piątek, 21 sierpnia 2015

Her Story [PC] [Recenzja]

Her Story, PC, iOS, Sam Barlow, 2015, cena: 5,99 euro 
Przygodówki FMV - czyli te z udziałem sfilmowanych kamerą wideo żywych aktorów - przeżyły swoją chwilę chwały w latach 90-tych ubiegłego wieku. Ceny czytników płyt CD spadły do takiego pułapu, by każdy przeciętny posiadacz komputera mógł sobie na ów rewolucyjny upgrade swej maszyny pozwolić. Wywołało to prawdziwą lawinę tytułów upchanych na absurdalnych koniec końców ilościach krążków. Wśród tych najpotężniejszych objętościowo prym wiodły właśnie gry w konwecji FMV, szokując żądnych wrażeń odbiorców fotorealizmem i rozmachem. Przypomnijmy - były to czasy grafiki 2D, której zmierzch dopiero nadchodził. Niedługo potem nadeszła bowiem era trójwymiaru, pojawił się Quake i cała masa innych rewolucyjnych wizualnie produkcji, a FMV zmarło tak nagle, jak nagle się wyszło na światło dzienne. Choć nie do końca. Od czasu do czasu temat wciąż powracał i powraca po dziś dzień. Jakiś czas temu mieliśmy udane powtórne spotkanie z Texem Murphym, teraz zaś zupełnie niespodziewanie dla mnie pojawiło się Her Story. Gra FMV, którą właściwie trudno nazwać grą.

Wcielamy się tu w bliżej niesprecyzowaną początkowo osobę, która zasiada do leciwego komputera, by szperać w zawartości policyjnej bazy danych. A właściwie jej części, gdyż skupiamy się na jednej ze spraw. Jakiej? Tego na początku nie wiadomo. Odpalamy maszynę, wchodzimy w wyszukiwarkę i... wpisujemy słowa-klucze. Wywołują one listę klipów, w których przesłuchiwna kobieta do wklepanych przez nas wyrażeń (jednego bądź ciągu kilku słów) się odnosiła. System jest mało elastyczny, mamy bowiem dostęp tylko do pięciu pierwszych wyników, nawet jeśli rezultatów jest kilkadziesiąt. W takich przypadkach należy, często metodą prób i błędów, dorzucać do wpisanej frazy dodatkowe słowa albo próbować ugryźć temat z zupełnie innej strony. Każdy nowy plik wideo to potencjalna okazja do odkrycia kilku nowych "wytrychów". A to kobieta mówi o jakiejś osobie (notujemy jej imię), a to wspomina o domku dla lalek (znów długopis idzie w ruch), samochodzie, nożyczkach, matce itd. Cała zabawa polega na uważnym wysłuchiwaniu wypowiedzi i skrzętnym wynotowywaniu wartych bliższego przyjrzenia się słów. Tyle. Nie ma tu zagadek, następujących po sobie rozdziałów, zwrotów akcji w finale, strzelanin i elementów zręcznościowych. Tylko my, policyjna wyszukiwarka i gruby notes wraz z czymś do pisania. Ile wyciągniemy z tej opowieści, zależy tylko od naszej wytrwałości i zaangażowania.

Całość to rzecz jasna kryminał, co zresztą zapowiada już wpisane automatycznie w wyszukiwarkę słowo "murder", kiedy się do niej pierwszy raz logujemy. Kto stracił życie? Wypadek? Morderstwo? Kim jest przesłuchiwana kobieta i czy skrywa jakieś tajemnice? W kogo się wcielamy? Na wszystko można znaleźć odpowiedzi, aczkolwiek samo obejrzenie nawet wszystkich klipów może tu nie wystarczyć. Historia jest mocno poplątana i bez dokładnej jej rekonstrukcji (najlepiej tworzonej własnoręcznie w notesie) możecie odejść od komputera nie wiedząc właściwie nic. A to wielka zaleta Her Story. Gier nie wykładających wszystkiego na srebrnej tacy nie znajdziemy dziś wiele, przez co dzieło Sama Barlowa stanowi naprawdę przyjemny powiew świeżości. Mózg się gotuje, ale w najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Przebicie się przez większą część zawartości bazy danych zajmuje od 3 do 4 godzin. I są to godziny spędzone z wypiekami na twarzy. Wszystko za sprawą odpowiednio ciekawej historii, którą po prostu chce się poznać w całości. W sieci aż roi się od wpisów na forach, artykułów i filmów starających się zinterpretować poszczególne jej fragmenty. Teorii jest dużo, część bardo przekonująca, część nieco mniej, wszystkie jednak fascynujące i w równym stopniu zmuszające do rewizji własnych przekonań o przebiegu wydarzeń.

Her Story to rzecz nietuzinkowa i zdecydowanie warta poznania, zwłaszcza że nawet w wyjściowej cenie nie trzepie zbyt mocno po portfelu. Narzekać można na mało gry w grze, na zaledwie dobrą grę aktorską bohaterki opowieści, ale to tylko nic nie znaczące detale. Spróbujcie, a przyznacie mi rację. Koniecznie.


Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Ależ pozytywna recenzja! Mnie aż tak gra nie zachwyciła, ale na pewno coś w sobie ma - z czasem, gdy już na spokojnie ułożymy sobie w głowie historię, docenia się ją coraz bardziej.

    OdpowiedzUsuń