piątek, 16 października 2015

Nieśmiertelni z Meluhy - Amish Tripathi [Recenzja]

Nieśmiertelni z Meluhy, Trylogia Śiwy, Tom 1, Amish Tripathi, Czwarta Strona, 564 strony

Nieśmiertelni z Meluhy, pierwszy tom Trylogii Śiwy, której dochrapaliśmy się na księgarnianych półkach w tłumaczeniu na język polski dzięki wydawnictwu Czwarta Strona, to jedna z tych książek, po której nie spodziewałem się właściwie niczego specjalnego. Ot lektura zaserwowana w ramach oddechu od ambitniejszych kawałków (swoją drogą, coś długo trwa u mnie ten oddech, bo już drugi miesiąc), do przerobienia i natychmiastowego zapomnienia. Coś, co w żadnym razie nie wywoła czytelniczego kaca. A tu niespodzianka - rzecz nawet nie próbuje być ambitna, ale wciąga jak ruchome piaski, wbrew pozorom jest naprawdę dobrze napisana, z bohaterami zżywa się niczym z dobrymi przyjaciółmi już po kilku rozdziałach, a całość nie pozwala o sobie zapomnieć nie tylko podczas przerw w czytaniu, ale również po przewróceniu ostatniej strony. Nazywany "pierwszą gwiazdą indyjskiej literatury popularnej" Amish w pełni zasłużył na to miano.

Rok 1900 p.n.e. Kraina, którą w dzisiejszych Indiach nazywa się cywilizacją doliny Indusu. Ówcześni mieszkańcy zwali ją Meluhą. To idealne państwo stworzył przed wieloma stuleciami Pan Rama, jeden z największych władców w dziejach.
Dumne ongiś cesarstwo oraz władający nim Surjawanśi mają jednak problemy. Ich największa rzeka, otaczana czcią Saraswati, powoli wysycha. Surjawanśi stoją także w obliczu groźnych ataków z położonej na wschodzie krainy, którą władają Ćandrawanśi. Co gorsza, sprzymierzyli się oni z Nagami, złowrogą, otoczoną ostracyzmem rasą zdeformowanych ludzi, niezwykle biegłych w walce. Surjawanśi całą swą nadzieję pokładają w starożytnej legendzie: Gdy zło osiągnie olbrzymią moc i będzie się wam wydawało, że wszystko stracone, a wasi wrogowie z pewnością zatriumfują, nadejdzie bohater. Czy nieokrzesany uchodźca z Tybetu, Śiwa, może być tym bohaterem? I czy rzeczywiście pragnie nim zostać? Czy prowadzony przez przeznaczenie i miłość Śiwa wypełni swój los i poprowadzi Meluhan do triumfu nad złem?

Zagraniczną okładkę zdobi ta sama
grafika - tylko kolory wydają się
bardziej nasycone
Historia Śiwy rozwija się szybko i kiedy tylko minie początkowa dezorientacja wywołana specyficznymi imionami pojawiających się raz za razem postaci (Bhadra, Kryttika, Sati, Daksza, Nandi to te najbardziej zwyczajne, bo po przeciwnym biegunie mamy Ćitraangadha czy Parwateśwara, które trudno nawet poprawnie wymówić), ale i równie nietypowymi pojęciami, można już w pełni czerpać frajdę z jej poznawania. Lojalnie jednak ostrzegam, że od strony językowej nie znajdziemy tu nic szczególnie oszałamiającego. Słownictwo nie jest jakoś wyjątkowo wyszukane, dialogi momentami mocno przaśne, ale coś, co dla kogoś może być wadą, jest z mojego punktu widzenia mocnym punktem Nieśmiertelnych z Meluhy. Amish najzwyczajniej w świecie pisze w taki sposób, że chce się go czytać. Chwilami dosłownie widziałem autora tuż przed sobą, siedzącego i opowiadającego historie Śiwy dokładnie tymi słowami, które zawarł na stronach książki. I nawet wspomniane dialogi mają w sobie jakąś trudną do uchwycenia lekkość, która nie pozwala ich skrytykować. A sama historia pełna jest ciekawych zdarzeń, zdarzają się zwroty akcji, szybko pojawia wątek miłosny - innymi słowy zawarte jest w niej wszystko to, co w tego typu literaturze powinno zaistnieć. 660 stron przemyka przez palce w ekspresowym tempie, na co poza zajmującą fabułą wpływ ma również spora czcionka i marginesy oraz stosunkowo krótkie rozdziały. Skończysz jeden, bierzesz się za kolejny, w końcu to tylko kilkanaście minut czytania. I tak raz za razem. Na pewno to znacie.

Niewątpliwy plus stanowi też rzadka okazja do zapoznania się z ogromem fascynujących mitów i faktów związanych z dawną cywilizacją doliny Indusu. Filozofia, religia, czy choćby aspekty życia codziennego - wszystko to jest szalenie interesujące, a na końcu książki znalazł się nawet słowniczek, który nieco dokładniej wyjaśnia wiele pojęć, na które trafimy przedzierając się przez opowieść. Fajna sprawa, choć i tak ciągle coś wklepywałem w wyszukiwarkę internetową - taki ze mnie drążący interesujące go tematy świr.

Nie zanudzając już - Nieśmiertelnych z Meluhy polecam z czystym sumieniem i przy okazji żywię głęboką nadzieję, że ktoś po przeczytaniu tej opinii sięgnie po książkę przy okazji kolejnej wizyty w księgarni. Bo tylko wówczas istnieje szansa, że niedługo doczekamy się przekładu na nasz język drugiego tomu trylogii. A naprawdę chciałbym, by nastąpiło to szybciej niż później. Kontynuacji wypatruje niczym spragniony podróżnik źródełka z wodą na pustyni.

Piotr Wysocki

3 komentarze:

  1. Ja czuję się zachęcona, dawno nie czytałam takich książek :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba nie jest to książka w moim guście, choć nie ukrywam, że zainteresowało mnie Twoje zachwycenie się tą pozycją:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieło wydaje się być bardzo ciekawe, ale może wpływać na to wybitny recenzent. Jak będę na wyższym poziomie czytelniczym to kupię, przeczytam, zweryfikuję! :D

    OdpowiedzUsuń