czwartek, 3 grudnia 2015

Bazar złych snów - Stephen King [Recenzja]

Bazar złych snów, Stephen King, Prószyński i S-ka, 2015

Choć bez chwili wahania zgadzam się z opinią znacznej części czytelników twierdzących, że King w najlepszym wydaniu to ten King, który może w pełni rozwinąć skrzydła, natomiast przy krótkiej formie ciężko mu wzbić się na wyżyny swoich literackich umiejętności, to na najnowszy zbiór opowiadań zatytułowany "Bazar złych snów" czekałem z zaskakującą mnie samego intensywnością. Najwyraźniej po mocno przeciętnych dwóch tomach romansu Kinga z kryminałem potrzebowałem oddechu i okazji do odnalezienia chociażby kilku fragmentów takiego Króla, jakiego pokochałem kilkanaście lat temu. Na blisko siedmiuset stronach jest ku temu aż dwadzieścia okazji. 

Okazji, które King w wielu przypadkach wykorzystuje, choć ciężko wskazać tu opowiadania, którym dałoby się bez późniejszych wyrzutów sumienia przyznać "dychę". Zbiór jest równy, przy czym równy oznacza po prostu (aż) bardzo dobry. Na 670 stronach nie znalazłem żadnego kawałka, w kierunku którego mógłbym puścić wiązankę utyskiwań (czyt. wszystko jest lepsze od przygód detektywa Hodgesa ;). Co jest, musicie to przyznać, chyba najlepszą rekomendacją Bazaru. Zanim jednak popędzicie do księgarni po swój egzemplarz książki - a zrobicie to, prawda? - posłuchajcie, co mam do powiedzenia o jej zawartości. 

Wydanie to standard u Prószyńskiego. Przyjemna dla oka okładka autorstwa Vincenta Chonga, dobrze znany papier, dobrze znana czcionka (odrobinę mniejsza niż ostatnim razem) i dość wysoka cena okładkowa, wynoszącą 44 złote. Oprawa miękka, aczkolwiek odwiedzając Matrasa możecie przygarnąć edycje w oprawie zintegrowanej, która prezentuje się bardzo dobrze, a kosztuje ok. złotówki więcej. Miłe. Tyle od Prószyńskiego. King zaś napisał wstęp oraz krótkie notki poprzedzające każdy tekst, opowiadające o okolicznościach ich powstania. To coś, co zawsze lubiłem czytać równie mocno, jak główne historie, i tym razem również stanowiło wyśmienity deser/przystawkę (w zależności od tego, czy poznacie je przed czy po lekturze samego tekstu - osobiście zalecam to drugie rozwiązanie), a wiedza o genezie wyklucia się w głowie Kinga pomysłów na poszczególne utwory sprawia, że nabierają one dodatkowej wartości i głębi.

W znalezionych przeze mnie Internetowych recenzjach Bazaru jak mantra pojawia się stwierdzenie, że opowiadanie zawarte w zbiorze opierają się na szalenie prostych pomysłach. Sam nie napiszę nic nowego, bo to najzwyczajniej w świecie prawda. King zostawił już za sobą czasy, kiedy to niemal każda z serwowanych przez niego historii zawierała w sobie pierwiastek szaleństwa i motywów wypełzłych z najmroczniejszych, najgłębszych rejonów umysłu. Tu dostajemy kawałki niemalże z życia wzięte, albo wyrwane zeń, jeśli miałbym być bardziej precyzyjny, gdyż częstokroć zaczynają się i kończą w, zdawałoby się, zupełnie losowych momentach. To jednak w żadnym wypadku nie zarzut. King, za co pokochałem go od pierwszej przeczytanej powieści (rewelacyjne Miasteczko Salem - świetnie trafiłem, nieprawdaż?), nawet po wrzuceniu swoich bohaterów w sytuację rodem z horrorów, co i w Bazarze kilka razy ma miejsce, nie zapomina o warstwie obyczajowo-psychologicznej. Motywem przewodnim zbioru są refleksje na temat życia i śmierci, które powracają tak często, że nie sposób tego nie dostrzec. Nawet jeśli czytamy jedno opowiadanie dziennie. Mając na uwadze wiek autora specjalnie to nie dziwi - ja sam, choć nie dobiłem jeszcze nawet trzydziestki, z przerażeniem obserwuje prędkość, z jaką zbliżam się do momentu, kiedy do odejścia z tego świata będzie już znacznie bliżej niż dalej ;) Być może właśnie z tej przyczyny Bazar złych snów tak precyzyjnie trafił w mój pokręcony gust i oceniam go tak pozytywnie. 

Miłośnikom dawnego Kinga do gustu przypadnie zapewne "130. Kilometr", gdzie liczba trupów jest duża, a opisy zgonów soczyste. Rzecz dobra do połowy, psująca się i nieco dłużąca później, a zakończona okrutnie naiwnie. "Premium Harmony" i "Batman i Robin wdają się w scysję" to zaś typowi przedstawiciele wspomnianych prosto-pomysłówek - bardzo udanych zresztą, a w drugim przypadku można nawet liczyć na podbicie tętna w finale. Ciekawa i sugerująca działanie sił nadprzyrodzonych jest "Wydma" i "Wredny dzieciak". Obie historie (ta druga to aż 50 stron) są przede wszystkim wciągające i dobrze napisane. 
Od strony stylu wyróżnia się napisana zupełnie nie po Kingowemu "Śmierć". Bardzo dobra, klimatyczna i ciekawie zamknięta opowieść o morderstwie i winie. Mamy tu też dwa utwory poetyckie ("Kościół z kości" i "Tommy"), co z początku budziło moją trwogę, acz ostatecznie okazały się zaskakująco przystępne i przyjemne w odbiorze. 
Temat moralności podejmują dwa inne teksty, "Moralność" właśnie i "Ten autobus to inny świat". Pierwszy podobał mi się umiarkowanie (jest nieco za długi), drugi bardzo. Równie pozytywnie odebrałem "Życie po życiu", gdzie King któryś już z kolei raz mierzy się z tematem śmiertelności, nie zapominając jednak o swoim poczuciu humoru. Jedną z większych ciekawostek jest "Ur". Napisany w ramach promocji czytnika e-booków Amazon Kindle (co działa, bo sam mam teraz na niego chrapkę), co sugeruje przeciętne emocje, okazuje się zaskakująco dobrym kawałkiem historii. Przynajmniej do czasu, bo od pewnej chwili całość zaczęła nieprzyjemnie pachnieć mi klimatem Kingowego romansu z kryminałem ("Pan Mercedes" oraz "Znalezione nie kradzione"). Tak czy inaczej, solidna robota. 
Znajdujące się zaraz potem "Herman Wouk jeszcze żyje" kupiło mnie w całości atmosferą i wywołało lawinę myśli, podobnie zresztą jak krytykowane od czasu do czasu za przewidywalność "Kiepskie samopoczucie". Owszem, jego finał da się przewidzieć na kilka stron przed wyłożeniem kart na stół, ale i tak prędko nie zapomnę chwili, w której dotarło do mnie to, co tak naprawdę jest przyczyną pewnego nieprzyjemnego zapachu w budynku, gdzie mieszka bohater. 
Motywem kolejnego opowiadania pod tytułem "Billy blokada" jest baseball. Ałć, prawda? Bez obaw, to tylko tło dla doskonale rozpisanej historii z twistem w finale. I nawet opisy meczów nie męczą. 
Temat śmiertelności powraca jak bumerang objawiając się następnie w tekście "Pan ciacho", którego uznaje za jeden z moich ulubionych w tym zbiorze. W dwóch kolejnych - a są to "Zielony Bożek cierpienia" i "Nekrologi" do głosu znów dochodzą motywy nadprzyrodzone. Pierwszy z nich ani ziębi, ani grzeje, ale drugi jest świetny i odpowiednio długi, by wciągnąć bez reszty. Na sam koniec dostajemy zaś niepozbawione humoru i bardzo przyjemne w odbiorze "Pijackie fajerwerki" oraz wyciskający w pewnej chwili łzę "Letni grom". Po takim zamknięciu w niepamięć idą nawet te nieco słabsze (ale nigdy słabe) opowiadania

Zbiór polecam właściwie wszystkim. Odnajdą się tu zarówno fani Kinga, jak i ci, którzy za pisarzem dotychczas nie przepadali. Jeśli odrzucały Was od niego motywy typowe dla horrorów, tu dostaniecie je w ilościach śladowych. Dobra, skłaniająca do przemyśleń, a przede wszystkim dostarczająca frajdy proza. A od Kinga oczekuje właśnie tego.


Piotr Wysocki


7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja, można powiedzieć, że zanim zacząłem czytać to już skończyła się. Bazar złych snów spotykam w empikach, nawet już miałem ją w rękach, ale zanim kupię jeszcze trochę minie, ale krótkie historie w sensie poniżej 600 stron bardzo lubię :D A tutaj widać opowiadania nie są długie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstyd się przyznać, ale nie czytałem jeszcze ani jednej książki Kinga ;( Może akurat "Bazar złych snów" będzie dobry na rozpoczęcie przygody z tym autorem... Tak czy inaczej, mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się sięgnąć po tę powieść :D

    Pozdrawiam :)
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Z reguły po opowiadania nie sięgam, no ale to jest King, więc wyjścia nie miałam:) Byłam bardzo zadowolona z lektury, bo, podobnie jak Ty, odkryłam tu klimat z jego wcześniejszych książek. Świetna pozycja, chociaż mi akurat nie przypadła do gustu poezja w wykonaniu mistrza:D Ale cała reszta w pełni zaspokoiła moje potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo pozytywne! Lecz nie wiem czy nawet mistrz nad mistrzami przekona mnie do przeczytania książki, w której znajduje się paręnaście opowieści... Przecież po większych tytułach pozostaje pustka, czyżbym miała po każdym opowiadaniu cierpieć na brak kontynuacji? xD Choć uwielbiam Kinga, tej książki na tę chwilę nie wezmę w łapki. Poczekam aż pojawi się w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podpisuję się pod słowami chwalącymi ten zbiór. Zdecydowanie warto (mimo kilku gorszych elementów). King jest w dobrej formie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dla mnie ogromne rozczarowanie. Jeszcze nie skończyłem, bo sobie dawkuję, ale nic mnie jeszcze nie powaliło. Najbardziej podobało mi się "batman i robin wdają się w scysję", ale żeby zachwycać się tym zbiorem? na razie nie, może mnie jeszcze coś przekona

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam chęć ostatnio na tą książkę.. ale po Joyland, która mnie totalnie rozczarowała, zrezygnowałam, poczekam aż będzie w bibliotece. Najlepsze wciąż dla mnie to TO i opowiadania.

    OdpowiedzUsuń