czwartek, 18 czerwca 2015

PIXEL #5 - szybki przegląd zawartości

OD kilku miesięcy nie wspominam już na łamach Stacji o Pixelu, choć wcale nie dlatego, że się na nim srogo zawiodłem. Wręcz przeciwnie. Sprawia to jednak, iż w momencie, kiedy skończę czytać aktualne wydanie, jest już nieco za późno, by móc go opisać. Tak też stało się z "piątką". Właśnie ją skończyłem, a do kolejnych 116 stron lektury pozostał niecały tydzień, choć w planach miałem rozdzielanie sobie całej przyjemności w taki sposób, by przerwa pomiędzy zakończeniem czytania piątki a rozpoczęciem szóstki była jeszcze mniejsza. Nie udało się. Bo to tak dobry magazyn jest, że czasem, wbrew składanym samemu sobie obietnicom, po prostu nie można oprzeć się pokusie pochłonięcia kolejnego tekstu.

Pixel o numerze 5 ponownie cieszy już od okładki. Klimatyczny kadr z Neverhooda - będący zapowiedzią solidnej porcji materiałów o tej kultowej produkcji oraz, przede wszystkim, jej duchowym następcy, zatytułowanym Armikrog, przy którym maczają palce twórcy pierwowzoru (oglądałem pierwsze materiały, to nie może się nie udać!) - jest tak miły dla oka, że do teraz nie mogę się na niego napatrzeć. Jak to dobrze, że ekipa odeszła od wyświechtanych grafik rodem z pierwszego numeru pisma (Wiedźmin 3). Na Pixela czeka się obecnie dla samej sposobności podziwiania okładki. Przebijcie to!

A co w środku? W gruncie rzeczy wszystko to, do czego zdążyły nas przyzwyczaić poprzednie edycje magazynu. 116 stron wypchanych po brzegi tekstami różnej maści. Loading to kilka relacji (A MAZE, Win10Hacks i z rozgrywających się w Warszawie finałów rozgrywek w World of Tanks) zapowiedzi kilku gier i interesujące wywiady (m.in. z facetem od Humble Bundle oraz założycielami Pencil Test, którzy majstrują Armikroga). 
W Play the Game czeka zaś aż 19 recenzji gier, pośród których znajdziemy szalenie popularnego (na całym świecie, co istotne) Wiedźmina III, Project CARS, Wolfenstein: The Old Blood (samodzielny dodatek do ostatniego Wolfensteina), platformowy odprysk od serii Assassin's Creed, GTA V (plus tekst z ośmioma pamiętnymi misjami w rzeczonej grze), nastrojowe i trudne Exanima, opisywane przeze mnie na blogu Dead Synchronicity, rodzime Brawl (wtopa z Basement Crawl chyba odpokutowana), inspirowane twórczością Edgara Allana Poe House of Caravan, zaskakująco przyjemne Son of Nor i kilka innych tytułów, które być może Was zainteresują. 
Hall of Fame rzuca nas tradycyjnie daleko w przeszłość, otwierając tym razem dział pierwszą częścią tekstu omawiającego zapoczątkowaną w latach 80. serie Wizardry. Rzecz obszerna, ale mnie osobiście jakoś szczególnie nie porwała, sam nie wiem, dlaczego. Z wypiekami na twarzy pochłonąłem jednakże tekst Micza o Return to Zork, w którego to miałem okazje zagrać kilka lat temu. Rewelacja. Zarówno artykuł, jak i sama gra. Równie pasjonująca okazuje się składająca się z kilku materiałów opowieść o Peterze Molyneux i stworzonych w pocie czoła programistów produkcjach Bullfroga. Początki God Games, Populous, Dungeon Keeper, wywiad z samym Molyneux, co nieco o Syndicate... Jest co czytać i przyswajać, zwłaszcza że historie zawarte na tych kilkunastu stronach są arcyciekawe. 
Secret Level uderza z grubej rury - otwierający dział materiał Bartłomieja Kluski (oraz wspomagającego go Mariusza Rozwadowskiego) zatytułowany Nowoczesne zabawki PRL-u to doskonale opowiedziana historia o tym, w jaki sposób żyjący w ówczesnych czasach ludzie mogli poznać smak "zaawansowanej" technicznie rozrywki. Nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem fakt, że aby tego dokonać, należało zupełnie dosłownie wziąć sprawy we własne ręce ;) Dalej możemy jeszcze poczytać o growych miejskich legendach (fajne, bo o żadnej z nich jak dotąd nie słyszałem), poznać krótką historię Amstrada, łyknąć co nieco wiedzy o Edgarze Allanie Poe, jak również poznać bliżej planetę Wenus i zobaczyć, cóż takiego przygotował w obrazkach Śledziu
Bogato wypada zamykający pismo dział Credits. Tu znów poczytamy o Neverhoodzie, jego przygodach z twórcami kina i finansowej klapie, dowiemy się o początkach nieliniowości w grach, poznamy losy i echa pewnego wytworu firmy ERE Informatique, genezę przywiązania Konami do pewnej kamiennej głowy (znacie ją choćby z Arkanoida, gdzie robiła za finałowego bossa), 21 klatek z dodatku do Wolfensteina, niesamowitą historie grupy The Residents i jej krótkiego romansu z grami (te dwa opisane tytuły koniecznie muszę sprawdzić!), przypomnimy też sobie Lost in Mine, czyli kolejną Amigową produkcję, która wyszła spod dłoni pewnego rodzimego domorosłego programisty. A na deser wspomnę o kilku felietonach - głównie naprawdę interesujących, choć znów trafiają się również te średnich lotów.

To zabawne, jak rzeczywistość potrafi zmienić perspektywę. Na początku wydatek rzędu 15 złotych za 116 stron Pixela zdało mi się kwotą wygórowaną. Dziś, po lekturze tych pięciu numerów, jest to dla mnie jak najbardziej rozsądna propozycja. Pixel nie jest bowiem zwyczajnym czasopismem, a czymś w rodzaju bogato ilustrowanej książki - albumem o grach, dla graczy. Odczucie to wzmaga wysokiej jakości nośnik tekstów - papier jest doskonały i przy okazji rewelacyjnie pachnie (tak jest, musiałem o tym wspomnieć). Sobie i Wam życzę, aby Pixel trwał jak najdłużej i do samego końca oferował wysokich lotów bebechy. Sto lat, panie i panowie. Sto lat. 

Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. Nie wiem do mnie jakoś tego typu okładki nie przemawiają. Jest to również lekka marketingowa klapa, bo takie okładki nie trafiają do szerszej publiczności (a sam napis "Premiera miesiąca" nie wystarczy), ale rozumiem, że to pismo dla starszych graczy.
    Co do Amikrog też mnie ta produkcja fascynuje :) Świetny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie klapa, mam wrażenie, że wydawca właśnie celuje w określoną grupę odbiorców. A młodsi i tak nie kupią bez względu na okładkę, bo nie ma płyt DVD z pełnymi grami ;)

      Usuń