niedziela, 20 września 2015

Poza sezonem - Jorn Lier Horst [Recenzja]

Poza sezonem, Jorn Lier Horst, Smak Słowa, 350 stron
Pochodzący z Norwegii Jorn Lier Horst, były szef wydziału śledczego Okręgu Policji Vestfold, a obecnie pisarz, dał się poznać w zeszłym roku polskim czytelnikom powieścią "Jaskiniowiec". Ciepłe przyjęcie książki skłoniło wydawce (Smak Słowa) do przekładu kolejnych kryminałów autora. W tym roku dostaliśmy "Psy gończe" i "Poza Sezonem". Ten ostatni miałem niedawno okazję przeczytać.

Fabularnie rzecz rozpoczyna się pozornie nieskomplikowanie, ale z każdą godziną wszystko zaczyna się gmatwać i kolejne tropy zaprowadzą śledczych nawet na Litwę. W wielkim skrócie: ktoś znajduje w domku letniskowym zwłoki mężczyzny, najwyraźniej rabusia, bo wszystkie okoliczne posiadłości okazują się być splądrowane. Kim jest denat? Gdzie podziali się jego towarzysze z łupami? A może pierwsze wnioski okażą się błędne i rozwiązania należy szukać gdzie indziej? Komisarz William Wisting podwija rękawy i bierze się do roboty.

Choć zarys sprawy brzmi intrygująco, nie jest to lektura porywająca od pierwszych stron. Ba, nie porywa aż do finału, cały czas utrzymując zainteresowanie na umiarkowanym, ale w pełni akceptowalnym, pozwalającym czerpać przyjemność z czytania poziomie. Być może ma na to wpływ fakt, że rodzimy wydawca postanowił przedstawić nam cykl od końca, przybliżając się teraz wraz z każdą częścią do startu serii, przez co rozpoczynając swoją przygodę z komisarzem Wistingiem od "Poza Sezonem" dopiero zapoznawałem się z protagonistą i postaciami z jego otoczenia. A jak wiadomo, im dłużej spędzamy czas z literackimi bohaterami, tym bardziej jesteśmy skłonni przymknąć oko na wszelkie niedoskonałości głównego wątku, ciesząc się z samej możliwości obserwowania życia i nawet tych mocno przyziemnych perypetii swoich ulubieńców. Te ostatnie nie występują jednak w zbyt dużym natężeniu. Powieść jest mocno skondensowana, podzielona na krótkie, zamykające się często na kilku stronach rozdziały, cały czas coś się dzieje, a choroba "jeszcze jednego rozdziału" potrafi przypomnieć o sobie w dość niemiły sposób, na przykład kiedy planujemy ukatrupić pozostałe piętnaście minut do ugotowania się ziemniaków lekturą, a budzimy się z transu trzy kwadranse później. Z obiadu rzecz jasna nici. Miejcie się na baczności.

Warstwa kryminalna jest zatem solidna, kuleje jednak to, za co uwielbiam Mankella, Connelly'ego, Indridasona czy nawet Nesbo - strona psychologiczna. Horst nie potrafi zbudować postaci z krwi i kości, przez co raz na jakiś czas boleśnie daje się we znaki silne odczucie, że oglądamy wyreżyserowaną scenkę z przeciętnie rozpisanymi dialogami. Na szczęście zdarza się to na tyle sporadycznie, by nie zepsuć dobrego wrażenia towarzyszącego śledzeniu akcji. Ostatecznie przez lekture przebiega się bez problemów i książkę odkłada z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu. Na kolejne tomy cyklu rzucę się bez kręcenia nosem, ale na pewno nie z wywieszonym jęzorem. Niezłe, lecz bez iskry.


Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Czytałam tylko "Jaskiniowca". Całkiem niezły, chociaż nie porywający. Na tyle jednak zaciekawił mnie bohaterem, że pewnie przeczytam inne tomy:)

    OdpowiedzUsuń