piątek, 15 kwietnia 2016

Wilkołak - John Sandford [Recenzja]

Wilkołak, John Sandford, Buchmann, 416 stron

Seryjny morderca, który budzi postrach wśród mieszkańców Twin Cities, jest szalony, ale także piekielnie inteligentny. Zabija dla przyjemności i najwyraźniej bawi go wodzenie policji za nos za pomocą przeszkód, jakie umyślnie przed nią stawia.Porucznik Lucas Davenport jest świetnym policjantem, lecz czy zdoła przechytrzyć zabójcę, który sam siebie nazywa Wilkołakiem? Aby zagrać w jego grę, będzie musiał nauczyć się myśleć tak jak on. Jeśli nawet wystarczy mu inteligencji, czy poradzić sobie z kontrolowanym szaleństwem, koniecznym do przeniknięcia umysłu przestępcy?

Wciąż kontynuowany cykl z Lucasem Davenportem to już sporo ponad dwadzieścia książek, z czego polskiego przekładu doczekały się raptem dwie z nich - omawiany tu Wilkołak, pierwszy tom serii, oraz Pewna zdobycz, tom oznaczony numerkiem dziesięć. Biednie. Sandford się na naszym rynku nie przyjął, co zresztą dobitnie podkreśla fakt, że ja sam kupiłem Wilkołaka za kilkanaście złotych na wyprzedaży. Trochę szkoda, bo skoro już po jednej historii zdążyłem jako tako zżyć się z jej bohaterami, to po trzech czy czterech czekałbym z wywieszonym jęzorem na premiery kolejnych. A może nie? Cóż, mogę tak gdybać i miesiąc, a nic z tego nie wyniknie, bo wydawcy nazwisko pisarza wymazali ze swoich radarów. Ale koniec z narzekaniem, bo Wilkołak to naprawdę solidnie skrojony kryminał. Niepozbawiony irytujących elementów, acz kiedy dostroić się do specyfiki pisarstwa Sandforda - który zresztą już we wstępie zastrzega, by niektóre działania Lucasa Davenporta przyjmować takimi jakie są i nie psioczyć - zabawa momentalnie staje się przednia. Przednia, a przy tym emocjonująca. Davenport nie jest klasycznym śledczym z klasycznymi dla nich problemami i zgryzotami. Lucas uwielbia kobiety, kobiety uwielbiają Lucasa, a on sam beztrosko śmiga po okolicach za kierownicą Porshe, tropiąc przy okazji sadystycznego seryjnego morderce, tytułowego Wilkołaka. Co ciekawe, tożsamość Głównego Złego znamy właściwie od początku, co jakiś czas obserwując wydarzenia z jego perspektywy. Fragmenty te to jedna z najciekawszych płaszczyzn powieści, bo Sandford doskonale spisuje się przedstawiając skomplikowaną psychikę psychopaty mordującego młode kobiety. Przeczytałem gdzieś opinie, że jak na seryjniaka facet jest zbyt pospolity, nudny i w dodatku z brzuszkiem - jeśli to czytasz, droga użytkowniczko pewnego portalu, zachęcam Cię do poszperania w Murderpedii. Rzadko kiedy największe świry to przystojniacy rodem z hollywoodzkich filmów.

I to chyba tyle ode mnie. Wilkołak to dobrze napisany, wciągający i momentami skłaniający do różnej maści przemyśleń kryminał rekomendowany na okładce przez samego Stephena Kinga (tak, już wiecie dlaczego go kupiłem). Chociaż... finał mógłby być chyba odrobinkę mniej wyświechtany. Jakby nie było, kupić i przeczytać jak najbardziej można.

Piotr Wysocki

2 komentarze:

  1. Nie znam, nie słyszałam, nie czytałam:)Nabrałam ochoty, chociaż szkoda, że ukazały się tylko dwie części;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa recenzja, czekam na kolejne! :)

    OdpowiedzUsuń