środa, 11 maja 2016

To ty jesteś Bobbym Fischerem - Christer Mjaset - recenzja

To ty jesteś Bobbym Fischerem, Christer Mjaset, Smak Słowa, 246 stron

Christer Mjaset, z zawodu neurochirurg, po godzinach pisarz, dał się już poznać jako obiecujący autor kilkoma dobrze przyjętymi książkami. U nas ukazały się "Białe kruki" i "Lekarz, który widział za dużo", obie zainspirowane pracą Mjaseta w służbie zdrowia. Tym razem jednak mamy do czynienia z czymś zgoła innym, bowiem "To ty jesteś Bobbym Fischerem" bez oporów wychodzi poza ramy thrillera czy kryminału medycznego, serwując psychologiczną obyczajówkę z tajemnicą w tle. 

Po raz pierwszy od dwudziestu pięciu lat Hakon wraca do Lillehammer w związku z pogrzebem przyjaciela. Nie postawił jeszcze nogi na peronie, a już żałuje, że zgodził się przyjechać. Czterdziestoletni mężczyzna zmuszony jest spojrzeć w przeszłość, na coś, co dręczyło go przez całe życie. Zniknęła młoda dziewczyna, a w tym samym czasie inne sprawy przybrały fatalny obrót. Co właściwie zrobili, on i jego koledzy?

Książka bardzo niepozorna, objętościowo i wizualnie (prosta graficznie okładka), ale potrafi kopnąć. Choćby za sprawą pierwszoosobowej narracji, pozwalającej wejrzeć w umysł Hakana i kłębiące się tam uczucia, co nadaje tej krótkiej bądź co bądź historii solidnego emocjonalnego ładunku. Pewne wydarzenia z przeszłości, których wspomnienia noszą od lat na barkach bohater i jego znajomi - a które my poznajemy poprzez retrospekcje, stanowiące pokłosie powrotu Hakana do rodzinnego miasta po blisko trzech dekadach - kładzie się cieniem na ich dalszym życiu i to właśnie na tym elemencie skupia się autor. Nie na kryminalnym aspekcie całości, jakkolwiek istotnym i ciekawym, a jego efektach na ludzką psychikę i późniejszym rzutowaniu na dokonywanych wyborach. Dla poszukujących intensywnych wrażeń czytelników może to być wada, ale dla pozostałych, przedkładających psychologiczną wiarygodność nad wartką akcję, fakt ten okaże się największą zaletą książki. Ja sam już po kilkunastu stronach wsiąkłem na dobre i nawet początkowe zgrzyty odnośnie polskiego przekładu, sprawiającego wrażenie odrobinę zbyt mechanicznego, poszły gdzieś w cień i syndrom jeszcze jednego rozdziału nie opuścił mnie aż po zaskakujący finał. To krótki, nawet nazbyt krótki, ale bardzo dobrze napisany i niepozwalający się odłożyć na później kawał literatury. Krótko mówiąc, szalenie warto.

Piotr Wysocki

1 komentarz:

  1. Ciekawa recenzja, moją uwagę przykuł fakt, że ten pisarz to neurochirurg - interesujące połączenie :)

    OdpowiedzUsuń