poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Lucius [PC] [Recenzja]

Lucius, recenzja gry, PC, Shiver Games, 2012, polskie napisy

Jak się inspirować, to najlepszymi. Debiutujące studio Shiver Games chciało najwyraźniej zacząć swoją przygodę z grami od mocnego kopnięcia, bo ich Lucius to dziecko z piekła rodem. Dosłownie.

Nie trzeba być specjalnie bystrym i obeznanym w świecie kina, by po chwili obcowania z Luciusem nad głową zapaliła się żarówka, a obok niej tytuł filmu, z którego autorzy gry pełnymi garściami czerpali pomysły do własnego scenariusza. Otóż to, chodzi o Omen. Punkt wyjściowy, trzeba przyznać, bardzo ciekawy, bo przygodówki, podczas której sterujemy będącym synem szatana sześciolatkiem, jak dotąd chyba jeszcze nie było. To jednak okazuje się za mało - koniec końców dobry materiał zamienia się w równie dobry produkt tylko po jego odpowiedniej obróbce. Tu już od strony fabularnej mamy tu do czynienia z potworkiem. Zadaniem Luciusa jest wybić w pień wszystkich mieszkańców ogromnej rezydencji gubernatora, w której to chłopiec pomieszkuje. W sumie przyjdzie nam ukrócić żywoty coś koło dwudziestu nieszczęśników, oczywiście w taki sposób, by nawet cień podejrzenia co do sprawcy nie padł na nasze niewinnie prezentujące się oblicze. Lucius kombinuje zatem jak tylko może, zrzucając winę na nieszczęśliwie zakochaną pokojówkę, samobójcze bądź mordercze skłonności tego czy tamtego, zwykły pech i tak dalej. Szkoda tylko, że to wszystko przedstawione jest w kompletnie nieprzekonujący sposób. Ja rozumiem, to tylko gra, a w grach tolerancja na fabularne bzdury jest zazwyczaj znacznie większa niż w przypadku filmów czy książek, ale hej, jakieś granice przecież istnieją. W tej produkcji głupota goni głupotę, a sytuacje w rodzaju sufitowego wentylatora, który odcina głowę pewnemu biedakowi albo lokaja wysyłającego małe dziecko z misją zdobycia butelki alkoholu i ogólnie zachowujących się jak bezmyślne kukły postaci są na porządku dziennym. Mieszkańcy chałupy nie mają w zasadzie krzty rozumu, sami prosząc się o łomot, którego z chorą satysfakcją im sprawiamy. Paleta "pułapek" jest zresztą bogata i sycąca wszelkie zwyrodniałe pociągi: ofiary są między innymi przebijane prętem, rażone prądem, palone żywcem, zmuszane do samobójstwa, a ich głowy odcinane, mielone, przekłuwane czy miażdżone... Ajć, miłośnicy scen gore powinni być ukontentowani, zwłaszcza że każdy nasz sukces nagradzany jest scenką, która nie boi się dosłowności i nie każe posilać się wyobraźnią. Lucius wraz z postępami fabuły otrzymuje ponadto coraz to ciekawsze umiejętności dodatkowe, jak choćby moc pozwalającą mu przenosić przedmioty siłą umysłu, czy wyczyszczającą pamięć napotkanej osoby, przy czym to drugie przydaje się głównie w misjach wymagających skradania się nocą po posiadłości. Jeśli ktoś nas wówczas dojrzy, można kazać mu o tym zapomnieć.

Oto jeden z przykładów bliskiego spotkania z efektami działań
Luciusa
Rozgrywka opiera się zatem na bieganiu po składającej się z wielu pomieszczeń rezydencji i jej najbliższych okolic w celu odszukiwania przedmiotów i obiektów, które przydadzą się w przygotowaniu zasadzki na aktualny cel Luciusa. Wszystko jest do bólu liniowe, zmuszając gracza do realizowania założonego przez autorów scenariusza. Trochę szkoda, bo otwarty obszar działań aż prosił się o przygotowanie kilku wariantów pozbywania się poszczególnych ofiar. To by jednak wymagało znacznie większego nakładu pracy i finansów, jestem więc w stanie zabawę jak po sznurku w przypadku niezależnego studia zrozumieć. Liniowość oznacza jednak zwiększony poziom trudności - czasem zanim wpadniemy na odpowiedni trop sposobu zagłady mija nawet pół godziny, podczas których biegamy po wszystkich piętrach w poszukiwaniu natchnienia i przede wszystkim aktywnych elementów otoczenia. Trochę to irytujące. Deweloper wprowadził niby dziennik i możliwą do zdobycia tabliczkę ouija, które rzucają podpowiedziami, ale te okazują się częstokroć zaskakująco mało przydatne. W sumie całość pożarła mi około 10 godzin z życiorysu, co jest wynikiem bardzo dobrym i satysfakcjonującym. Więcej byłoby za dużo, mniej zaś za mało.

