców wesprzeć można inaczej, mianowicie płacąc nieco ponad 7 złotych za pozbycie się wyskakujących od czasu do czasu reklam. Kwota jak najbardziej rozsądna, nie to co w przypadku opisywanego ostatnio Free Fall, gdzie za jednorazowy bonus Disney krzyczy sobie ponad 3 złote. 

Tła są prześliczne, ale nie ma czasu na
ich oglądanie, trzeba działać
Do przejścia mamy łącznie dziesięć plansz, w tym jedną bonusową. Pierwsza to w sumie pikuś, ale przy drugiej przyjdzie już się nieco napocić. Potem zaś okazuje się, że aby odblokować dostęp do kolejnych etapów, należy zebrać odpowiednią ilość medali. Te wpadają nam do kolekcji za zrealizowanie podczas akcji wytyczonych celów. Niektóre są stosunkowo łatwe (odratowanie rozbitków), inne bardzo trudne (zniszczenie wszystkich przeciwników, przejście rundy bez utraty energii), zwłaszcza jeśli nie mamy odpowiedniego uzbrojenia. I tak to się kręci. Powtarzamy każdą plansze wielokrotnie, zbieramy gwiazdki, kupujemy nową broń czy dodatek i jeszcze raz próbujemy swoich sił z nadzieją, że tym razem uda się wykonać zadanie na medal. Brzmi monotonnie? To pozory, gdyż zabawa w Sky Force jest naprawdę przednia, nawet podczas dwudziestego podejścia do tego samego etapu. Duża w tym zasługa zacnej oprawy, ciekawie skonstruowanych plansz i drugiego poziomu trudności, który odblokowuje się gdy... to już odkryjcie sami. 

Wersja na Symbiana
Oprawa A/V przeszła przez multum zabiegów upiększających, które nadały jej nowego charakteru i uroku. Spójrzcie zresztą na screena z oryginału. Z wersji na Symbiana pozostał głównie design map, natomiast cała reszta wygląda dokładnie tak, jak wyglądać powinny tego typu produkcje wypuszczone w obecnym dziesięcioleciu. Tła w wysokiej rozdzielczości, pełne detali, drobnych animacji, leniwie płynących chmur... wygląda to świetnie, zwłaszcza w połączeniu ze ślicznie wykonanymi przeciwnikami, którzy po władowaniu w ich odwłoki nieco śrutu spektakularnie wybuchają. Eksplozje, dym, animacje pikujących w dół uszkodzonych maszyn - cud, miód i orzeszki. Dorzućmy do tego wpadającą w ucho muzykę (stylizowane na retro energetyczne utwory), garść porządnych efektów dźwiękowych i głosy lektorów podczas cut-scenek, a otrzymamy rewelacyjnie przygotowany produkt. Gram, znudzić się nie mogę i podrzucam tytuł znajomym (kilku już wsiąkło). Przy nowej edycji Sky Force bawiłem się jeszcze lepiej niż dziesięć lat temu, co powinno wystarczyć za rekomendację. Gorąco polecam.



Piotr Wysocki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz