piątek, 7 sierpnia 2015

Nie tylko Wiedźmin: Historia polskich gier komputerowych - Marcin Kosman [Recenzja]

Nie tylko Wiedźmin: Historia polskich gier komputerowych, Marcin Kosman, Open Beta, 400 stron, cena: 39, 90 zł (strona autora), 31,49 zł (empik.com)

Marcin Kosman, znany miłośnikom elektronicznej rozrywki chociażby z miesięcznika PSX Extreme czy serwisu Polygamia, napisał książkę o grach. Polskich grach. Nie tylko Wiedźmin skupia się bowiem wyłącznie na growych dokonaniach z naszego podwórka, będąc tym samym ciekawym uzupełnieniem przeczytanej przeze mnie kilka lat temu publikacji Piotra Mańkowskiego (Cyfrowe Marzenia - jej rozszerzoną edycje możecie kupić obecnie w formie e-booka).

Kosmam przedstawia nam ponad 30 lat elektronicznej rozrywki nad Wisłą w potężnej, 400 stronicowej pigułce. Choć całość wykluwała się przez ponad cztery lata, o istnieniu książki dowiedzieliśmy się właściwie na pięć minut przed jej premierą, tuż po tym mogąc już składać nań pre-ordera.Wydana własnym sumptem, bez pomocy crowfundingu - imponujące, bo dziś już stosunkowo rzadkie zagranie. Czy treść książki zaskakuje równie pozytywnie co okoliczości jej wydania?

Franko, kultowa mordoklepka ;)
Autor pisze o grach od kilkunastu lat i doświadczenia nie można mu odmówić. Wiadomo, recenzje i publicystyka to inna para kaloszy od potężnej opowieści skupiającej się na jednym temacie, ale debiut na tym polu może zaliczyć do udanych. Na 44 rozdziałach omawia wszystkie ważniejsze i całą masę tych mniej ważnych dokonań rodzimych programistów. Często są to produkcje powstałe w sypialniach autorów, w jedno, maksymalnie kilkuosobowych ekipach, znane dziś jedynie tylko przez graczy z ponad dwudziestoletnim bagażem doświadczeń i łatwym dostępem do giełdy. Osoby takie jak ja, rozpoczynające swoją przygodę z klawiaturą w drugiej połowie lat 90-tych (wcześniej rządziło Atari i Pegasus), powinni przezornie uzbroić się w urządzenie pozwalające wejść na YouTube' a - na pewno zechciecie na własne oczy zobaczyć omawiane przez Kosmana tytuły. Zwłaszcza że niemal nad każdą grą pochylił się na tyle, by poza krótką charakterystyką dorzucić garść informacji związanych z okolicznościami ich powstania, przyjęcia przez branże i graczy (albo giełdę), czy też omówienia czasów, w jakich przyszło im zaistnieć w obiegu. To zasługa dziesiątek przeprowadzonych z twórcami rozmów (np. Adrianem Chmielarzem, Tomaszem Mazurem, Maciejem Miąsikiem - a to tylko te bardziej rozpoznawalne nazwiska), dziesiątek kilogramów przejrzanych magazynów o grach i wielu spędzonych w sieci z wyszukiwarką godzin. W kwestii researchu więcej - mogłoby się zdawać - zrobić się już chyba nie dało, choć to zapewne tylko pozory (oby!) i temat wciąż czeka na eksploracje przez odważnych ludzi z dobrym piórem.

Mój zamówiony przedpremierowo egzemplarz opatrzony
został autografem autora - wypas!
Nie tylko Wiedźmin zaczyna się w roku 1958, kiedy na komputerze o nazwie XYZ Bogan Miś zaprogramował (wykorzystując w rozgrywce oscyloskop) kółko i krzyżyk, a kończy się w czasach obecnych, na chwilę przed premierą trzeciej odsłony Wiedźmina. Przez te wszystkie lata zdarzyło się wiele. Powstało i upadło wiele deweloperów oraz dystrybutorów, inni przetrwali (w różnych formach - przykładem LK Avalon) po dziś dzień. Analogicznie, wielu dawnych mistrzów rodzimego kodu wciąż dokłada kolejne cegiełki do naszego hobby, pozostali zaś porzucili growe zapędy, skupiając się na zupełnie innych dziedzinach życia. Każda z przedstawionych przez Kosmana historii ma w sobie coś interesującego i wartego zapamiętania. A przy okazji uzupełnia posiadaną wiedzę. Sam z przerażeniem odkryłem, jak niewiele wiem o historii polskich gier. Tylko to pokazuje, jak istotne było powstanie tej książki. 

Minusy? Niektóre gry zostały potraktowane nieco po macoszemu (zapewne zbyt mało powszechnie o nich wiadomo, a autor nie znalazł dość czasu, by je od deski do deski rozpracować), w tekście znaleźć można trochę literówek, a jedna strona jest wydrukowana w złym miejscu (fragment o Chrome). Na czarno-białe, niewielkie i mało liczne zdjęcia narzekać nie będę - od czego są google ;)

Czytanie tej książki autentycznie sprawia przyjemność i pomimo sporej objętości pod koniec odczuwa się lekkie ukłucie niedosytu. Chcę więcej. Polecam z czystym sumieniem. Doskonale zainwestowane 40 złotych.



Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Ciekawa pozycja. Szkoda że czegoś takiego nie ma w bibliotekach, eh ;D
    Gratuluję autografu, jest szpan :D

    OdpowiedzUsuń