poniedziałek, 23 lutego 2015

Kirby: Canvas Curse [Nintendo DS] [Recenzja]

Kirby: Canvas Curse, Nintendo DS, Nintendo, 2005

Kirby ma kłopoty. Poważne kłopoty. Z małej i pociesznie różowej kulki, która ganiała na przestrzeni wielu lat po setkach etapów, gromiąc przy tym tysiące wrogów, stał się... małą i pociesznie różową kulką bez kończyn, bo niegodziwa czarownica pozbawiła go właśnie rączek i nóżek. W nas ostatnia nadzieja. Stylus w dłoń i do dzieła - pobawmy się w rysowanie, bo to jedyna droga prowadząca do sukcesu. Przyciski konsoli są zupełnie zbędne. Nawet jeśli z jakichś powodów Wam nie działają, spokojna głowa, DS nie nadaje się jeszcze na śmietnik ;)

Checkpointy to bardzo pożądany widok
Fabuła - jak zawsze w serii - jest prosta i stanowi jedynie pretekst do oddania nam w dłonie magicznego pędzla i pozbawienia funkcjonalności tradycyjnych przycisków. Za pomocą rzeczonego pędzla malujemy na dolnym ekranie konsolki linie i inne wywijasy, a Kirby nimi podąża. Brzmi nieskomplikowanie? I słusznie, bo złapanie zasad gry to kwestia kilku minut, w czym zresztą pomaga dobrze przygotowany tutorial. Stuknięcie w różowego malucha sprawia, że ten pędzi przed siebie, a my smarujemy mu drogę, starając się przy tym, by gagatek nie wpadł w żadną przepaść i nie nadział się na wroga czy inną przeszkadzajkę. Możliwości mamy od groma - a to rysujemy rampę, z której bohater (po stuknięciu weń) wybija się wysoko w górę, zaraz potem zasłaniamy niewielkimi krechami strzelające w nas armatki, by następnie stworzyć ściany uniemożliwiające utratę energii od półek pod wysokim napięciem. Pierwsze światy (każdy z nich składa się z trzech plansz - wyjątkiem jest ostatni, z big bossem) to pestka, ale im dalej w lasy, tym więcej drzew i przestrzeni do ogarnięcia (a ogarniać je warto, dla ukrytych monet). Zwłaszcza, że farba jest limitowana, a jej odnowienie się kilka ładnych sekund trwa. W powietrzu, bo na ziemi uzupełnianie płynu znacznie przyspiesza. Trzeba więc uważać. Dodajmy do tego klasyczne dla serii wchłanianie umiejętności pokonanych wrogów (nie wszystkich oczywiście, tylko niektórych). Tych jest w sumie jedenaście, a zamienić możemy się między innymi w pędzącą oponę, rakietę, kamień (przydatny w misjach pod wodą), kulę ognia etc. Moc można w każdej chwili wywalić i zgarnąć na jej miejsce inną, najczęściej jednak tracimy ją poprzez oberwanie od innego wroga bądź zawsze pełnego niebezpieczeństw otoczenia.

Kirby jako balonik
Tryb fabularny to zaledwie kilka godzin zmagań, na szczęście jednak Nintendo stanęło na wysokości zadania, przygotowując ogrom contentu dodatkowego. Każdy ukończony już etap można przejść w trybie wyzwań - zwanych tu jako time trial i line trial. Ten pierwszy, co jest chyba jasne, polega na jak najszybszym dotarciu do mety, a w drugim głównym celem jest wykorzystanie podczas drogi do wyjścia jak najmniejszej ilości farby. Im lepsze wyniki, tym więcej zdobytych medali, które z kolei można potem wymienić na utwory muzyczne do playera, dodatkowe plansze czy rozszerzenie paska energii o jedno pole. Przyznam, że z prawdziwą frajdą do tych wyzwań stawałem, choć z początku miałem je zamiar sobie odpuścić. Poza tym znajdziemy też kilka przyjemnych mini gier. Jakich? To odkryjcie sami, nie chce Wam psuć wszystkich niespodzianek (czyt. jestem leniwy).

Oprawa graficzna i dźwiękowa może na pierwszy rzut oka i ucha wydać się nieco infantylna i tandetna, ale to tylko pozory. Etapy utrzymane są w przyjemnych i różnorodnych barwach (każdy świat to zupełnie inne klimaty - od mroźnych po piekielnie gorące), a muzyka i efekty dźwiękowe są na tyle fajne, że suwak głośności w konsoli samoistnie przesuwa się na maksa. Sam niejednokrotnie wbijałem się do odtwarzacza, skąd przez kolejne kilkanaście minut dobiegały wesołe i skoczne rytmy. Ciekawostka - są tam również utwory ze starych odsłon Kirby'ego. Miłe.

Godziny spędzone z Canvas Curse uznaje ostatecznie za bardzo przyjemne i nieustannie absorbujące. Sterowanie przy pomocy kreślenia po ekranie zawijasów to w końcu nie taka codzienność, a Nintendo nie ograniczyło się wyłącznie do jednego motywu, raz za razem częstując gracza czymś nowym. Rzecz krótka, ale jeśli chcemy ją rozpracować na sto procent, czeka nas co najmniej 20-30 godzin wymachiwania rysikiem. Polecam.



Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. Ta różowa kuleczka, Kirby jest naprawdę uroczy :) Oczywiście Nintendo Master Race (xD), znów zarządziło. Fajna recka, przyjemnie się czytało. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gierka świetna. To była moja druga gra na DS'a, świetnie pokazała możliwości dotykowego ekranu konsolki, jak i stanowiła miłą odskocznię od typowego stylu platformówek z Kirby'm. Naprawdę miło mi się w nią pocinało. ;)

    OdpowiedzUsuń