poniedziałek, 8 lutego 2016

2-bit Cowboy - recenzja [Android]

2-bit Cowboy, Crescent Moon Games, Android 3,57 zł

O rany, pomyślałem sobie widząc screeny z opisywanej tu gry, ależ cudo! Prosta, stylizowana graficznie na czasy pierwszego Gameboya gra platformowa z kowbojem w roli głównej. Mniam i mlask. Pierwsze wrażenie jest świetne, zwłaszcza gdy rzeczoną kieszonsolkę Nintendo wspominacie z łezką w oku i paczką chusteczek pod ręką. Drugie? Niestety znacznie gorsze. Zapraszam do krótkiej lektury recenzji dzieła płodnego studia Crescent Moon Games.


Bez zbędnego paplania - cóż tu nie działa jak należy? Najzwyczajniej w świecie bardzo szybko wychodzi na jaw niewielkie zróżnicowanie zabawy i niespecjalnie ciekawie zaprojektowane poziomy. Największym grzechem 2-bit Cowboya jest prędko dopadające uczucie znużenia, a w przypadku gier to przecież grzech śmiertelny. 

Małym bohaterem sterujemy paluchami, stukając w odpowiednie miejsca na ekranie. Lewo, prawo, strzał, skok - absolutne minimum, dzięki czemu nauka hasania trwa mniej więcej kilkanaście sekund. Kowboj potrafi poza tym wykonać podwójny skok, odbijać się od ścian czy też wskoczyć na konia i byka, co pozwala m.in. na momentalną eliminacje wszelakiego zagrożenia. Po drodze do wyjścia z każdego z 12 etapów możemy (choć nie musimy) przygarniać zlecenia na wykonanie rozmaitych celów - ustrzelenie określonej ilości butelek, skrzynek, nietoperzy, ryb, złoczyńców, uratowanie kurczaków, owiec etc. Za zdobyte w ten sposób monety ubieramy protagonistę w bardziej efektowne ciuszki, te jednak nie mają żadnego wpływu na jego umiejętności. A przynajmniej ja takowych nie dostrzegłem. Szkoda, bo mnie przebieranki nie kręcą, a kiedy nie czujesz potrzeby kolekcjonowania gotówki... cóż, niewiele więcej zabawy w przypadku tego tytułu pozostaje. Realizacja wyzwań zmęczyła mnie po jakichś ośmiu planszach, a pozbawiając się ich dotarcie do końca każdego z etapów trwa w porywach dwie minuty. Ziew. 

Kasę wydawałem więc głównie w kilku budynkach, do których mamy dostęp. W szpitalu podleczymy nadwątlone zdrowie (rzadko, bo gra jest prosta), w pubie zwilżymy gardło dającymi chwilową super moc napojami wyskokowymi, w kasynie natomiast zagramy o dodatkowe monety w prostą pamięciówkę. Pozornie tego wszystkiego jest dużo, jednak wszystkie możliwości i elementy gameplayu poznajemy już na początku zabawy, co obok niskiego poziomu trudności, braku parcia do wzbogacania się i szablonowej konstrukcji leveli jest główną przyczyną prędko wkradającej się monotonii. 

Oprawa audio i wideo łączy w sobie stare z nowym. Klasyczna jest grafika, nowoczesna muzyka, bo ta nijak nie brzmi jak plumkanie z Gameboya. Przez 12 plansz słuchamy w kółko jednego - przypominającego nieco motyw z Outlawsa - utworu. Dodatkowe melodie przygrywają w budynkach, są to jednak krótkie, szybko irytujące kawałki, o których nie mam zamiaru dłużej się rozwodzić. 

2-bit Cowboy to produkcja do przejścia w nieco ponad godzinę i zapomnienia. Fanatycy retro klimatów mogą ją ostatecznie sprawdzić, zwłaszcza w cenie kilku złociszy, ja jednak nie gwarantuje tego, że będą się wyjątkowo dobrze bawić. Potencjał był, ale realizacja go położyła.


1 komentarz:

  1. Oprawa miażdży :D szkoda że gameplay wypada słabo

    OdpowiedzUsuń