wtorek, 6 października 2015

S.Q.U.A.T. - Konrad Kuśmirak [Recenzja]

S.Q.U.A.T., Konrad Kuśmirak, Czwarta Strona, 400 stron
Postapokalipsa w literaturze to temat, który przez całe lata z przeróżnych powodów wciąż mnie omijał. A nie powinien, w końcu kilka lat temu kupiłem bratu Metro 2033 i 2034 i sposobność na zmianę tego stanu rzeczy stoi kilka metrów przed moim nosem. Jak to jednak powiadają mądrzy ludzie - co się odwlecze, to nie uciecze. Kilka dni temu przemaglowałem S.Q.U.A.T., powieść postapo spisaną piórem mieszkańca naszego pięknego kraju, co już samo w sobie wzbudziło we mnie ciekawość.

Stanisław Jerzy Lec mawiał: "To się będę śmiał, gdy nie zdążą ze zniszczeniem świata przed jego końcem". Nie zdążyli. Apokalipsa nastąpiła wcześniej. Promieniowanie gamma zamieniło w pył uprawy, spopieliło lasy, wysuszyło rzeki, morza i oceany. Do trzeciej wojny światowej nie doszło, nikt nie nacisnął czerwonego guzika, stalowi aniołowie śmierci pozostali zamknięci w betonowych silosach, śniąc o zniszczeniu. Ale ten piasek, wszechobecny pył i upał… Pustynia, jaką stał się świat, upomniała się o swoją własność.

Rodzaj ludzki to uparty gatunek. Cham się uprze i weź mu daj. Ostatecznie ci, którzy przetrwali, wzięli sami to, co im było potrzebne do przeżycia. Te części miast, które nadawały się do zamieszkania zamieniono w twierdze otoczone kordonem betonowych płyt i wraków aut. Wśród zgliszczy przygranicznego miasta w Polsce B krwawo narodził się Squat Centrum. Oprócz pustyni pojawił się inny wróg – drugi człowiek.

Kamyk – jeden z ostatnich Wolnych Ludzi, przemytnik i handlarz żywym towarem – po latach wraca do Białego Miasta, po którym krążą opowieści o dziwnych zamaskowanych przybyszach, urządzających polowania na ludzi. Niebawem Kamyk, gnany niepokojącymi snami i wizjami, sam przekona się o ich istnieniu…

Stworzona przez Konrada Kuśmiraka historia rozpoczyna się interesująco, bo od prologu przedstawiającego czasy na chwilę przed wyniszczającym planetę Rozbłyskiem, zaraz potem rzucając nas jednak dwadzieścia lat w przyszłość. Poznajemy wówczas będącego narratorem opowieści Kamyka, faceta z krwi i kości. Jest draniem, każdemu przygada, każdego zgasi, a jeśli trzeba, to bez mrugnięcia powieką pośle kulkę między oczy. To ta zła strona osobowości, bo z drugiej, tej lepszej - ukazanej na kartach pierwszych rozdziałów powieści - można w nim odszukać sporo pozytywnych cech. Co by nie mówić, pierwsze sto stron lektury wciąga, a autor raz za razem podrzuca pytania i wątki, na których rozwiązanie czekamy. Część z nich domyka się ostatecznie w satysfakcjonujący sposób, reszta jednak zostaje potraktowana nieco po macoszemu. I to mój główny zarzut - do kotła ze Squatem wpadło zbyt wiele składników, co sprawiło, że główna oś powieści z rozdziału na rozdział coraz bardziej się rozmywa, a całość jest odrobinę zbyt chaotyczna, niepoukładana. Momentami czułem się tak, jakbym czytał scenariusz postapokaliptycznej gry RPG, gdzie wykonujący swe Niezwykle Ważne i Nie Cierpiące Zwłoki Zadanie bohater wbrew zdrowemu rozsądkowi znajduje mnóstwo czasu na ustawiczne zbaczanie z trasy i pomaganie NPC-om przy - nie przymierzając - zbieraniu ziemniaków czy robieniu za gońca. Kamyk nie zniża się co prawda do uczestniczenia w tego rodzaju wyzwaniach, ale wielokrotnie czuć, że jeden wątek nie do końca wynika z poprzedniego, a decyzje protagonisty dalekie są od przewidywalnych i logicznych. Owszem, można zrzucić to na karb charakteru Kamyka, w końcu facet w pełni świadom swoich czynów raz za razem rzuca się z deszczu pod rynnę, ale nie wydaje mi się, by tak do końca było to zamierzone. Są jednak i tego plusy. Na czterystu stronach książki jesteśmy świadkami co najmniej tuzina mniej lub bardziej emocjonujących zdarzeń, poznajemy wielu zamieszkujących nową rzeczywistość postaci, a Kamyk niejednokrotnie balansuje na granicy życia i śmierci, nigdy nie tracąc przy tym dobrego humoru i ciętego języka.

S.Q.U.A.T. to powieść nierówna pod każdym względem, ale jej lektura przyniosła mi zaskakująco dużo frajdy. Wykreowany przez Kuśmiraka świat po apokalipsie jest całkiem intrygujący, niebezpieczny (są tu nawet wilkołaki i wampiry), akcja toczy się wartko, a kolejne strony przewracają niemal samoczynnie. Wewnątrz książki trafimy ponadto na kilka ilustracji, co uznaje oczywiście za zaletę wydania, a całość bez wyrzutów sumienia rekomenduje każdemu, kto szuka jakiejś lekkiej i przyjemnej lektury na coraz dłuższe jesienne wieczory. Pomimo wymienionych wad to wciąż kawał dobrej historii, której nie zapomniałem tuż po przewróceniu ostatniej strony. A to już przecież o czymś świadczy. Czekam na kolejne odsłony zapowiadanego na kilka tomów cyklu.

Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. Książka może zawierać całkiem dobrą historię, przypomina mi to Larpa postapo na którym miałem przyjemność być. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa fabuła :) Chociaż nie często czytam tego typu książki, ale wydaje się godna uwagi.

    Zapraszam : ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń