środa, 27 maja 2015

Hidden Artifacts [ANDROID / IOS] [Recenzja]

Hidden Artifacts, GameHouse, HO, cena: darmowa/makropłatności ;)
Jakiś czas temu zauważyłem, że właściwie każda wizyta w Google Play owocuje u mnie jakimś growym znaleziskiem. Darmowym, żeby nie było, bo tych płatnych mam już tyle, że mógłbym z nimi spędzić kilkanaście kolejnych miesięcy bez wyłączania telefonu (chlip, tylko baterii szkoda). Z tej też przyczyny staram się ograniczać swoje wizyty w sklepiku Google do absolutnego minimum. Bo jak to jest, że mając pod samym nosem ponad trzy setki kupionych, czy też zdobytych z rozmaitych promocji, mniej lub bardziej pożądanych tytułów, kończę odpalając coś darmowego, z mikropłatnościami bądź wyskakującymi zewsząd reklamami? Cholera wie. Mnie nie pytajcie, bo nie znam odpowiedzi. Kilka dni temu, podczas jednego z tych rzadkich (ta, jasne) pobytów w Androidowym supermarkecie zainstalowałem sobie Hidden Artifacts - typowego przedstawiciela gier z pogardzanego przez hardkorowców gatunku hidden object, co już jest zresztą zasygnalizowane samym tytułem.

Piszę typowego, gdyż wbrew udostępnionym na stronie produkcji screenom sugerującym również zmagania natury logicznej, całość opiera się w 95% spędzonego przez ekranem telefonu czasu na odszukiwaniu w okrutnie zaśmieconych lokacjach wskazanych przez twórców przedmiotów. Na zagadki wymagające rozruszania szarych komórek trafiłem zaledwie kilka razy. Szkoda. Wytężamy zatem przede wszystkim wzrok, a że niektóre z przedmiotów ukryte są całkiem sprytnie, od przeczesywania każdego centymetra pomieszczenia może koniec końców rozboleć głowa. Zwłaszcza że działamy pod presją upływającego czasu, a szybkie wygarnianie kolejnych Niezwykle Ważnych Dla Śledztwa Obiektów premiowane jest mnożnikami punktów ;) Dobre i to, niskiego poziomu trudności bym nie zdzierżył i program odinstalował zapewne już po kilkunastu minutach wątpliwej jakości rozrywki. A tymczasem mam już na koncie jakieś 4-5 godzin. I końca nie widać. Z kilku powodów.

Wszyscy jesteśmy bałaganiarzami. Przynajmniej według
autorów gry ;)
Zacznę od tego, iż gra jest darmowa tylko pozornie. Pobranie około 800 MB danych (nie do końca chwytam, dlatego tak dużo) nie pozbawia naszego portfela nawet grosza - oczywiście dopóki korzystamy na przykład z domowej sieci Wi-Fi. Chłodny prysznic następuje jednak tuż po jej odpaleniu, kiedy to dostrzegamy pasek energii, spadający wraz z przystąpieniem do każdego etapu zabawy. Wykorzystana energia oczywiście powoli się odnawia - pięć minut to jedna jednostka na koncie - ale jej maksymalna ilość nawet na początku nie pozwala na zbyt długie posiedzenia. A im dalej w las, tym coraz gorzej, bo kolejne misje pożerają coraz więcej mocy i tym samym skracają czas każdej z sesji. Na ratunek w tej sytuacji przychodzi wbudowany w aplikacje sklepik, gdzie za ciężko zarobioną realną gotówkę możemy uzupełnić swoje konto diamentami, te zaś z kolei wymienić na energię. Ceny? Absurdalnie wysokie. Podaje przykład: pakiet 120 diamentów uszczupla portfel o 47,39 złotych (sic!). Pomijając już nawet fakt, że za tę kwotę możemy mieć kilka pełnych wersji gier HO (na przykład od rodzimego Artifex Mundi - polecam), spójrzmy, na ile nam to wystarczy. Uzupełnienie 50 jednostek energii (co daje te 10-15 minut działania) pożera 60 diamentów. Innymi słowy, góra pół godziny rozrywki kosztuje 23 i pół złotego... Interes życia, nie ma to tamto Szkoda mi już nawet strzępić klawiatury na tłumaczenie Wam, jak bardzo żałosne jest wydanie choćby kilku złociszy na tytuł tak bezczelnie próbujący zarobić jak najwięcej przy jak najmniejszym wysiłku. Wy to przecież doskonale wiecie.

Kod do sejfu. Za moment pojawi się mini gra. 
Pozostaje więc podgryzanie tej produkcji po kawałeczku, co najpewniej przełoży się na kilka miesięcy "pasjonujących" zmagań. Albo i więcej, bo każdy z siedmiu rozdziałów przygód szukającego tytułowych ukrytych artefaktów Alexa wymaga coraz większych pokładów energii. Póki co dotarłem do trzeciego. Nie zrozumcie mnie źle, wypatrywanie obiektów potrafi przyjemnie zabić chwilę czasu, a brak polskiej wersji językowej stanowi przy okazji darmowy kurs języka angielskiego, jednak pazerność autorów należy tępić, co też z przyjemnością czynię.

Do każdego z etapów podchodzimy wielokrotnie. Inaczej
nici z postępu.
Na koniec słówko o oprawie audiowizualnej. Ta prezentuje się przyzwoicie. Lokacje narysowane są ciekawie, okazjonalnie pojawiają się efekty nadające im iluzji życia (widoczny w padających promieniach słońca kurz itd.), a ukryte obiekty nie wyróżniają się w oczywisty sposób z tła. Nieco gorzej brzmi muzyka, atakując uszy kilkoma średnimi utworami, które zapomina się już w chwili wyłączenia gry. Dialogi udźwiękowione są zaś tylko w krótkich, rzadko pojawiających się scenkach przerywnikowych, a całą resztę dialogów czytamy sobie sami. Zważywszy na potężny rozmiar gry, jest to cokolwiek dziwne.

Podsumowując - można, w końcu za sprawdzenie nie musimy nic płacić, ale nie trzeba, bo istnieje wiele ciekawszych tytułów tego typu. Główną wadą Hidden Artifacts jest nastawienie twórców na łatwy zysk, lecz jeśli tylko posiadacie cierpliwość z żelaza, prawdopodobnie uda Wam się dotrzeć do finału przygód bez wydania nawet grosza. Kręcić nosem można poza tym na spory recykling rozgrywki, gdyż odblokowanie kolejnych fabularnych wydarzeń kosztuje nas (poza energią) gwiazdki, a te zbieramy podchodząc wiele razy do tego samego "pomieszczenia". Owszem, za każdym razem wymagane do odszukania przedmioty są w nieco innej konfiguracji, ale to tylko wzmaga odczucie bycia nagabywanym do wydania prawdziwej gotówki. Stąd taka właśnie nota końcowa.

Piotr Wysocki

10 komentarzy:

  1. Dobra gra to darmowa gra, a za apki na androidach to bym nigdy nie zapłaciła... Jeśli wcześniej bym nie ściągnęła demo, czy całej gry do przetestowania ^^

    Pozwolę sobie zaprosić Cię na konkurs, gdzie do wygrania jest książka Starcraft Punkt Krytyczny, być może zainteresuje Cie ten tytuł, a każdy ma szansę wygrać :)
    http://drunkpriest.blogspot.com/2015/06/konkurs-do-wygrania-ksiazka-starcraft.html
    Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Fajny artykuł, jestem podobnego zdania co Spok.. autor tego tekstu :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no proszę ;) Szkoda, że się nie podpisałe(a)ś, teraz będzie mnie gnębić niewiedza co do Twojej tożsamości :P

      Usuń
    2. Ale łajza, nie podpisał się :P To pisałem ja, wodzu :p

      Usuń
    3. Jestem ninja :d. Blog naprawdę Spoko. Będę tu wracał regularnie :D.

      Usuń
    4. Podobno jesteś fanem Star Treka, tak stwierdził wynajęty przez nas profiler kryminalny :p

      Usuń
  3. Fanem Star Treka nie jestem. Nie wiem kto tam u "was" (no właśnie, stoi za tym jakaś grupa?) bawi się w detektywa Rutkowskiego ale pudło Panie Piotrze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile odpowiadasz szczerze ;) Nasza tajna grupa bierze pod uwagę wszystkie możliwości :P

      Usuń
    2. Eee.. Z tą grupą to żart raczej?

      Usuń
    3. Raczej nie. Oczekuj wizyty o szóstej rano :p Przyjdziemy z patelniami :p

      Usuń