Jako zapalony miłośnik horrorów, również tych interaktywnych, rozgrywających się na ekranie monitora, staram się grać we wszystkie tytuły posiadające elementy mające za zadanie wzbudzić u odbiorcy lęk, jakie tylko ukażą się na naszym rynku (a przynajmniej te pudełkowe, bo dystrybucja cyfrowa przytłacza ilością różnorakich straszaków). Wypuszczony w 2007 roku Fearzone od początku nie zapowiadał się zbyt dobrze. Grafika na poziomie (szlag, pewnie nawet niższym!) Resident Evil 3, wydanego przecież kilka lat wcześniej, nieznane tureckie studio developerskie, składające się raptem z kilku programistów, no i w końcu bardzo niska cena podczas polskiej premiery (29,90 zł). Ciężko było być optymistą. Wychodząc jednak z założenia, że nie oprawa i popularne nazwiska czynią grę naprawdę dobrą, dałem jej szansę. Wysupłałem wówczas trzy dyszki z portfela i zanurzyłem się w odmętach czystej esencji grozy. Choć nie do końca takiej, jakiej oczekiwałem.
![]() |
Zawartość opakowania z grą. Wybaczcie za jakość zdjęcia. |
W kwestii fabuły Fearzone nie oferuje niczego odkrywczego, powielając schematy znane chociażby z filmów klasy B. Z krótkiego i średnio fascynującego intro dowiadujemy się o istnieniu wciąż pnącej się w górę złej sekcie, która ma zamiar - a jakże - opanować w niedługim czasie cały świat. Liczba ich wyznawców i zajmowanych przestrzeni jest coraz większa, a zagłada wydaje się nieunikniona. Do akcji wkracza Demir, dowódca tureckiego ruchu oporu, który udaje się do Kadikoy, gdzie w teorii powinien panować już porządek. Jak się okazuje - niezupełnie tak jest.
Zaczynamy zabawę. Początkowo klimat wypada całkiem przyjemnie. Nie to, żeby było strasznie, czy chociażby tajemniczo, ale specyficzny nastrój jest wyczuwany. Ten pryska jednak równie szybko, jak się pojawił, a to z powodu fabuły właśnie. Jest zatrważająco wręcz głupia i nielogiczna, a pod koniec właściwie już nawet nie zwracamy na nią uwagi. Byle tylko do przodu, powody działań schodzą na dalszy plan.
![]() |
W wirze walki. A może raczej - w chaosie walki. |
W grze animujemy na zmianę trójkę bohaterów - Demira, Ebru i Inzara. Każda z postaci posługuję się trochę innym sposobem walki. I tak Demir może strzelać z kilku broni, Ebru wyłącznie z rewolweru a Inzar używa metalowych szponów oraz... magii (sic!). Jest ponadto niesamowicie szybki, ba, niektóre jego wyczyny przypominają zubożoną wersję Dantego z Devil May Cry. Oczywiście nie możemy zmieniać postaci w którym momencie chcemy, wszystko jest pokierowane fabułą.
Sterowanie z klawiatury to jedna z największych bolączek gry. O ile eksploracja terenów nie sprawia większych problemów, to podczas walki będziecie zgrzytać zębami aż do ich zdarcia. Najbardziej wkurza fakt, iż bohater nie potrafi jednocześnie poruszać się i strzelać. Wrogowie są dość szybcy, my wręcz przeciwnie, przez co niemożliwym jest odsunięcie się od nich na bezpieczną odległość, by wycelować i oddać strzał, bo zawsze zdąża nas zaatakować. Walka wygląda więc mniej więcej tak - stajemy, celujemy, wróg nas uderza, strzelamy, wróg nas uderza... i tak w kółko, aż do chwili, gdy albo my, albo on, zginie. Jest to potwornie mocno irytujące, choć trzeba przyznać, że gra nie jest wcale tak bardzo trudna. Apteczek jest w okolicy pełno i zginąć - mimo powyższych atrakcji - nie jest wcale łatwo.
![]() |
Nafaszeruje cię ołowiem! Bo tak! |
Nieco lepiej jest z oprawą audio. Dźwięki starają się budować atmosferę grozy, muzyka chwilami jest odpowiednio psychodeliczna, ale to też nie to, czego można by oczekiwać. Zwłaszcza że z czasem do naszych uszu docierają jakieś rockowe brzmienia, które kompletnie rujnują i tak już nadwątlony klimat. Dialogi czytane są przez polskich aktorów. I w tym wypadku szału nie ma. Zresztą, nie ma co się dziwić, nawet najlepszy aktor nie wyciągnie wiele z źle napisanego skryptu. Kolejna sprawa to fakt, że często napisy w przerywnikach znacząco różnią się od tego, co dobiega z głośników, co jest ewidentnym potknięciem polskiego dystrybutora. Całe szczęście, że za wiele mówionych tekstów ich nie ma, bo wszystkie komentarze bohaterów podczas gry są wyłącznie w formie pisanej (po raz wtóry: tak jak w RE).
![]() |
Chwila ulgi od przeładowywania magazynku |
A potem? Kilkusekundowy filmik, trochę tekstu do przeczytania i creditsy. Grę ukończyłem w 6 godzin, a jedyne co mi po niej pozostało, to uczucie wielkiego niedosytu i wrażenie, że autorom w pewnym momencie zabrakło już chęci na męczenie się przy produkcji i postanowili szybko skończyć pracę nad tytułem. Fearzone pełne jest większych i mniejszych niedoróbek, dziwnych rozwiązań i płycizn fabularnych. Myślę, że gdyby twórcy posiedzieli nad grą jeszcze z rok, to wiele z zarzutów nie miało by teraz racji bytu. Niestety, tak się nie stało, co rzutuje na ocenie końcowej, która mogła być nieco większa, gdyż sama grywalność nie jest wcale taka tragiczna, jak by się mogło z powyższych akapitów wydawać. Cóż, rzeczywistość jest jednak okrutna, a ja oceniam produkt, jaki trafił do sklepów. Nie będzie litości.
+Rozsądna cena przy polskiej premierze
+Momentami potrafi wciągnąć
-Oprawa graficzna
-Multum niedoróbek
-Sterowanie
-Fabuła
-Byle jak wykonana polonizacja
Piotr Wysocki
Komentarze
Prześlij komentarz