czwartek, 14 maja 2015

Blair Witch Volume II - The Legend of Coffin Rock [PC] [Recenzja]

Blair Witch Volume II - The Legend of Coffin Rock, PC, Human Head Studios, PC, 2000, wersja językowa: polskie napisy
O pierwszej odsłonie trylogii Blair Witch pisałem na Stacji już jakiś czas temu, o tutaj. Czas na króciutkie omówienie następnego odcinka o podtytule The Legend of Coffin Rock. Króciutkie, bo całość hula na tym samym co ostatnio silniku i powstała w tym samym okresie czasu. Jeśli jesteście więc ciekaw mięska odnoszącego się do spraw technicznych, zachęcam do lektury podlinkowanego wyżej tekstu.

Tak na marginesie - piszę odcinka, choć trzeba przyznać, iż z serialem trylogia Wiedźmy z Blair ma niewiele wspólnego. Każda część opowiada bowiem zupełnie inną historię i została stworzona przez inną ekipę deweloperów. Terminal Reality, jak pamiętacie, dało radę dostarczyć horror pełną gębą. A jak spisuje się na tym poletku znane z Rune'a i Preya Humam Head Studios? Niestety zdecydowanie gorzej.
A cóż tu robi ta sowa?
Bo o ile sama fabuła, rzucająca nas do roku 1883, w ciało żołnierza biorącego udział w wojnie secesyjnej, który utracił pamięć, jest nie najgorzej pomyślana i potrafi wciągnąć, to klimat grozy i osaczenia gdzieś wyparował, zastąpiony przez frustrację ciągłymi zgonami i niewygodnym sterowaniem (silnik Nocturne wraz z jego stałymi problemami w tej materii - check!). Naszym głównym zadaniem okazuje się odszukanie pewnej zaginionej dziewczynki, która jakiś czas wcześniej natknęła się na nieprzytomnego bohatera i tym samym uratowała mu życie. Ten wątek przeplatany jest grywalnymi migawkami z przeszłości, która doprowadziła Lazarusa (tak nazywa protagonistę babcia dziewczynki) do obecnego stanu. Brzmi intrygująco i takie w sumie jest, jednak sama rozgrywka woła o pomstę do nieba. Etapy są króciutkie, w większości przypadków przypominające swoją konstrukcję rynnę, którą spływamy z jednego punktu w drugi, nie natykając się na żadne większe odnogi. Zagadki są tym samym proste, nie wspominając już nawet o fakcie, że za dużo ich nie uświadczymy. Przez większość czasu po prostu strzelamy i próbujemy nie zginąć, co chwilami okazuje się wyjątkowo trudnym zadaniem (te przeklęte łapy wychodzące z podłoża na moście zapamiętam do końca życia). Oglądamy też liczne przerywniki fabularne, będące najjaśniejszym punktem tego tytułu. Nie, nie dlatego, że są jakoś szczególnie urodziwe - bo nie są - ale ze względu na dobrze napisane i zagrane dialogi. To wszystko przynosi w sumie oszałamiające 4 godziny zabawy, jakie są potrzebne do ujrzenia napisów końcowych. Porażka.

Odprawa przed misją, która nie pójdzie jak należy...
Oprawa graficzna pozostała niezmieniona. Kto grał w pierwszego Blair Witch bądź Nocturne, ten doskonale wie, czego się spodziewać. W skrócie - trójwymiarowe postacie poruszają się po wyrenderowanych tłach. Efekt? Bez zarzutu, o ile tylko pamiętacie, że gra ukazała się w sklepach piętnaście lat temu. Ciekawy, nieco przygnębiający klimat buduje ponadto sprana kolorystyka, w której dominują odcienie szarości i brązu. Dźwięki i muzyka wypadają na tym tle poprawnie, zaś voice-acting, jak już wspominałem, bardzo dobrze. W sumie, warstwa audio-video jest do przełknięcia nawet dziś, choć w pełnej krasie nie było mi jej dane oglądać ze względu na trudności z uruchomieniem gry na nowożytnym sprzęcie. Znów musiałem zadowolić się niższą rozdzielczością i brakiem wspomagacza w postaci akceleracji graficznej. Cieszę się jednak, że grę w ogóle jakimś cudem odpaliłem, bo na przykład Nocturne ani myślał ruszyć i bez wirtualnej maszyny się nie obeszło. Ale to już historia na zupełnie inną okazje.

Bij, zabij! Strzelania w drugim BW jest całkiem sporo.
Jaki ostatecznie jest ten drugi Blair Witch? Gorszy od pierwszego, ale pomimo wiadra wylanego przeze mnie błota nie umiem ocenić go zbyt nisko. Głównie za sprawą wspomnień, bo pierwsze podejście sprzed kilkunastu lat zapisało się w mojej łepetynie naprawdę pozytywnie. Fabuła i niepokojące wydarzenia, zwłaszcza te w retrospekcjach, podczas których obserwujemy powolne wykruszanie się składu ekipy żołnierzy mającej pecha wstąpić do przeklętego lasu, zrobiły wówczas niezłe spustoszenie w mej młodej wyobraźni i nawet dziś odczuwałem echo tamtych emocji. Nie straszy, ale potrafi na chwilę wciągnąć i potrzymać w napięciu. A zatem...


Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. To była gra :) Pamiętam jak grało się w nią godzinami. Miała swój klimat. W sumie tak samo jak film. I jeszcze podobno jest na faktach ostatnio się dowiedziałem to już w ogóle.

    OdpowiedzUsuń