Telewizja to kopalnia chorych pomysłów na uśmiercanie
 bliźnich, choć niestety akurat nie w tej grze - tu
 pooglądamy tylko nudne wiadomości
Niektóre misje, o czym już gdzieś powyżej napomknąłem, zmuszają nas do skradania się pod osłoną nocy. Mieszkańcy rezydencji cierpią najwyraźniej na chroniczną bezsenność, bo mimo późnej pory wałęsają się po niej bez ładu i składu, zaganiając Luciusa do łóżka gdy tylko go dojrzą. Rzecz urozmaicająca monotonnie "zwyczajnych" zadań, ale zrealizowana słabo, przez co frustruje już po kilku minutach od pierwszego pojawienia się w grze (game over po najmniejszym nawet błędzie). Ale to nie wszystko, bo poza przygodówką i nocnymi cichymi wyprawami od czasu do czasu przyjdzie nam też... postrzelać. Ogniem, co prawda, ale wymaga to pewnej zręczności w nawigowaniu Luciusem i zatwardziali przeciwnicy tego typu wstawek na pewno nie będą mieć powodów do zmiany swojego dotychczasowego nastawienia odnośnie ów elementów w swoim ulubionym gatunku.

Strona techniczna to kolejny minus niewesołych przygód małego Luciusa. Pomimo możliwości ustawienia wysokich rozdziałek cały obszar gry wygląda po prostu biednie, strasząc kiepskimi teksturami, lichą geometrią i pokracznie poruszającymi się postaciami. Od czasu do czasu trafimy co prawda na nieco lepiej wykonane pomieszczenie, a i zmiany pór roku (zima!) mają jakiś wpływ na wizualia, jednak to za mało na jakiekolwiek pozytywne odczucia. Rozbawił mnie ponadto fakt pojawienia się w napisach końcowych frazy "motion capture". Ktoś tu chyba nie odrobił pracy domowej, bo nawet w scenkach przerywnikowych wszystkie ludzkie istoty poruszają się dość nienaturalnie, zbyt mocno gestykulując i sprawiając wrażenie chorych na ADHD. Lucius z kolei bez problemów jeździ rowerkiem w górę i w dół schodów. Ma chłopak moc!

Garaż, samochód, spaliny... cóż by tu zbroić?
Grafika czterech liter nie urywa, a dźwięk i muzyka? Efekty audio opisujące oglądane na ekranie monitora wydarzenia zostały zapożyczone z darmowego banku sampli, przez co brzmią co najwyżej poprawnie. Muzyka może się za to podobać, przynajmniej przez pierwsze pół godziny, bo utworów jest mało i powtarzane w kółko w końcu się nudzą. Trzeba im jednak przyznać, że jako tako budują mroczny i demoniczny klimacik. Voice-acting wypada mocno nierówno. Kilka postaci brzmi bez zarzutu, reszta mniej lub bardziej sztucznie, przy czym w tej ostatniej kategorii prym wiedzie matka Luciusa, której nie da się słuchać bez zgrzytania zębami i morderczych myśli.

W sumie - średniak. Pożeracze przygodówek mogą rzucić okiem w przypadku promocji (Lucius często pojawia się w bundlach), pozostali niech się wystrzegają. Sam nie żałuje spędzonego z grą czasu, co mając na uwadze powyższe biadolenie może wydawać się cokolwiek dziwne. Cóż, ja po prostu lubię gore i horrory, stąd też ostatecznie leci piątka.



Piotr Wysocki

4 komentarze:

  1. Od jakiegoś czasu na moim dysku siedzi sobie cichutko druga odsłona Luciusa, którą kupiłam, a ja ciągle się waham, czy już zacząć w nią grać, czy skoro mam inne gry do ogrania, to tę jeszcze sobie zostawić, na czas posłuchy w przygodówkach :) Jedynka mnie nie zachwyciła, ale też nie odrzuciła, zdarzyło mi się grać w zdecydowanie gorsze gierki. Brakowało mi klimatu grozy, było go za mało i wkurzały mnie liczne błędy, szczególnie w tłumaczeniu. W ocenie jestem zgodna z Tobą, bo również wystawiłam jej 5/10 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam takie zaległości, że posucha mi nie grozi ;) W sumie fajnie, zwłaszcza w czasach, kiedy od lat każdy wieszczy rychłą śmierć gatunku :) Na chwilę obecną raczej bym po dwójkę nie sięgnął, ale za rok czy dwa - nie mogę wykluczyć :) Czytałem, że tym razem Lucius sieje zamęt w szpitalu psychiatrycznym. Szykuje się niezła zadyma ;)

      Usuń
    2. Dokładnie tak, tym razem chłopak szaleje w szpitalu. Mnie posłucha też na razie nie pisana, bowiem gier do ogrania sporo, a nawet więcej, a z racji mojego zbieractwa gier przygodowych, pewnie pojawią się następne. Jednak lubię się czasami postraszyć, więc jak najdzie mnie chęć zagrać w coś mniej słodkiego niż The Book 2, to kto wie, pewnie się skuszę :)

      Usuń
  2. Mi się tam gra podoba :) Owszem - średniak, ale jeden z tych lepszych. Tylko szkoda, że taki krótki. :P

    OdpowiedzUsuń