poniedziałek, 12 lutego 2018

Krater [PC]


Dziś słowo albo dwa o kolejnym z muzycznych odkryć w grach. Tym razem nic a nic nie wyczytałem w sieci o ścieżce dźwiękowej z Kratera (Krateru?), o którym tu mowa. Ba, pierwszy raz o istnieniu gry dowiedziałem się dopiero będąc w Empiku i widząc ją na półce z promocjami (a ja półki z promocjami przeglądam uważnie i nigdy żadnej nie pominę, ha ha). Dziesięć złotych za pełnowymiarowe wydanie? Spojrzałem na screeny, fajne, spojrzałem na opis, ciekawy, a i ciężar opakowania sugerował jakieś dodatkowe gadżety znajdujące się wewnątrz. No i jak nie wziąć? Nic tam, że na półkach, tych wirtualnych i fizycznych w moim pokoju, czeka jakieś sześćset nigdy nie ruszonych tytułów, nic tam, że to chyba siakiś erpeg, w których asem nie jestem - promocja to promocja, trza skorzystać :)

"Zawiera cyfrowe" wprowadza
w błąd, dodatki są fizyczne

W pudełku znalazłem plakat - paskudnie złożony - całkiem ładny artbook i płytę CD ze ścieżką dźwiękową z gry. A skoro tak, skoro ją wrzucili, to chyba była tego warta, prawda? Nie wytrzymałem i kilka miesięcy później Krater zainstalowałem. Sama gra okazała się naprawdę przyzwoita, mogę ją porównać do dziecka powstałego ze związku Fallouta z Diablo ;) choć po kilkunastu godzinach popadająca - chlip - w grzech monotonii. Niestety. Może sam jestem sobie winien, rzuciłem się na głęboką wodę wybierając wysoki poziom trudności, no i chcąc pokonać ostatecznego ciemnego typa (Zakrzep mu na imię, jak przyjemnie to brzmi), połowę czasu spędzonego przed monitorem zmitrężyłem grindując statystyki bohaterów (nowe bronie, dopalacze i wszczepy - fajny system). Potyczki z hordami wrogów po czasie stają się po prostu męczące, za mało w nich finezji. Grunt, że się udało, napisy końcowe ostatecznie obejrzałem, a przy okazji miałem możliwość dokładnego przesłuchania wszystkich zawartych w grze kompozycji muzycznych.


A trzeba Wam wiedzieć, że elektroniczny soundtrack autorstwa Szwedzkiego muzyka Christiana Gabela jest wyśmienity, a i historia za nim stojąca ciekawa (więcej na skanie strony z artbooka obok). Mój absolutnie ukochany utwór znajdziecie poniżej, mogę go słuchać bez końca, ale i cała płyta broni się jako samodzielny twór. Możecie się nią podelektować chociażby na Spotify, o tutaj
Tu zaś wspomniany przed sekundą naj-kawałek. 

Podsumowując - gra niezła, choć tupecik, kapcie i szczęka zostają na swoich miejscach :) Ale soundtrack na tyle dobry, by tylko dla niego było warto wysupłać te dziesięć zetek. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz