czwartek, 26 marca 2015

Mockingbird (2014) [Recenzja]

Mockingbird, 2014, horror, reż: Bryan Bertino, Filmweb: 2,8/10, IMDB: 4,2/10

Dziś będzie o filmie, którego obejrzałem już przeszło tydzień temu. Jeszcze chwila, maksymalnie kilka dni, a zapewne popadłby w wieczne (i w pełni zasłużone) zapomnienie, przyszła mi jednak do głowy myśl, że od dłuższego czasu nie omawiałem żadnej kiepścizny. A więc oto i jest. Mockingbird. Kiepski horror. 

Gdzieś kiedyś napomknąłem, że prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie moment, w którym stwierdzę, że zaserwowana w sosie found footage groza wyszła mi już bokiem. I być może byłem w błędzie, bo pomimo wciąż obecnego w moim zepsutym sercu ziarna miłości do "znalezionych materiałów filmowych", odczuwam już nimi pewien przesyt. I teraz tak: albo dojrzałem jako widz i oczekuje czegoś więcej od głupawej bieganiny i nieustannie telepiącej się kamery, albo najzwyczajniej w świecie nie powstają już porządne produkcje utrzymane w tej konwencji (mówcie co chcecie, ja Blair Witch Project wielbię do dziś i do dziś stanowi dla mnie wzór dobrego found footage). Wbrew wszelkim pozorom, stawiam na to drugie.

Zrzut ekranu z filmu... i tyle, żadnego mądrego podpisu
tu nie wynajdę
Mockingbird sięga po sprawdzone i zużyte już nieco fabularne schematy. Mamy kilku nieznanych sobie ludzi i pewną sytuację, w której nagle i bez ostrzeżenia muszą się odnaleźć . W tym wypadku cała rzecz rozchodzi się o kamery wideo, które trafiają do trzech różnych domów. Sprzęt znajduje się w wielkim pudle - niby prezent - toteż bohaterowie z początku biorą go za nagrodę w jakimś konkursie (trochę to naciągane, przy czym nie aż tak, jak cała reszta filmu, przymknijmy więc oko). Z pewnym zdziwieniem spostrzegają, że kamera jest włączona, żadnym sposobem nie da się jej wyłączyć, a dołączona do gratisa informacja nakazuje "nie przestawać nagrywać". Niedługo później zaczynają się dziać różne dziwne rzeczy, a początkowa radość z niespodziewanej nagrody przeradza się w trwogę i walkę o życie. Kolejne wskazówki i znaleziska doprowadzają bohaterów do pewnego miejsca, w którym... wydarzy się COŚ.

Odkąd przeczytałem "TO" Kinga, klowny mnie przerażają.
Serio.
Dlaczego film jest kiepski? Po pierwsze, nie straszy. Twórcom ani razu nie udało się wywołać we mnie chociażby cienia niepokoju czy napięcia nakazującego przesunąć się na skraj fotela. Ogląda się to beznamiętnie, a losy głupich jak but i przerysowanie panikujących bohaterów ni to ziębią, ni to grzeją. Jeśli już budzą jakieś odczucia, to tylko te negatywne - irytacje, a w końcu znużenie i senność. Takie to kukiełki na sznurkach, które ślepo podążają za wytycznymi anonimowych oprawców i naprawdę ciężko się zmusić, by im kibicować. Niby panikują, ale ZAWSZE - przypadkiem bądź celowo - położą kamerę tak, by pokazywała wszystko to, co pokazać powinna. Ba, nawet kiedy ta upada, to niezmiennie skierowana w pożądanym przez siłę wyższą miejsce. Wiem, czepiam się.  Po drugie, na co wpływ ma też punkt pierwszy, całość jest koszmarnie przewidywalna i bardzo szybko można domyśleć się, do czego to wszystko podąża i co wydarzy się w finale. I choć Sherlockiem nigdy nie byłem, tu udało mi się trafić w samo sedno. Po trzecie, scenariusz jest bzdurny i dziurawy jak sito. Nie chce spojlerować, ale po obejrzeniu ostatniej sceny i pobieżnym przeanalizowaniu wcześniejszych wydarzeń będziecie wiedzieć, co mam na myśli. O ile rzecz jasna w ogóle zechcecie film obejrzeć, czego absolutnie nie rekomenduje.

Plusy? Kilka scen z jednym nieszczęśnikiem, który dostaje nieco inne niż pozostali zadania. Tak, mówię o widocznym na plakacie gościu przebranym za klowna. Aktorsko spisuje się bez zarzutu, zwłaszcza na tle pozostałej obsady, ale jego obecność stanowi przede wszystkim przyjemne urozmaicenie od przymusu obserwowania jak inni udają przerażenie i bezładnie biegają z kąta w kąt. A jeśli z zainteresowaniem oglądam jak ów gamoniowaty chłopak rozmawia ze swoją pokręconą mamuśką, robi zakupy czy dostaje kopa w rodowe klejnoty... to oczywisty znak, że z filmem jest coś nie tak.

W wielkim skrócie - nie polecam. Ja obejrzałem i niech to wystarczy. Wy zakończcie swoją przygodę z Mockingbird na tej recenzji. W przeciwnym razie - ostrzegałem.



Piotr Wysocki

6 komentarzy:

  1. Gdzieś mi się obił o uszy i tyle. I chyba dobrze dla mnie, :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, czyli moje przeczucie się sprawdziło. Dobrze, że odpuściłam sobie ten film;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Klauny...? O nie, nie. Ja dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, ja i horrory rozstaliśmy się dawno temu. A tego typu horror to już w ogóle. Tak więc z pewnością Cię posłucham i nie będę oglądać :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Horror to w ogóle nie mój gatunek (są wyjątki, ofkoz), ale tego filmu na pewno nie obejrzę... poza tym - klauny. Ugh!

    OdpowiedzUsuń